Bezrobocie wzrosło w grudniu ubiegłego roku do 7.2 procent osiągając poziom najwyższy od czasów zakończenia drugiej wojny światowej. Ale bardziej alarmujący jest ogólny trend rozwojowy: gospodarka amerykańska utraciła 2.6 milionów miejsc pracy w ciągu ostatnich 12 miesięcy, a aż 75 procent stanowisk zniknęło w ciągu czterech ostatnich miesięcy. Ekonomiści przewidują, że w nadchodzących miesiącach bezrobocie jeszcze się pogorszy.
„Nikt nie spodziewa się poprawy w najbliższym czasie," komentuje Harry Holzer, analityk zatrudnienia z Georgetown University i Urban Institute. Zdaniem specjalistów kryzys ekonomiczny, który prowadzi do wzrostu bezrobocia, ma kilka części składowych. Amerykanie poważnie obcięli swe wydatki w ostatnich miesiącach w miarę jak obserwowali spadek wartości domów i inwestycji. W międzyczasie biznesy odczuwając mniejszy popyt, redukują godziny funkcjonowania i wynagrodzenie pracowników w celu zaoszczędzenia środków na przyszłe miesiące.
Ponadto, ekonomiści są zdania, że w tym punkcie cyklu ekonomicznego strach jest negatywną siłą napędową, która pogłębia zniszczenia ekonomiczne: skłania do podejmowania działań prewencyjnych w oczekiwaniu na dalsze złe wiadomości, co z kolei powoduje, że nadchodzące wiadomości są rzeczywiście złe. „Powodem dla którego pracodawcy pozbywają się pracowników nie jest tradycyjny argument, że pracownik kosztuje więcej niż wnosi," stwierdza Lee Ohanian, ekonomista z UCLA. „Jest nim czynnik strachu. Kryzys zaufania odgrywa olbrzymi wpływ na decyzje pracodawcy w sprawie zatrudnienia i inwestycji, jak również na decyzje konsumenta w sprawie zakupu.
Ponad 11 milionów Amerykanów, przeciętnie jeden na czternastu, jest obecnie bez pracy i aktywnie poszukuje zatrudnienia, informuje Departament Pracy. Ponadto 8 milionów pracuje w niepełnym wymiarze godzin, jakkolwiek są zainteresowani pełnogodzinowym, a 1.9 miliona bezrobotnych jest albo zniechęconych bezowocnymi poszukiwaniami albo skoncentrowało swą uwagę na szkole lub opiece nad rodziną.
„Biorąc pod uwagę zniechęconych pracowników, poziom bezrobocia sięga 9.4 procent," twierdzi Peter Morici, ekonomista z University of Maryland. „Dodajmy pracowników w niepełnym wymiarze godzin, którzy nie mogą znaleźć zatrudnienia pełnowymiarowego, a ukryte bezrobocie wynosi 14.5 procent.
Giełda przygotowała się na złe wiadomości, więc jej reakcja była nieco przytłumiona w porównaniu z dramatycznymi ruchami giełdowymi na jesieni. Wskaźnik Dow Jones obniżył się o 143.23 punktów czyli 1.64 procent osiągając poziom 8599.18.
Po raz ostatni poziom bezrobocia wynosił 7 procent w roku 1993. Nominalnie oznacza to, że gospodarka utraciła więcej stanowisk pracy w roku ubiegłym niż w jakimkolwiek innym od roku 1945, jakkolwiek znacznie wzrosła liczba ludności.
Czyja to wina? Kto i co doprowadziło do tego finansowego zamieszania? Justin Fox, na łamach „Time" typuje osiem czynników.
Dobrobyt. Niemalże nikt nie oczekiwał, że coś pójdzie źle, ponieważ od lat 1930. rzeczy miały się dobrze na froncie finansowym w Stanach Zjednoczonych. Pewnie, że dochodziło do pośliźnięć na rynku papierów wartościowych w latach 1970. i początkach 2000, upadków na rynku nieruchomości w latach 1980. i wczesnych 1990, a także okazjonalnych krótkotrwałych zagrożeń finansowych takich jak kryzys azjatycki w roku 1997. Ale Stany Zjednoczone nie doświadczyły poważnej paniki w świadomości większości z Wall Street czy z rządu. Zaczęliśmy zachowywać się tak jak gdyby nie mogła się ona zdarzyć: powiedziano nam, że nie może.
Alan Greenspan. Kongres stworzył fundusz rezerw federalnych w celu uśmierzenia finansowej paniki w roku 1913. Za czasów przywództwa Greenspana, fundusz został użyty do interwencji w przypadku kryzysu giełdy z roku 1987, załamania Long-Term Capital Management z roku 1998 i powstrzymania upadku akcji technicznych z roku 2000-01. Ale ta bardzo skuteczna akcja pożarnicza sprowadziła pożar. Niektórzy, jak Ron Paul, kandydat do prezydentury z roku 2008, dowodzą, że lepiej byłoby obejść się bez funduszu rezerw federalnych. Bardziej przyjemną interpretacją jest, że jeśli fundusz ma wkroczyć do akcji w celu zapobieżenia panice, to powinien zrobić o wiele więcej niż tylko wypuścić powietrze z baniek, które nieodwołalnie poprzedzają panikę. Tymczasem polityka funduszu w ostatnim ćwierćwieczu była asymetryczna: wybawiała z kłopotów instytucje, ale nie ograniczała ich w czasach obfitości. A to musi się zmienić.
Pokrętne regulacje. To do czego doszło w sektorze finansowym począwszy od lat 1970. nie jest dokładnie deregulacją. Banki pozostały tak ściśle kontrolowane, jak nigdy. Ale nowe instytucje, które przyznają pożyczki pod zastaw domów, pożyczają pieniądze, finansują umowy - biznesy niegdyś monopolizowane przez banki, otrzymały pozwolenie do rozwoju pod niewielką kontrolą. Ustawodawcy i regulatorzy odpowiedzieli w latach 1990 nie ustanowieniem parametrów dla tych nowych graczy - banków inwestycyjnych, funduszy hedgingowych, prywatnych funduszy inwestycyjnych, itp., ale udzieleniem firmom nadzorującym bank więcej wolności do wkroczenia do nieregulowanych dziedzin biznesu. Perwersyjnym wynikiem było, że to co nowe i niesprawdzone uzyskało przewagę nad sprawdzonym i prawdziwym.
Wall Street. Przesunięcie aktywności finansowej ze zbalansowanych dokumentów bankowych w kierunku niewyrównanych sfer sekuratyzacji i derywatyzacji luźnie określanych jako Wall Street nie byłoby takim nieszczęściem gdyby działały one tak jak je reklamowano - rozprzestrzeniając ryzyko, zachęcając do innowacji, gromadząc najlepsze umysły do rozwiązywania największych problemów finansowych. Zamiast tego liderzy Wall Street dokonali skandalicznego działania - nagradzając nieroztropnych, przenosząc kapitał do najmniej produktywnych użytkowników i unikając odpowiedzialności za własne błędy.
Obsesja posiadania domu. W czasie kampanii prezydenckiej ubiegłego roku republikanie próbowali obarczyć winą za kryzys ustawę inwestycji społecznych, czyli Community Reinvestment Act (CRA) i giganty pożyczkowe Fannie Mae i Freddie Mac. Jednak jakkolwiek te ostatnie nie są bez winy, to w czasie gorączki pożyczkowej w latach 2003 - 2006 zostały zepchnięte na bok. Przez całe dekady obie parte polityczne zachęcały do posiadania domu, w czym udział brały również CRA, Fannie i Freddie. Posiadanie domu zasadniczo jest dobrą sprawą. Ale przymykanie oka na szalone praktyki udzielania pożyczek z racji tego, że zdają się stymulować posiadanie, już nie.
Zbyt dużo pieniędzy. Dużo osób martwiło się przez lata, że gigantyczny deficyt Stanów Zjednoczonych najpierw z Japonią, a potem z Chinami osłabiał krajowych wytwórców. Ale odwrotna strona tego deficytu handlowego - gigantyczny napływ kapitału do U.S.A. może być jeszcze bardziej groźna. To właśnie kapitał chiński w szczególności napędził inflację na rynku nieruchomości.
Mit racjonalnego rynku. Przez całe lata przyjętym argumentem akademickim na wątpliwość dotyczącą tego, że ekonomia może kierować się na zwodnicze tory było to, że rynek wie lepiej. Czy jest jakiś inny wariant?
Ty i ja. Nic z powyższego nie zdarzyłoby się gdyby miliony z nas nie uwierzyło w to, że możemy dostać coś za nic poprzez zaciąganie pożyczek, na których spłaty nie stać nas było. Fakt, że to niezrozumienie było potęgowane przez pożyczkodawców i polityków jest jedynie częściową wymówką. Dzięki panice roku 2008 możemy spodziewać się, że nikt nie popełni ponownie tego błędu. Przynajmniej przez jakiś czas.
Nieprzyzwoicie wynagradzani ludzie wpędzili nas w naprawdę duże tarapaty finansowe. Nie oczekujmy jednak zwrotu ich wynagrodzeń.
Jesteśmy właśnie w trakcie sprzątania toksycznych odpadów finansowych, które będą kosztować podatników co najmniej miliardy dolarów. Oryginalni wytwórcy tych niebezpiecznych materiałów przyjęli wielomilionowe czeki. Dlaczego nie skłonić ich do zapłaty?
To właśnie ustanowił Kongres w roku 1980 w stosunku do producentów zanieczyszczeń. Według ustawy Superfund wprowadzonej w tym roku, winni zanieczyszczenia płacą za zniszczenia środowiska. Adwokat ochrony środowiska, E. Michael Thomas, nie widzi powodu dla którego ustawodawcy nie mogliby zażądać tego samego dla sprawców finansowych zanieczyszczeń i zmusić ich do wypłacenia części środków przeznaczonych na wykup banków. „Te ustawy są zbieżne," twierdzi, i są również sprawiedliwe.
Terminem finansowym oddających sens tego konceptu jest „clawback", czyli oddanie, zwrot pieniędzy, jakkolwiek nie pojawia się on w dyskusjach, bynajmniej obecnych. „Jestem po prostu starym adwokatem z prowincji, i nie uzyskałem potwierdzenia od nikogo, kto się liczy," mówi Thomas, weteran Environmental Protection Agency i kilku dużych korporacji prawnych, który prowadzi obecnie samodzielną praktykę adwokacką w przedmiejskim Bostonie. Jego listy do Kapitolu, jak do tej pory, pozostają bez odpowiedzi. Ponadto, odbieranie pieniędzy indywidualnym pracownikom, proponuje Thomas, jest bardziej brzemiennym w skutki i kompleksowym przedsięwzięciem niż uderzenie w korporacje, jak robi to Superfund.
Jakkolwiek odważny pomysł Thomasa jest długofalowy, to rozmowy o bardziej skromnym zwrocie pieniędzy zyskały popularność na Wall Street. Zwrot prowizji od dawna był standardem w przedsiębiorstwach typu Venture Capital i prywatnych firmach inwestycyjnych, gdzie od partnerów oczekuje się zwrotu przeszłych zarobków w sytuacji niewywiązania się z obietnic wobec inwestorów. I bez względu na to czy defraudacja może być dowiedziona, ci, którzy uzyskali zyski mogą zostać zmuszeni mocą sądu do zwrotu swych korzyści - o czym inwestorzy, którzy wycofali pieniądze z ewidentnej defraudacyjnej inwestycji Bernarda Madoffa przed jej upadkiem, mogą dowiedzieć się w nadchodzących miesiącach.
Koncept zwrotu pieniędzy jest obcy dla większości z Wall Street. Fundusze hedgingowe mają zwykle jedynie coś, co można określić jako „zwrot do przodu" - prowizję, która uniemożliwia menedżerom czerpanie zysków w sytuacji straty finansowej, dopóki nie zostanie ona nadrobiona na rzecz inwestorów. Banki inwestycyjne z kolei przez całe dekady wypłacały bonusy na podstawie dochodów jednorocznych i martwiły się o konsekwencje później.
Ta ostatnia praktyka jest obecnie przedmiotem analizy. Kilkanaście dużych banków ogłosiło, że ich kierownictwo nie otrzyma nagród w obecnym roku i że ich przyszłe wynagrodzenie będzie gwarantowało zwrot pieniędzy od transakcji, które okażą się niedochodowe. Nie jest to jednak wielka zmiana.
„Dotyczy to tylko wyższych rangą urzędników, a nie są to ci, którzy stracili wszystkie pieniądze," mówi Alan Johnson, konsultant do spraw wynagrodzeń specjalizujący się w usługach finansowych. Przywrócenie praktyki zwrotu pieniędzy wśród maklerów i bankierów inwestycyjnych będzie niemal niemożliwie skomplikowane, stwierdza. I do niczego nie doprowadzi. „Zmiana systemu wynagrodzeń nie zapobiegłaby w ogóle obecnemu kryzysowi," twierdzi Johnson, ponieważ ludzie podejmujący szalone ryzyko nie byli świadomi tego, że działają szaleńczo. Czołowi dyrektorzy w obecnie nieistniejącym Lehman Brothers większość swego bogactwa związali z akcjami firmy, co nie powstrzymało ich przed zepchnięciem firmy na krawędź przepaści - ponieważ byli świadomi świadomości ryzyka.
Jednakże Lehman i inne firmy były niegdyś tak zorganizowane, by skłonić pracowników do rozważnego zastanowienia się nad podejmowanym ryzykiem. Były spółkami partnerskimi, a partnerzy czerpali korzyści dopiero po przepracowaniu w firmie kilkadziesiąt lat. Dla firmy i partnerów zaznaczało to system zwrotu środków. Model partnerski zaczął się kruszyć w latach 1970., kiedy Donaldson, Lufkin & Jenrette rozpoczął sprzedaż akcji. Merrill Lynch zrobił to rok później, a w roku 1999 Goldman Sachs była ostatnią dużą firmą, która umożliwiła publiczną sprzedaż akcji. Prawdopodobnie wszystko to było błędem. „To wsteczny pomysł, ale uczciwie wyznaję, że Lehman Brothers miałby się lepiej zachowując formę spółki partnerskiej," mówi Christopher McKenna z Oxford University Said Business School. „Jak utrzymasz tych wszystkich ludzi odpowiedzialnymi? Odpowiedzią jest partnerstwo."
Czy zawrócenie czasu jest możliwe? To po części zależy od Kongresu, ale głównie od rynków finansowych. Jeśli w ciągu kilku następnych lat powrócą ponowie w stanie rozkwitu, to cała rozmowa o zwrocie będzie zapomniana. Jeśli nie, to banki inwestycyjne i fundusze hedgingowe będą musiały zrestrukturyzować się by ponownie pozyskać inwestorów. Partnerstwo powróci. Fundusze hedgingowe zaprzestaną pobierania 20-procentowych opłat. A koncept zwrotu pieniędzy będzie powszechnie obecny.
Na podst. „Chicago Tribune" i „Time" oprac. E.Z.