Nowy Jork poradził sobie z kolejnym zagrożeniem. Można powiedzieć, że uczynił to sprawnie. Można, ale poza przedstawicielami rządu federalnego i władzami miejskimi nikt tego nie mówi. Bo tak naprawdę próba zdetonowania samochodu w centrum Nowego Jorku przypomniała nam, że nie jesteśmy w stanie obronić się przed wszystkimi zagrożeniami.
Powiedzmy sobie szczerze, że sposób, w jaki cała sprawa została zakończona nie był wynikiem sprawnego działania komórek antyterrorystycznych i aparatu ścigania, a wyłącznie zbiegiem szczęśliwych okoliczności, które doprowadziły do zatrzymania podejrzanego. To, że nikt nie zginał, też było dziełem przypadku. Źle zbudowany ładunek po prostu nie eksplodował.
Wiele osób zastanawia się teraz, czy ta amatorska bomba nie miała na celu sprawdzenia skuteczności zabezpieczeń i poznania ich najsłabszych punktów. Coraz częściej słychać głosy mówiące, że podobnych samochodów pułapek będzie więcej.
Nie powinno się mówić „co by było gdyby”, ale w tym przypadku możemy sobie na to pozwolić.
Co by było, gdyby ładunek był nieco lepiej zbudowany?
Co by było, gdyby z samochodu nie wydobywał się podejrzany dym?
Każdy zna odpowiedzi na te pytania.
W czasie gdy prokurator generalny i burmistrz chwalą pracę policji oraz FBI, mieszkańcy Nowego Jorku zastanawiają się w jaki sposób udało się podstawić ten samochód w najbardziej ruchliwym punkcie miasta i odejść niezauważonym?
Dlaczego podejrzany dostał się na pokład samolotu i dopiero w ostatniej chwili został z niego usunięty?
Ostatnie pytanie brzmi: co dalej?
Naruszone zostało kruche poczucie bezpieczeństwa mieszkańców nie tylko Nowego Jorku, ale każdego większego miasta w kraju. Poczucie bezpieczeństwa, które runęło w 2001 r. i przez ostatnie lata było powoli odbudowywane.
Okazało się, że wizyta w teatrze, wieczorny spacer w centrum lub romantyczna kolacja może zakończyć się tragicznie. Nie ma znaczenia, czy będzie to Chicago, Miami, Los Angeles. Nowy Jork, niestety, jest narażony najbardziej, co do tego nikt chyba już nie ma wątpliwości.
Wiele osób mówi, że nic się przecież nie stało, więc po co tyle o tym mówić? Osobiście uważam, że stało się wiele i konsekwencje tego już za chwilę mogą być odczuwalne przez nas wszystkich.
Okazało się, że wszystkie wprowadzone w ostatnich latach zabezpieczenia nie wystarczą. Już nie ma samolotów, ale samochody, które bez problemu ustawione mogą być w każdym punkcie miasta. Jeśli ktoś zastanawiał się do tej pory, czy jest to możliwe, uzyskał niedawno wyczerpującą odpowiedź.
W związku z tym trzeba będzie wprowadzić środki przeciwdziałające takim sytuacjom. Na co możemy się zgodzić? Na szczegółowe kontrole na miejskich rogatkach, wyrywkowe przeszukania podczas spacerów w śródmieściu, wykrywacze metalu i materiałów wybuchowych przed wejściem do parku, kina i teatru?
Niewielka garstka ludzi nieprzychylnych USA od pewnego czasu decyduje o swobodach obywatelskich całego kraju. Poddawani jesteśmy kolejnym ograniczeniom w imię bezpieczeństwa, którego i tak nie jesteśmy sobie w stanie zapewnić.
Potencjalni zamachowcy, zagraniczni, czy też rodzimi, bo takich również nie brakuje, dowiedzieli się w ciągu zaledwie kilku godzin, że wprowadzenie nawet setki uzbrojonych pojazdów do centrum jakiegokolwiek miasta nie stwarza najmniejszego problemu. Poznali sposób reagowania służb bezpieczeństwa, wszystkie procedury i sposoby poszukiwania sprawców. Teraz muszą tylko przypilnować, by ładunek był nieco lepiej zbudowany. Przerażające.
Kilka osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo zastanawia się również, dlaczego ujęty już mężczyzna nie czekał na detonację, tak jak to zwykle bywa, tylko od razu uciekł z miejsca planowanego przestępstwa i próbował przekroczyć granicę. Jest to dla nich dowód, że mógł to być wspomniany wcześniej test. Jeśli mają rację, to najgorsze przed nami.
Nie zdajemy sobie chyba sprawy z tego, co trzeba uczynić, by zabezpieczyć się przed podobnymi przypadkami. Przede wszystkim odebrać połowę, a może i więcej swobód, o które walczyły całe pokolenia i z których wszyscy są tu tak dumni.
W miejsce utraconych praw narzucić nowe, często trudne do zaakceptowania przez społeczeństwo. Tak, jak musieliśmy pogodzić się z utrudnieniami w podniebnym podróżowaniu, tak teraz będziemy musieli zaakceptować zmiany na ulicach miast. Są prawie nieuniknione, choć pojawiać się będą na szczęście stopniowo.
W przeprowadzonych niedawno sondażach większość respondentów uznała całe zdarzenie za klęskę Homeland Security, któremu nie udało się wykryć planowanego ataku. Miliardy dolarów przeznaczone na zapewnienie bezpieczeństwa tylko po to, by tragedii zapobiegł uliczny sprzedawca koszulek, który zauważył dym i zadzwonił pod 911. Zgadzam się z takim punktem widzenia tylko częściowo. Nie wiem bowiem i nigdy nie będę wiedział w jakim stopniu wspomniane miliardy zapobiegły innym atakom.
Nie zgodzę się również, by winą za nowojorskie wydarzenie obarczać obecną administrację, która byc może mniej energicznie, niż poprzednia walczy zagrożeniami, ale nawet gdyby było inaczej, tak przeprowadzonemu atakowi nie byłaby w stanie zapobiec.
W pełni natomiast popieram osoby, które uważają, że nawet najnowocześniejsza technologia odgrywa bardzo ograniczoną rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa.
W Nowym Jorku znajduje się ponad 3 tysiące kamer. Sporo, choć znacznie mniej, niż na przykład w Chicago. Prawie 80 z nich umieszczonych jest na Time Square. W całej sprawie nie odegrały one żadnej roli. Operatorzy nie wykryli dymu, nie byli w stanie dojrzeć kierowcy, ani wyłowić świadków. Szybkie wykrycie sprawcy zawdzięczamy numerom fabrycznym samochodu wybitym na kilku podzespołach.
Powróćmy do miliardów. Sporą część z nich stanowią wydatki właśnie na systemy monitoringu miast, które teoretycznie mają zapobiegać, a jeśli nie, to pomagać w późniejszym dochodzeniu. Nie pomagają, o czym świadczą przykłady choćby z naszego Chicago. Wciąż bardziej skuteczny okazuje się zwykły patrol policyjny, uważny mieszkaniec, czy zwykły przechodzień. Patroli, jak wiemy jest coraz mniej, przechodnie na nic nie zwracają uwagi, a mieszkańcy zajmują się innymi sprawami.
Zamiast więc odetchnąć z ulgą, że właściwie w NY nic się nie stało, niepokoimy się jeszcze bardziej tym, co może przynieść jutro. Miłego weekendu.
Rafał Jurak