Nie są to doniesienia z frontu wojennego w Afganistanie, ale dane z ostatniego weekendu w Chicago, jednego z najgorszych pod tym względem w historii miasta.
Liczby te są dla jednych argumentem na rzecz zniesienia zakazu posiadania broni palnej przez mieszkańców, dla burmistrza natomiast potwierdzeniem, iż za wszelką cenę zakaz ten należy utrzymać.
Już za kilka dni Sąd Najwyższy podejmie decyzję w sprawie kontrowersyjnego zapisu. Wiele wskazuje na to, że podobnie jak w ubiegłym roku w Waszyngtonie, u nas też zostanie on uchylony. Nic jednak nie jest pewne, w związku z czym na ostatnie słowo w tej sprawie musimy jeszcze chwilę poczekać.
Miniony weekend, podczas którego aż 10 osób straciło życie, a ponad 60 trafiło z ranami postrzałowymi do szpitali wprowadził sporo zamieszania do dyskusji na ten temat.
Wiele osób miało przez chwilę nadzieję, że to, co działo się na ulicach miasta w piątek, sobotę i niedzielę będzie miało wpływ na decyzję sądu. Niestety, jest to mało prawdopodobne. Sąd wyłącznie rozpatruje zgodność obowiązującego od ponad 28 lat zakazu z Konstytucją. Dane dotyczące liczby ofiar broni palnej nie mają wpływu na jego decyzję, podobnie jak niewielki wpływ na nią mają argumenty przeciwników i zwolenników obecnego prawa.
„Spójrzcie na te wszystkie pistolety, przez które tyle osób straciło życie w ten weekend – mówił Richard Daley we wtorek – Skąd się one wzięły? To jest największy problem!”.
W ten sposób burmistrz Chicago po raz kolejny wystąpił w obronie zakazu posiadania broni palnej po tym, jak oficjalne liczby podane zostały do wiadomości publicznej. Przekonywał, że nawet jeśli sąd uzna zakaz za niezgodny z Konstytucją obowiązkiem miasta jest dalsza walka z bronią palną.
Juz kilka tygodni temu Daley zapowiadał ewentualne zmiany w prawie, które miałyby uczynić posiadanie pistoletu, czy jego kupno prawie niemożliwym dla mieszkańców bez naruszania przepisów federalnych. Takie właśnie rozwiązania wprowadził u siebie Waszyngton po niekorzystnej decyzji sądu.
Liczba morderstw w Chicago jest nieznacznie wyższa, niż w podobnym okresie ubiegłego roku. Do końca maja odnotowano ich 164. W tej chwili liczba ta przekroczyła 180.
Według statystyk aż 75% zabójstw w Chicago dokonywanych jest przez osoby znające swe ofiary. Oznacza to, że większość przypadków użycia broni to wynik porachunków gangów z jednej dzielnicy, czy kłótni domowych.
W najbliższych miesiącach administracja miasta przeznaczy 25 milionów dolarów pochodzących z pomocy federalnej na programy prewencyjne, skierowane głównie do młodzieży szkolnej.
Oprócz tego Daley zaproponował, by sprzedawana w Illinois broń była specjalnie oznaczana. Każdy pocisk z niej wystrzelony posiadałby mikroślad pozwalający na dopasowanie go do pistoletu lub karabinu znajdującego się na liście sprzedanych w naszym stanie.
Domaga się również, bu świadoma sprzedaż broni osobom należącym do gangów i innych grup przestępczych uznana została w Illinois za przestępstwo klasy I.
Jego zdanie na ten temat podziela w części gubernator Pat Quinn, który też uważa za konieczne zaostrzenie prawa dotyczącego użycia broni, co zresztą wielokrotnie sugerował.
Jednak przeciwnicy kontrargumentują posługując się statystykami. Wynika z nich, że w ciągu 28 lat obowiązywania w Chicago zakazu posiadania krótkiej broni liczba zabójstw nie zmniejszyła się, podobnie jak liczba innych przestępstw popełnianych z ich użyciem.
Decyzja Sądu Najwyższego w tej sprawie jeszcze w czerwcu.