Świadkami podobnych, ciągnących się w nieskończoność dyskusji budżetowych byliśmy już w przeszłości. Tym razem chodzi jednak o podniesienie podatków dochodowych dla wszystkich mieszkańców Illinois lub, w przypadku odrzucenia tej propozycji, szukanie oszczędności na rekordową sumę ponad 9 miliardów dolarów. Jest więc o czym dyskutować i brak porozumienia nikogo nie dziwi.
Największym zwolennikiem podwyżki podatków jest pomysłodawca takiego rozwiązania, gubernator Pat Quinn. Zdołał on już zdobyć głosy większości polityków demokratycznych, za mało jednak, by mogli oni zadecydować o 50% podwyżce. Wydaje się więc, że wszystko zależy teraz od republikanów, którzy zdecydowanie sprzeciwiają się podnoszeniu stawek i jako jedyne dopuszczalne rozwiązanie wskazują ograniczenie wydatków stanowych.
„Przyjęło się w Springfield, że problemy finansowe jakoś się w przyszłości rozwiąże, a na razie musimy wydawać więcej i więcej - mówi Tom Cross, lider republikanów - My twierdzimy, że musimy ograniczyć wydatki. Wszyscy wokół reformują, ograniczają, wprowadzają zmiany. Też musimy to zrobić, a do tego czasu nie możemy wyciągać ręki po więcej".
Republikanie zarzucają też gubernatorowi, że świadomie wprowadził panikę i rozdmuchał kryzys budżetowy do niespotykanych rozmiarów strasząc bliskim upadkiem stanu, likwidacją większości programów i planów, czy ograniczeniami pomocy dla najbiedniejszych.
Pat Quinn utrzymuje, iż w przypadku odrzucenia podwyżki pracę straci ponad 10 tysięcy pracowników stanowych. Dodatkowe 100 tysięcy miejsc pracy zlikwidowane będzie w różnego rodzaju agencjach socjalnych pomagających przede wszystkim emerytom, dzieciom pochodzącym z tzw. trudnych rodzin i osobom z uzależnieniami.
Republikanie twierdzą, że programy te można utrzymać dokonując cięć w innych miejscach. na razie jednak nie przedstawili własnego planu, nie wiadomo więc, o jakie miejsca chodzi.
John Cullerton, prezydent senatu, czyli izby która poparła 31 maja podwyżkę podatków, twierdzi, że pomimo sprzeciwu coraz większa liczba republikanów decyduje się na podniesienia podatków. Jak duża jest to liczba przekonamy się we wtorek, gdy rozpocznie się kolejne posiedzenie stanowego parlamentu w tej sprawie.
Na razie obok republikanów największym przeciwnikiem Quinna jest przewodniczący Izby Reprezentantów, Michael Madigan. To właśnie izba, której on przewodniczy odrzuciła podwyżkę w maju rozpoczynając wielotygodniowy kryzys budżetowy. Nikt oczywiście nie ma mu tego za złe, gdyż dzięki temu być może znajdzie się inne, lepsze rozwiązanie. Chodzi o to, że sprzeciwiając się podwyżce podatków Madigan prawdopodobnie nie chciał chronić mieszkańców Illinois, a raczej ośmieszyć gubernatora i tym samym zwiększyć szanse swej córki na zwycięstwo w zbliżających się wyborach.
Lisa Madigan, obecnie prokurator Illinois, od wielu miesięcy zbiera pieniądze na kampanię wyborczą. Jeszcze nie wiemy na pewno, czy jej celem będzie fotel senatora w Waszyngtonie, czy też stanowisko gubernatora. Możemy jednak domyślać się z wcześniejszych wypowiedzi, iż chodzi o to drugie.
Wielu obserwatorów sceny politycznej utrzymuje, iż zasiadający od 40 lat w Springfield przewodniczący Izby Reprezentantów za ostatni cel swej kariery uznał wyniesienie córki na najwyższy urząd w stanie. Mimo, że sam temu zaprzecza, to jego ostatnie działania wskazują co innego. Madigan był największym przeciwnikiem Blagojevicha, a obecnie jest zajadłym krytykiem Quinna. Osłabienie tego ostatniego oznacza łatwe zwycięstwo popularnej wśród wyborców Lisy Madigan i przejecie przez nią gubernatorskiego fotela w 2010 r. Najwyraźniej podobnego zdania są sponsorzy, gdyż zgromadzony przez nią na kampanię budżet należy do najwyższych wśród potencjalnych kandydatów.
Ona sama na razie nie potwierdza i nie zaprzecza. Nie wyraziła też opinii na temat podniesienia podatków uznając jedynie, iż ewentualna podwyżka musi być poprzedzona ograniczeniem wydatków.