Dla większości z nas 2009 nie zapisał się niczym szczególnym. Słabnąca ekonomia i związane z nią zmartwienia odsunęły w cień większość innych spraw, na które w zwykłych okolicznościach zwrócilibyśmy uwagę. W minionym roku jeszcze bardziej, niż w latach poprzednich interesowały nas lokalne wydarzenia mające bezpośredni wpływ na nasze życie, niż doniesienia międzynarodowe, traktowane coraz częściej jako ciekawostki. Dla mieszkańców Illinois najważniejsza była rosnąca stopa bezrobocia, niewładna administracja, korupcja, czy ograniczenia świadczeń. Dla samego Chicago rosnące ceny parkometrów i starania o olimpiadę okazały się bardziej istotne, niż choćby spędzające połowie ludzkości sen z powiek ocieplanie klimatu. Nie da się wymienić wszystkich lokalnych wydarzeń ostatnich 12 miesięcy, spróbujmy więc przypomnieć tylko najważniejsze.
- Największy w pływ na politykę naszego stanu i prawdopodobnie miasta miało pozbawienie urzędu Roda Blagojevicha. Wraz z nim odeszła grupa ludzi sterująca przez ostatnich kilka lat najważniejszymi sprawami w Illinois, regulująca przepływ pieniędzy i podejmująca za nas wszystkich decyzje.
Jednak upadek byłego gubernatora to wydarzenie, które należy do 2008 r. Mijający, co niektórym do tej pory wydaje się niewiarygodne, to jego ponowny wzrost, powrót do mediów i powolne odzyskiwanie popularności. Blagojevich większość 2009 r. spędził w studiach telewizyjnych i radiowych gdzie rozdawał uśmiechy i promował swą książkę. Zanim całkowicie utracił władzę i wpływy udało mu się nominować kilka osób, w tym Rolanda Burrisa, który mimo sprzeciwu praktycznie wszystkich polityków został senatorem reprezentującym nasz stan w Kongresie.
„Przykre jest, że mimo próśb 50 demokratycznych senatorów, polityków i urzędników Illinois, gubernator Blagojevich wyznaczył kogoś na miejsce w senacie(...) W obliczu znanych faktów nikt wyznaczony przez gubernatora Blagojevicha nie może reprezentować mieszkańców Illinois i nie będzie zaakceptowany przez stronę demokratyczną” – napisali w oświadczeniu liderzy tej partii.
Komentarz wówczas jeszcze wicegubernatora Pata Quinna był krótki:
„To obraza dla mieszkańców Illinois. Wierzymy w czysty rząd, a Rod Blagojevich ma brudne ręce”.
Cóż, minęło 12 miesięcy, a Burris dalej nas reprezentuje w Waszyngtonie, mimo, że dał kilka razy dowód na to, iż najlepszym do tej roli politykiem nie jest.
Pat Quinn, dość nieciekawy i raczej mało przebojowy polityk, zajął najwyższy fotel w Illinois i właśnie przygotowuje się do walki o reelekcję. Mimo głośnych zapowiedzi nie oczyścił administracji, nie zlikwidował korupcji, nie zrealizował właściwie żadnej deklaracji sprzed roku, gdy fotel gubernatora obejmował. Zamiast tego dąży do podniesienia podatków i zaczyna korzystać z tzw. demokratycznej machiny wyborczej, co niedawno zdecydowanie potępiał u swego poprzednika.
-Sporym zamieszaniem była zmiana nazwy najwyższego budynku w Chicago. Podobnie jak przy zakupie Marshall Field`s (pamięta ktoś jeszcze te sklepy?) zawiązało się kilka organizacji broniących nazwy Sears Tower i protestujących przeciw wyprzedaży amerykańskich symboli zagranicznym inwestorom. Pieniądze przemawiają jednak najgłośniej. Umowa została podpisana i od mniej więcej pół roku mamy Willis Tower. Prawa do nazwy budynku wykupiła brytyjska firma ubezpieczeniowa Willis Group Holding Ltd. która stała się największym dzierżawca powierzchni w wieżowcu. Miasto już się powoli przyzwyczaja, a protestujący szybko znajdują kolejne obiekty zmieniające nazwy.
-Dużo emocji wzbudziło aresztowanie byłego policjanta z Bollingbrook, Drew Petersona, podejrzewanego o spowodowanie śmierci swej trzeciej żony, Kathleen Savio, i udział w zaginięciu czwartej, Stacey Peterson. Okazało się jednak, że prokuratura nie posiada niezbitych dowodów, a głównym punktem oskarżenia są słowa zamordowanej Kathleen, wypowiedziane do osoby trzeciej przed śmiercią. Sąd ma nadzieję, że dzięki zmienionemu w 2008 r. prawu będzie mógł oskarżyć byłego policjanta o jej zabójstwo. W przypadku czwartej, zaginionej żony, Stacy, prokuratura wciąż nie posiada dowodów na udział Petersona w jej zniknięciu. Rozprawa ma rozpocząć się wiosną 2010 roku.
- Rok był nietypowy również pod względem skandali, gdyż największy z nich nie miał związku z polityką, co w przypadku Illinois jeszcze nie miało miejsca.
Cmentarz Burr Oak na południu Chicago okazał się najsmutniejszą historią, jaka pojawiła się w mediach. Do tej pory trudno uwierzyć, że kilka zatrudnionych tam osób, w tym jedna na kierowniczym stanowisku, niszczyło mogiły w celach zarobkowych. Stare groby były odkrywane, trumny ze szczątkami oraz cementowe ściany wydobywane na powierzchnię i wyrzucane, a miejsce sprzedawane jako nowe. W ciągu 4 lat los taki spotkał ok. 200 grobów.
- Olimpiada! Właściwie można by ją wpleść w podsumowania kilku ostatnich lat, ale w 2009 r. nastąpił dla nas koniec zabawy. Mimo zakwalifikowania Chicago do finałowej czwórki, zaangażowania prezydenta z żoną, Oprah Winfrey, burmistrza i kilkuset milionów dolarów, odpadliśmy w pierwszym losowaniu. Igrzyska w 2016 zorganizuje Rio, a nam pozostaną do zapłacenia rachunki za promocję miasta. Byc może w dalekiej przyszłości wystartujemy ponownie, na pewno nie stanie sie to jednak za rządów Richarda Daley. Po nieprzychylnej dla nas decyzji MKOL sporo mówiło się o odejściu burmistrza na emeryturę. Były to jedynie plotki, gdyz juz w kilka dni po powrocie naszej delegacji z Kopenhagi głos zabrał jego brat, William, który powiedział:
„Wygrana, czy przegrana – olimpiada nigdy nie miała wpływu na jego plany. Wierzę, że będzie się ubiegał o reelekcję. Wciąż ma mnóstwo zapału do tej pracy”.
Wielu obserwatorów sceny politycznej sugerowało wówczas, iż przegrana Chicago jest nie tylko klęską Richarda Daley, ale również ośmieszeniem przez administrację miejską prezydenta Obamy. Zapytany o to burmistrz powiedział, że przegrana w Kopenhadze w najmniejszym stopniu nie ochłodziła kontaktów z Barackiem Obamą. Na pytanie, czy spodziewa się jakichkolwiek politycznych następstw odrzucenia Chicago już na wstępie głosowania powiedział: „Nie, żadnych”.
Przy okazji warto przypomnieć, iż w 2009 r. minęło 20 lat od objęcia przez Richarda Daley stanowiska burmistrza. Wszystko wskazuje na to, iz nie jest to jeszcze nawet początek końca jego kariery.
-Oprah Winfrey zrywa więzi z Chicago. Postanowiła rozwijać swoje imperium telewizyjne w wszystkie siły oraz środki skierować na Oprah Winfrey Network, w skrócie WIN. Oczywiście nie jest w stanie zrobić tego sama, mimo, że jest i sławna i bogata. W realizacji planów pomoże jej Discovery Communications – korporacja posiadająca 29 sieci telewizyjnych, 100 programów w 133 krajach, nadających w 33 językach i posiadających w sumie ponad 1.5 mld. widzów. Prezes tej firmy postawił jeden warunek: Albo Oprah przenosi się do Hollywood, albo zapomina o umowie. Wybrał to pierwsze.
Dla władz miasta utrata najpopularniejszego programu typu talk-show i wymazanie nazwiska Winfrey z listy mieszkańców to nie tylko mniejsze wpływy z podatków, kilkaset miejsc pracy mniej, ale przede wszystkim częściowa utrata prestiżu.
-W ostatnich dniach roku ważnym tematem stało sie przeniesienie części więźniów z Guantanamo na Kubie do Illinois. Umowa jeszcze nie jest sfinalizowana, ale wzbudza sporo kontrowersji, głównie ze wzgledu na ewentualny wzrost zagrożenia atakami terrorystycznymi w naszym rejonie. Rząd federalny już wybrał, nasz stan zgodził się. Pozostaje kwestia ceny i zabezpieczenia placówki w Thomson, ok. 80 mil na zachód od Chicago.
-Warto jeszcze wspomnieć o parkometrach, gdyż do tej pory stanowią one niewyczerpane źródło informacji dla większości mediów w Chicago. Nie wiadomo, czy ich dzierżawę nazywać powinniśmy aferą, pomyłką, czy też po prostu nietrafną transakcją handlową. Wygląda na to, że miasto nie tylko zbyt tanio wydzierżawiło na 75 lat swoje parkometry, ale pozbawiło się poważnego dochodu. W wyniku transakcji budżet zasiliło 1.16 mld. dolarów., suma, którą nowy właściciel zarobi prawdopodobnie w ciągu najbliższych 10 lat. W przyszłym roku jego zysk ocenia się na 80 mln. ale już w 2011 przekroczy 100 mln. i systematycznie będzie wzrastał. Gdyby Chicago zamiast pozbywania się sieci unowocześniło ją i zajęło się ściąganiem należności, to w niedługim czasie zyski przekroczyłyby kilka miliardów dolarów. Tyle od strony finansowej. Dla kierowców był to koszmar. Rosnące ceny parkowania, zwiększona liczba mandatów, nie działające kioski do sprzedaży biletów. Po 1 stycznia kolejny wzrost cen, o czym piszemy w osobnym artykule.
Oczywiście to zaledwie kilka spośród kilkudziesięciu tematów wartych odnotowania. Cały stan Illinois obserwuje uważnie problemy budżetowe, rosnące bezrobocie i coraz wyższe koszty życia. Nie można jednak zaliczać tych tematów do podsumowania roku, bo kontynuowane one będą już od 1 stycznia i prawdopodobnie nie znikną zbyt szybko. Podsumowania tego typu są bardzo subiektywne. Każdy sam musi dopisać kilka punktów w zależności od tego, na co zwrócił największą uwagę.