Pies jest dla swojego właściciela częścią rodziny. Czasami liczy ona kilku członków. Gdyby radnym Chicago udało się wprowadzić limity dotyczące maksymalnej, dozwolonej liczby psów w domu, to tysiące mieszkańców w ciągu jednego dnia z miłośników zwierząt stałoby się przestępcami.
Już po raz czwarty w historii miasto próbuje ograniczyć liczbę psów w domach swoich mieszkańców. Wszystkie wcześniejsze próby spotkały się z gwałtownym sprzeciwem właścicieli czworonogów oraz wielu organizacji ochrony zwierząt.
Tym razem ald. Ray Suarez reprezentujący 31 okręg znalazł poparcie aż 27 sponsorów takiej ustawy. Na razie jej los nie jest jeszcze znany, gdyż głosowanie dopiero przed nami. Jednak ze wszystkich dotychczasowych prób, najnowsza ma największe szanse powodzenia.
Radnym chodzi głównie o hałas i zapachy, jakie podobno towarzyszą większej liczbie zwierząt. Chcą wprowadzić ograniczenie posiadania więcej, niż 5 psów.
„Miałem ich w domu sześć, teraz mam cztery – mówi jeden z właścicieli, emerytowany nauczyciel z Chicago – Śpią ze mną, zawsze mi towarzyszą. To moje dzieci. Nowy przepis uczyniłby ze mnie przestępcę”.
Przeciwnicy pomysłu wskazują na trudny wybór, do jakiego zmuszeni byliby właściciele większej liczby czworonogów. W ciągu 30 dni od daty wejścia w życie zakazu musieliby zadecydować, które ze swoich psów oddać w obce ręce, w wielu przypadkach do miejskich schronisk lub poddać eutanazji.
„To okrutne i nieludzkie rozwiązanie” – mówią przedstawiciele organizacji ochrony zwierząt.
Radna Freddrenna Lyle z 6 okręgu ostrzega, że ewentualny przepis zmusiłby wielu mieszkańców do pozbycia się jednego lub kilku prawdziwych członków rodziny:
„Nie mam obiekcji wobec jakiejś formy kontroli liczby zwierząt w mieście – mówi radna – Nie możemy jednak zmuszać obecnych właścicieli do podejmowania takich decyzji”.