Super Wtorek powinien przynieść klarowność i podsumowanie wyścigu demokratów o prezydenturę, ale w zamian tego podział partii pomiędzy Hillary Clinton i Barack Obamę zdezorientował demokratów tak bardzo jak już dawno nie byli.
Obama wyszedł z głosowania wygrywając w większej liczbie stanów - w 13 w stosunku do 8 wygranych przez senator Clinton - i zyskując nieznacznie większą liczbę delegatów niż jego rywalka. Ale Hillary Clinton ma także istotne prawo do przechwalania się. Wygrała w Kalifornii, otrzymując największą nagrodę tej nocy, i zyskała nieznacznie wyższy procent w głosowaniu powszechnym, a także pobiła Obamę w Massachusetts, pomimo całego zamieszania, które otaczało poparcie Obamy przez senatora Edwarda Kennedy i większość jego rodziny, jak również innego senatora tego stanu, kandydata nominowanego przez demokratów w roku 2004 - Johna Kerry i gubernatora Devala Patrick.
Za kalendarzem prawyborczym zaprezentowanym przez demokratów w obecnym sezonie krył się pomysł przeprowadzenia hiperdemokratycznego finału w procesie wyboru kandydata partii. Niemal dwa tuziny stanów, zmęczone staniem na uboczu, kiedy potencjalni prezydenci koncentrowali swą uwagę na miejscach takich jak Ottumwa, Iowa i Nashua, N. H., wywalczyły swe pozycje wcześniej na kalendarzu. Proporcjonalny rozdział delegatów, zamiast zebrania wszystkich przez zwycięzcę, miał na celu zagwarantowanie, że liczył się każdy głos. Ubiegłotygodniowe prawybory miały być najbliższe krajowym prawyborom, w których to kandydaci musieli zaprezentować się różnorodnym partiom amerykańskiego elektoratu w stanach obejmujących niemal połowę populacji kraju. Miały uporządkować wszystko.
Jednak niczego nie wyjaśniły. W ich rezultacie Hillary Clinton i Barack Obama podzielili się głosami stosunkiem 50.2% do 49.8%, tak marginesową liczbą głosów, że niemal nie można zmieścić biletu wyborczego pomiędzy nimi. Wtorek przeszedł w środę, a ciągle nikt nie wiedział na pewno ilu kandydatów zebrali kandydaci, a głosy z Nowego Meksyku były nadal liczone manualnie.
Pierwotny plan Super Wtorku opierał się na tym, który kandydat posiadał większą siłę, kapitał i popularność. Zamiast tego obaj kandydaci wzajemnie się wykasowali. Największa siła Obamy znajdowała się wśród zamożnych wyborców, Afroamerykanów, młodzieży, liberałów i osób z wyższych wykształceniem. Dorównał on nawet senator Clinton wśród mężczyzn. Clinton natomiast czerpała wsparcie wśród kobiet, starszych wyborców, Latynosów, osób z niższym poziomem dochodu i z niskim poziomem edukacji. Ale nawet te różnice się wyrównywały, kiedy poparcie senator Clinton wśród kobiet zmniejszyło się w niektórych stanach, a wzrosła popularność Obamy u białych wyborców.
Teraz kampania, która powinna była się zakończyć, jest kontynuowana w stanach, które nie dołączyły do pomysłu, żeby przesunąć swe prawybory wcześniej. Będąc jak najdalsze od podejmowanych naprędce, bezmyślnych decyzji, jak niemal wszyscy sądzili, są one w stanie ukoronować zwycięzcę. A co jeśli nie? Decyzja przypadnie około 800 politykom, określanym jako super-delegaci. To prawda: perwersyjnym rezultatem całej tej demokracji, w której więcej ludzi niż kiedykolwiek wcześniej będzie miało głos, może być to, że demokraci muszą zwrócić się do polityki kuluarowej w celu nominowania kandydata.
Stratedzy Clintona, prawdopodobnie życzeniowo, sugerowali, że Super Wtorek może okazać się dużym osiągnięciem dla Obamy, nadchodząc, jak miało to miejsce, po fali szerokiego rozgłosu otaczającej udzielenie poparcia przez wpływowych polityków i potknięcie Clintonowej w Południowej Karolinie. Jeden z nich stwierdził: "Trudno mu będzie znaleźć lepszy tydzień."
Rzeczywiście pracują oni ciężko na zwycięstwo.
W dniu prawyborów przedstawiciele kampanii Clintona oznajmili, że pani senator zdecydowała się na uczestnictwo w czterech debatach - formacie, w którym dominowała - w nadchodzącym miesiącu i zaprosiła do nich Obamę. Ale komitetowi kampanijnemu Obamy nie spieszy się. "Nasz rozkład zajęć nie może być dyktowany przez kampanię senator Clinton," - oznajmił menedżer David Plouffe.
W miarę jak tempo kampanii znacząco zwalnia, twierdzą współpracownicy Obamy, oddziałuje to na korzyść kandydata, który zyskuje na sile w odróżnieniu od lidera o ugruntowanej pozycji politycznej. Następna runda prawyborów w szczególności będzie przyjaznym terytorium dla Obamy. Oczekuje się, na przykład, że zgarnie Virginię i Dystrykt Columbii, w którym zamieszkuje duża liczba zamożnych demokratów i Afroamerykanów.
Idzie on do przodu posiadając również dużą przewagę finansową, zgromadziwszy $32 milionów w styczniu, w głównej mierze za sprawą niewielkich ofiarodawców, którzy mogą go jeszcze wspomóc. Ta wysokość donacji ponad dwukrotnie przewyższała $13.5 milionów, które senator Clinton zebrała w tym samym czasie. Wyniki Super Wtorku i dodatkowe zwycięstwa w nadchodzących tygodniach prawdopodobnie przyczynią się do zwiększenia kontrybucji na rzecz Obamy, które są już na tyle pokaźne, że stać go było na wykupienie reklam Super Bowl w stanach, gdzie przeprowadzono prawybory.
Komitet wyborczy senator Clinton wykazuje oznaki nadwerężenia finansowego, co jeszcze parę miesięcy temu wydawało się nie do pomyślenia. W dzień po prawyborach reprezentanci kampanii Clinton ogłosili, że pani senator udzieliła ubiegłym miesiącu pożyczki w wysokości $5 milionów, co zdaniem rzecznika Howarda Wolfsona było posunięciem "ilustrującym zaangażowanie senator Clinton i gwarantującym, że kampania posiada środki potrzebne do rywalizacji i zwycięstwa na terenie całego kraju." Clinton polegała zasadniczo na tradycyjnych ofiarodawcach partyjnych i znajduje coraz mniej tych, którzy nie oferowali do tej pory maksymalnej dozwolonej legalnie kwoty $2,300 w prawyborach. "Muszą wyprodukować coś z tych następnych dziewięciu stanów (które głosują pomiędzy Super Wtorkiem a 4. marcem), w przeciwnym razie będą mieli poważne problemy finansowe," - twierdzi doradca Obamy Steve Hildebrand.
Clinton ma nadzieję na odzyskanie terenów straconych w czasie następnych kilku tygodni wczesnego marca, kiedy Ohio i Teksas przeprowadzają prawybory. Ohio znajduje się w napiętej sytuacji ekonomicznej i posiada dużą liczbę niezamożnych demokratów. Clinton spodziewa się także uzyskać instytucyjne wsparcie związków zawodowych. A wysoki procent wyborców latynoskich w Teksasie, przewidują jej stratedzy, stawia ją w uprzywilejowanej pozycji. Jednakże Obama również przyznaje, że pozyskuje tę grupę wyborców, zauważając, że uzyskał ponad 44 procent Latynosów w Arizonie.
"W miarę jak poznają mnie latynoscy wyborcy," - stwierdził rano po wyborach - "lepiej nam idzie."
Jeśli rywalizacja po Teksasie i Ohio będzie nadal utrzymywać w równowadze obu kandydatów - decydujące będą prawybory w Pensylwanii 22 kwietnia.
Albo nie, co pozostawi do dyspozycji tylko jeden więcej środek pozwalający na uniknięcie złowrogiej walki podczas sierpniowej krajowej konwencji demokratycznej w Denver. W ciągu kilku ostatnich tygodni komitety wyborcze Clinton i Obamy nadwerężyły swojej uprzejmości, przypochlebiając się, a niekiedy poszturchując swoich super-delegatów. Jest nimi z grubsza 800 partyjnych działaczy - włączając wybieranych reprezentantów, członków krajowych komitetów i stanowych prezesów - którzy mają prawo głosowania podczas konwencji z racji pełnionych przez nich funkcji.
Pozycje super-delegatów zostały stworzone przez partię demokratyczną w następstwie wyborów z roku 1980 na wypadek podobnej do obecnej okoliczności. Ale kampania w celu uzyskania ich poparcia jest uciążliwym ćwiczeniem dla obu kandydatów. Jakiekolwiek zaangażowanie uda im się wypracować jest następnie sztychowane talkiem, super-delegaci nie muszą podejmować decyzji przed konwencją i mogą zmieniać swoje zdania nieskończoną liczbę razy do tej pory.
Komitet wyborczy senator Clinton przechwala się, że posiada przewagę około 100 głosów super-delegatów w porównaniu do Obamy. Jednakże menadżer Plouffe upierał się podczas połączenia konferencyjnego z reporterami w noc wyborczą, że jego zespół zredukował przewodzenie senator Clinton wśród tych partyjnych działaczy do około 55. Obydwa komitety wyborcze powinny wiedzieć do tej pory, że poleganie na czymkolwiek jest dużym ryzykiem.
Kim są super-delegaci?
Kim są?
Liderzy partii demokratycznej, obieralni urzędnicy partyjni i inni, którzy mogą podejmować decyzje, bez względu na rezultaty stanowych wyborów, na kogo oddać swoje głosy podczas konwencji nominacyjnej.
Ilu ich jest?
W roku obecnym około 800 z 4,049 delegatów.
Jakie mają znaczenie?
W zaciętym wyścigu mogą zdecydować o nominacji.
5 elementów siły Obamy:
w zdolność gromadzenia funduszy za pośrednictwem internetu i energia
pozyskiwania oddolnego wsparcia politycznego;
w entuzjastyczny korpus prasy krajowej;
w wsparcie wyborców młodych, zamożnych i mężczyzn;
w entuzjazm, inspiracja i jasne przesłanie o zmianie
w sprawne zarządzanie komitetem kampanijnym
5 elementów siły Clinton:
w pełna kontrola nad planem działań;
w siła w nadchodzących prawyborach na terenie dużych stanów: Teksasu,
Ohio i Pensylwanii;
w wsparcie kobiet, osób starszych, klasy robotniczej i Latynosów;
w poparcie super-delegatów - działaczy partyjnych, pełniących funkcje administracyjne i innych wpływowych demokratów, którzy stają się automatycznie delegatami konwencji;
w odporność i zręczność polityczna
Na podst. "Time" oprac. E.Z.