Zachowanie w tajemnicy swej przynależności partyjnej podczas prawyborów to dla Illinois rozwiązanie rewolucyjne. Teoretycznie to tylko niewielka zmiana w regułach głosowania, której domaga się obecny gubernator Illinois, ale w praktyce może ona poważnie zmienić układ sił na lokalnej scenie politycznej.
Zacznijmy od definicji prawyborów. Są to wybory wstępne, które służą zbadaniu opinii publicznej lub wyłonieniu kandydatów mogących startować w późniejszych wyborach właściwych. Mogą one być otwarte lub zamknięte.
W 22 stanach USA, włączając w to Illinois, prawybory są zamknięte, czyli osoby oddające głos muszą opowiedzieć się po stronie tylko jednej partii, a dokładnie być jej członkiem. Wtedy, i tylko wtedy mogą uczestniczyć w wyborze kandydata swojego ugrupowania. Wyborcy niezależni, nie związani z żadną partią w prawyborach w naszym stanie nie mogą uczestniczyć. System ten ma teoretycznie scalać szeregi partii i nie dopuszczać do głosowania osób z nią niezwiązanych, które mogłyby destruktywnie wpływać na wyniki wewnętrznych wyborów.
W wyborach otwartych, praktykowanych w pozostałych rejonach kraju, podczas głosowania w prawyborach otrzymuje się kartę zawierającą nazwiska wszystkich kandydatów, podobnie jak ma to miejsce podczas wyborów właściwych. Nie trzeba określać przed komisją swej przynależności partyjnej, głosowanie jest więc o wiele bardziej anonimowe i udział w nim może brać każdy, niezależnie od swych sympatii politycznych. Jedynym warunkiem jest wcześniejsza rejestracja.
Gubernator Quinn chce, by Illinois zmieniło zasady prawyborów z zamkniętych, na otwarte. Dał temu wyraz wetując istniejącą od lat ustawę, zaproponował własne poprawki, nad którymi głosować teraz będzie stanowy Kongres.
W notatce dołączonej do zawetowanej ustawy Quinn napisał, iż „wybór jednej z partii to sprawa osobista”. Według niego konieczność publicznego opowiadania się po jednej ze stron wpływa na niższą frekwencję oraz często na sam wynik końcowy.
„Nikt nie powinien obawiać się reperkusji związanych ze swym wyborem, kiedy korzysta z podstawowego, przysługującego mu prawa do głosowania – napisał Pat Quinn – Niestety, w naszym stanie są osoby, które decydują kogo zatrudnić lub kogo zwolnić na podstawie tego, jak pracownicy zagłosowali w prawyborach. Dlatego wiele osób w ogóle nie bierze udziału w głosowaniu. Po prostu boją się”.
Według Quinna proponowana zmiana oznaczać będzie koniec ery, w której szefowie partii są w stanie kontrolować pracowników, zwłaszcza zatrudnionych przez stan, pod kątem głosowania na „właściwe” ugrupowanie.
„Musisz głośno i wyraźnie powiedzieć nazwę swojej partii – mówił gubernator we wtorek, podczas konferencji prasowej w Thompson Center – To poważne naruszenie prywatności”.
Wiele osób postrzega zawetowanie ustawy i próbę reformowania systemu wyborczego w naszym stanie jako wyjątkowy akt odwagi ze strony demokraty, Patricka Quinna, zwłaszcza w obliczu nadchodzących wyborów. Nie jest tajemnicą, że z niedoskonałości systemu najczęściej korzystają demokraci, im też najbardziej zależy na odrzuceniu poprawki. Ich wpływy w stanowej legislaturze są ogromne, w związku z czym przyszłość propozycji jest niepewna, zwłaszcza, że podobne próby były już czynione w przeszłości.
Na zachowaniu obecnego prawa zależy też firmom promocyjnym, które korzystają z informacji zdobytych podczas wyborów i odpowiednio przygotowują swe oferty, w zależności od preferencji politycznych klientów. Chodzi tu więc o spore pieniądze.
Dane na temat preferencji wyborczych przydają się też samym partiom podczas zbiórek pieniędzy. Łatwiej jest przecież znaleźć ewentualnego sponsora znając nazwisko i adres sympatyka własnej opcji politycznej.
Przewodniczący partii Republikańskiej w Illinois, Pat Brady, popiera weto gubernatora, choć uważa, że akurat w tym momencie Quinn powinien skupić się na sprawach finansowych stanu.
„Czy to zmniejszy deficyt budżetowy lub wyciągnie nas z przepaści finansowej?” – pyta Brady.
Największą rolę w zatwierdzeniu lub odrzuceniu gubernatorskich poprawek odgrywać będzie szef partii Demokratycznej w naszym stanie, przewodniczący Izby Reprezentantów, Michael Madigan. Na razie jednak nieznana jest jego opinia w tej sprawie.
Pat Quinn najwyraźniej nie skonsultował swej decyzji z władzami własnej partii. Badania opinii społecznej z ostatnich lat pokazują jednak, że większość wyborców przeciwna jest obowiązkowej deklaracji przynależności partyjnej podczas prawyborów.