----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

14 maja 2009

Udostępnij znajomym:

Posłuchaj wersji audio:

00:00
00:00
Download

Prezydentem może zostać prawie każdy. Szefem wielkiej korporacji tylko nieliczni, wyjątkowo zdolni. Dlatego prezydent zarabia 400 tysięcy rocznie i wszystko czym dysponuje dziedziczy po poprzedniku oraz musi zwrócić pod koniec kadencji. Szefowie największych spółek otrzymują miliony rocznej pensji, kilka milionów w dodatkach, ochronę, transport i, co dla wielu może być zaskoczeniem, część tych przywilejów zatrzymują po zakończeniu pracy. Oczywiście to wielkie uproszczenie, chodziło jednak o to, by uwypuklić zalety bycia tzw. CEO, w przeciwieństwie do wielkiej odpowiedzialności i kiepskich zarobków prezydenta USA. Większość studentów o kierunkach technicznych i biznesowych wlałaby być szefem np.: FORDA, niż głową państwa. Dla pozostałych najwyższą funkcją na świecie jest fotel w Białym Domu, no... ewentualnie w Kongresie.

W dobie kryzysu, o którym mówi się, że jest największym od czasów Wielkiej Depresji, choć prywatnie zgadzam się z twierdzącymi, iż porównywanie tych dwóch okresów nie ma większego sensu, wszyscy poszukują winnych obecnej sytuacji - osób odpowiedzialnych za załamanie rynku, systemu bankowego, rosnące bezrobocie i spadek cen nieruchomości. Oczywiście złość kierowana jest w stronę najbogatszych i najlepiej zarabiających, zwłaszcza zarządców największych firm. Czy słusznie? Nie, ale na razie odbieranie im przywilejów i krytykowanie ich pracy przynosi większości społeczeństwa ulgę. Dlatego temat jest ostatnio bardzo popularny. Większość szanujących się pism branżowych juz dawno wydelegowała swych najlepszych dziennikarzy w poszukiwaniu tematów z tym związanych. Do popularnych mediów informacje na ten temat zaczęły przeciekać później, jednak natychmiast zaprzątnęły uwagę milionów. Mało kto akceptuje tłumaczenia firm, że skoro zapłacili miliony z ściągnięcie najlepszych pracowników do siebie, to gotowe są dalej płacić, byle ich w nich utrzymać.

Wszystko zaczęło się od niesławnych premii dla dyrektorów i kierowników AIG. Chodziło o niewielkie pieniądze, zaledwie 200 milionów. W obecnej sytuacji suma, która nie zmieniłaby niczego i nie miałaby na nic wpływu. Jednak temat został pochwycony przez masy i sprawił, że wreszcie było komu dokopać za panujący bałagan. Mało kto pamięta, że premie te były wpisane w projekt pakietu stymulacyjnego od samego początku. Dokument ten liczył sobie jednak kilka tysięcy stron maszynopisu i ważył ok. 4 kilogramów. Dziś wiemy, że żaden z polityków nie przeczytał go w całości. Dlatego Izba Reprezentantów, która zatwierdziła pakiet, kilka miesięcy później podniosła największy krzyk na temat premii. Ośmieszyli wyłącznie siebie, bo sami podpisali zgodę na wydanie w ten sposób wspomnianych pieniędzy. Można długo dyskutować na temat przywilejów szefów wielkich firm. Zasługują na nie, czy nie? Są one właściwe z moralnego i etycznego punktu widzenia, czy nie? Co zrobilibyśmy będąc na ich miejscu - zrezygnowalibyśmy, czy nie? Może w podjęciu decyzji pomocne będą bardziej konkretne informacje. Tygodnik Market Watch postanowił nam ich dostarczyć. Zaczerpnijmy więc nieco wiedzy na ten temat.

Przede wszystkim przywileje kojarzą nam się z odrzutowcami. Bo mówiło się o nich i wciąż jest to popularny temat. Rzeczywiście, prywatne firmy mają ich wiele.

W 2006 r. Ford zapłacił ponad 517 tys. dolarów za utrzymanie i przeloty jednego z nich na trasie Foryda - Michigan. Samolotem tym podróżował do pracy w Detroit jeden z zarządców firmy, Mark Fields, który po jej zakończeniu powracał do swego domu na południu, by spędzić weekend z rodziną. W obliczu problemów finansowych, a właściwie krytyki fundującego pakiet stymulacyjny społeczeństwa zmieniono zapis kontraktu. Od kilku miesięcy Field podróżuje na pokładzie rejsowych odrzutowców w fotelach pierwszej klasy. Rocznie jego przeloty kosztować będą Forda 30 tysięcy dolarów. Oszczędność - prawie pół miliona.

W podobny sposób, choć na trasie Seattle - Detroit, wykorzystywała drugi odrzutowiec rodzina kolejnego szefa Forda, Alana Mullaly. Ponieważ samolotu będą w ramach oszczędności sprzedane, korporacja postanowiła jeden dla Mullaly wydzierżawić. Podobno będzie taniej. Dodatkowo, wyrażono zgodę na opłacenie biletów lotniczych dla jego rodziny w przypadku, gdyby zażyczył sobie jej obecności.

Firma Qwest przez 6 miesięcy płaciła za odrzutowiec, którym w ramach przenosin z Kolorado do Kalifornii latał nowy szef i jego rodzina. Podobno kilkanaście razy zapominali czegoś zabrać ze starego domu.

W 2007 r. producent zabawek, firma Mattel zapłaciła 19 tys. dolarów za podróże żony prezydenta kompanii, która poszukiwała nowego domu na terenie całego kraju. Nie były to na szczęście przeloty prywatnym samolotem, ale pierwszą klasą rejsową.

W każdej dużej firmie sytuacja wygląda podobnie i przez chwilę jeszcze nie zmieni się. Posiadane odrzutowce zamieniane są na dzierżawione. Chwilowo prosi się szefów o korzystanie ze zwykłych linii, a wydatki na rodzinę lepiej ukrywa.

Skoro są samoloty, to po co im samochody, których mają wiele.

Wspomniany wyżej Mattel daje swym szefom wyłącznie kartę na benzynę. Ford oprócz paliwa zaopatruje szefostwo w dwa pojazdy rocznie w ramach ewaluacji własnego produktu. To zrozumiałe. Sa jednak przypadki nieco odmienne. Na przykład szef Macy"s, Terry Lundgren, zażyczył sobie specjalnego kuloodpornego, przedłużonego Hummera do poruszania się po Nowym Jorku. Roczne utrzymanie tego pojazdu kosztuje firmę 87 tysięcy, nie licząc mandatów za parkowanie. Podobne zachcianki maja inni i są one spełniane jako część kontraktów o pracę.

Jednak to nie odrzutowce i samochody powinny nas najbardziej interesować. W wielkim skrócie tylko jeden przykład:

Były szef General Electric po zakończeniu pracy otrzymał dożywotnio nielimitowany dostęp do firmowego samolotu, apartament w centrum NY, którego miesięczne utrzymanie kosztuje 50 tysięcy, limuzynę z szoferem, ochronę, dwa opłacone biura, darmowe doradztwo finansowe, asystenta, internet, kabel, satelitę, fax, komputery i alarm we wszystkich domach, karnety na wszystkie mecze NBA i US Open. Plus 2,5 miliona rocznie. Po zakończeniu pracy. W czasie wypełniania kontraktu przywileje były znacznie większe.

Szefowie i kierownicy wielkich korporacji zarabiają po kilkanaście milionów rocznie, ale wciąż domagają się pomocy w spłacaniu swych pożyczek, opłacaniu prywatnych samochodów i szkół dla dzieci, pokrywania dożywotnio kosztów wszelkich podróży itd. W czasie gdy wypełniają swe obowiązki mogą otrzymać praktycznie wszystko, o czym nigdy sie nie dowiemy, gdyż większość takich przypadków jest tajemnicą firmową.

Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Znany i lubiany Google tez ma szefów. Dwóch. Każdy z nich ma odrzutowiec, ale nie ma lotniska. Wobec tego firma podpisała umowę z NASA na dzierżawę miejsc na pobliskim lotnisku, zaledwie 2 mile od głównej siedziby Google. Roczny koszt - prawie 1.5 miliona dolarów. Udziałowcy firmy nie narzekają i płacą. Ważne, że akcje Google idą w górę.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak

rafal@infolinia.com

----- Reklama -----

KD MARKET 2025

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor