----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

06 maja 2010

Udostępnij znajomym:

Posłuchaj wersji audio:

00:00
00:00
Download

W grudniu ubiegłego roku podobna akcja nie przyniosła żadnych efektów. Środki chemiczne wpuszczone wówczas do dwóch chicagowskich kanałów wpadających do jez. Michigan wytruły dziesiątki tysięcy ryb, wśród których nie znaleziono nawet jednego karpia azjatyckiego, zagrażającego podobno Wielkim Jeziorom, na co wciąż jednak nie ma dowodów.

W środę władze stanowe i federalne zapowiedziały kolejną taką akcję. Do wód Calumet-Sag Channel łączącego Michigan z Chicago Sanitary and Ship Canal zostanie w kontrolowany sposób wpuszczony Rotenon, czyli silny środek trujący. W ten sposób mamy się przekonać, czy karp dotarł już w pobliże jeziora. Władze zapewniają jednocześnie, iż substancja ta, mimo, że silnie trująca dla ryb, odpowiednio stosowana nie ma negatywnego wpływu na ludzi i rośliny.

Gdy Illinois próbuje zahamować wędrówkę ryby na wschód, inne stany starają się zmusić nasz stan do bardziej zdecydowanych działań. Michigan, Minnesota i Wisconsin kontynuują naciski na rząd federalny domagając się zamknięcia śluz na kanałach i rzekach w okolicy Chicago, co miałoby zablokować dostęp do jeziora.

„Mówimy o 7 miliardach dolarów dochodu z rybołówstwa, 16 miliardach dolarów ze sportów wodnych i zagrożonym sposobie życia mieszkańców naszych stanów” – mówiła senator Debbie Stabenow reprezentująca stan Michigan na konferencji prasowej w stolicy.

Illinois nie chce zgodzić się na zamknięcie śluz ze względu na straty finansowe firm korzystających ze szlaków wodnych do transportowania towarów.

Dlatego najpierw władze naszego stanu chcą się przekonać, że karp rzeczywiście tu występuje i jest tak wielkim zagrożeniem. Ostatnia, grudniowa akcja, nie potwierdziła tych teorii.

20 maja do wód kanału wpuszczona zostanie kolejna dawka trucizny. W związku z tym zamknięty on będzie przez co najmniej sześć dni. Równocześnie trwają poszukiwania śladów DNA w wodach wpadających do Michigan.

„Planowane kontrole pozwolą nam na opracowanie najlepszych metod powstrzymania azjatyckiego karpia przed przedostaniem się do Wielkich Jezior – mówił kilka dni temu Charlie Wooley, regionalny dyrektor Fish and Wildlife Service – Oczywiście jeśli karp w ogóle tu występuje.

W sprawę zaangażowała się nawet administracja prezydenta Baracka Obamy, przeznaczając ponad 78 milionów dolarów na walkę z rybą i nie zgadzając się jeszcze na zamknięcie śluz w okolicach Chicago.

Największym problemem jest jednak sam karp azjatycki. Do tej pory nie ma dowodów na jego występowanie w naszej okolicy. Podobno udało się złapać go kilku wędkarzom, ale są to wyłącznie informacje słowne. Naukowcy odkryli podobno  ślady DNA ryby w rzekach i kanałach wpadających do jez. Michigan. Samego karpia nikt jednak nigdy w naszej okolicy nie widział.

 

----- Reklama -----

KD MARKET 2025

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor