Zaledwie kilkaset metrów od Strefy Zero, gdzie grupa muzułmańskich terrorystów rozbiła dwa samoloty o wieże World Trade Center powodując śmierć niemal trzech tysięcy osób, dziewięć lat później dwie grupy islamskie, Cordoba Initiative i American Society for Muslim Advancement, planują zbudowanie ogromnego, 13-piętrowego meczetu. Jest zupełnie zrozumiałe, że wielu mieszkańców Zachodu niepokoi się, że ten pomysł nie jest próbą oddania hołdu rodzinom ofiar ataku, jak muzułmanie oficjalnie twierdzą, ale może stać się symbolem zwycięstwa islamu.
Propozycja budowy meczetu w pobliżu miejsca ataku terrorystycznego w Nowym Jorku wywołała krajową debatę o granicach religijnej wolności. Do dyskusji na ten temat włączył się prezydent Obama, twierdząc, że zablokowanie budowy centrum muzułmańskiego stanowiłoby pogwałcenie wartości amerykańskich. Tak zwany Dom Cordoby uzyskał poparcie nowojorskich polityków, w tym burmistrza Michaela Bloomberga i został anonimowo zatwierdzony przez komisję ochrony obiektu.
Ale opozycja wobec meczetu mającego powstać w miejscu ataku muzułmanów na Stany Zjednoczone stała się bardzo zażarta i zdominowała amerykańskie media. Setki żarliwych demonstrantów, powiewających bez względu na opinię amerykańskimi flagami, wyległy na ulicę w pobliżu miejsca ataku z roku 2001. „Mówimy nie rasistowskiej obawie”, skandowali zwolennicy meczetu. „Żadnego meczetu, w żadnym wypadku”, wykrzykiwali oponenci. Manekin ubrany w tradycyjny, przykrywający twarz strój arabski, został umocowany na jednym z dwóch sztucznych pocisków będących częścią anty-meczetowej instalacji. Jeden z pocisków nosił napis: „Znowu? Wolność atakowana przez religię?”, a drugi brzmiał: „Obama: z drugim imieniem Hussein. Rozumiemy. Bloomberg: Jaką masz wymówkę?”
Prawdopodobnie z powodu zażartej opozycji prezydent już następnego dnia wycofał się ze swych komentarzy wyjaśniając, że nie odnosił się w szczególności do proponowanej lokalizacji meczetu. Przewodniczący większości senackiej, Harry Reid, starł się z prezydentem oświadczając, że sprzeciwia się budowie meczetu w proponowanym miejscu. Natomiast burmistrz Bloomberg ostro bronił planów meczetu, tłumacząc, że prawo do „praktykowania religii było jednym z prawdziwych powodów dla których powstała Ameryka”.
Na garnuszku amerykańskich podatników
Wśród inicjatorów projektu meczetu jest imam Feisal Abdul Rauf i jego żona Daisy Khan, którzy w chwili obecnej kontynuują sponsorowaną przez amerykański Departament Stanu, a opłacaną z naszych podatków podróż na Bliskim Wschodzie mającą promować tolerancję religijną. Departament Stanu pośle wkrótce w podróż dyplomatyczną do Zjednoczonych Emiratów Arabskich żonę Raufa, Daisy, która pełni funkcję dyrektora Amerykańskiego Stowarzyszenia na rzecz Awansu Muzułmanów (American Society for Muslim Advancement, ASMA). Zadziwiające jest to, że w następstwie wydarzeń 9/11 pani Khan na szeroką skalę przedsięwzięła szereg różnorodnych projektów biznesowych wykorzystując pojemną strukturę organizacji charytatywnych, chętnie korzystających z funduszy federalnych. Wśród jej pomysłów są różnorodne inicjatywy służące rozwojowi społeczeństwa muzułmańskiego w Stanach Zjednoczonych. Między innymi widowiska teatralne reklamowane jako szerzące dialog religijny, w tym „Same Difference” i „Cordoba Bread Fest”. Są i międzynarodowe programy rozwoju młodzieży i kobiet: Muslim Leaders of Tomorrow w Doha, stolicy Kataru, i Women’s Islamic Initiative in Spirituality and Equality w Malezji. Pani Khan często prowadzi wykłady i debaty w Stanach Zjednoczonych i poza granicami. W przeszłości wzięła udział w debacie z Christopher Hitchens w ramach National Public Radio. Po publikacji komiksów w Danii była moderatorem w debacie pomiędzy muzułmanami a Flemming Rose, oryginalnym wydawcą kontrowersyjnych komiksów. W 2007 jako pierwsza muzułmanka przemówiła podczas Krajowego Dnia Modlitwy w Dallas w Teksasie podczas Thanksgiving. Występuje jako komentatorka aktualnych wydarzeń w sieciach ABC, PBS, BBC World, CNN, Fox News, National Geographic, Al Jazeerah i Hallmark Channel. Jest autorką artykułu na temat zbieżności wartości islamu i Konstytucji Stanów Zjednoczonych.
Ambasada amerykańska w Zjednoczonych Emiratach Arabskich opublikowała na swej stronie internetowej oświadczenie na temat mającej nastąpić wizyty pary Khanów. Państwo Rauf i Daisy przybędą tam, oznajmia ambasada, „by zaangażować zagraniczną publiczność i zbudować pomost pomiędzy ludźmi”, a także by „dyskutować swe doświadczenia jako muzułmanie żyjący i pracujący w Stanach Zjednoczonych”.
Co może być treścią ich dyskusji? Odkąd projekt budowy meczetu w miejscu ataku muzułmanów wywołał oburzenie w całym kraju, Rauf pozostał nieuchwytny przez całe lato. Przed podjęciem sponsorowanej przez Departament Stanu wyprawy spędził tygodnie w Malezji, gdzie posiada długoletnie kontakty i utrzymuje biuro. Jego witryna internetowa poświęcona Cordoba Initiative zawiera notkę, że Rauf jest niedostępny, ewidentnie nawet nie za pośrednictwem telefonu, by udzielić wyjaśnień nowojorczykom, jako że przebywa za granicą realizując swą życiową misję pokoju i porozumienia pomiędzy Zachodem a krajami islamskimi.
Test na tolerancję religijną Amerykanów?
Pod nieobecność Raufa, Daisy Khan niejednokrotnie przemawiała z Nowego Jorku na temat projektu Cordoba House, który został przemianowany ostatnio jako Park 51 i określany mianem centrum społecznego.
Przesłanie pani Khan zmienia się wraz z rozwojem wydarzeń. Kiedy Rauf i Daisy uzyskali aprobatę dla swego 15-piętrowego Cordoba House od rady społeczności Manhattanu na wiosnę, reklamowali swój projekt jako wkład na rzecz harmonii i zabliźnienia ran w pobliżu miejsca ataku w dniu 9/11. Kiedy okazało się, że większość nowojorczyków, i ogólnie rzecz biorąc Amerykanów, uważa, że inicjatywa ta jest bardziej drażnieniem niż leczeniem rany, pani Khan zmieniła nastawienie.
Ostatnio mówi o projekcie Cordoba jako teście na tolerancję religijną Amerykanów. Kiedy większość Amerykanów, świadomych tego, że ataki 9/11 były podjęte przez muzułmanów, w imię islamu, oponuje usytuowanie tego testu w epicentrum ataku, pani Khan ripostuje, że muszą wobec tego być bigotami. W czasie rozmowy z Washington Post lamentuje: „Kiedy muzułmanie zostaną zaakceptowani po prostu jako Amerykanie?”
Zarabiając na Strefie Zero
Odpowiadając na pytanie Christiane Amanpour a ABC: „Czy Ameryka jest panicznie boi się islamu?”, Khan zintensyfikowała swe roszczenia wobec Amerykanów, wyznając, że „To nawet nie jest już obawa islamu, to coś więcej. To nienawiść do muzułmanów”.
Poświęcenie tysięcy podatniczych dolarów przez Departament Stanu na delegowanie kogoś z powyżej przytoczonymi poglądami na wyprawę dyplomatyczną na Bliski Wschód jest co najmniej dziwne. Wycieczka Raufa kosztuje $16,000. Jego żony będzie kosztowała $12,000. Jeśli Khan otrzyma dietę w wysokości $496 za dzień, co Raufowi przypadnie w Abu Dhabi, to obejmie to $982 dla pary, popularyzującej swe anty-amerykańskie opinie na temat życia muzułmanów w Ameryce i rzekomo budującej pomosty w państwie islamskim.
Poważniejszą kwestią jest to dlaczego Daisy Khan, samozwańcza uzdrowicielka ran związanych ze Strefą Zero i mediatorka religijnych różnic, stylizuje się obecnie na poszkodowaną ofiarę. Tymczasem w następstwie ataku muzułmańskiego 9/11, jak najdalsi od odrzucenia z powodu swego islamskiego wyznania, Rauf i Khan cieszyli się prężnie rozwijającym się przedsięwzięciem w dziedzinie „pomocy potrzebującym”. Ich styl życia obejmował co najmniej dwa domy w Stanach Zjednoczonych i jeden w Malezji, dobre samochody i drogie ubrania. W ubiegłym październiku artykuł zatytułowany „High Five With Imam Feisal Abdul Rauf”, Forbes odnotowuje przyjemności imama z prowadzenia Lexusa GS400, noszenia garniturów marki Armani i Brioni, a także posiadania kilkudziesięciu ręcznie wyrabianych dywanów perskich, zwłaszcza utkanych z jedwabiu w swych domach w New Jersey i Nowym Jorku, a także w Malezji.
Mosty porozumienia?
Rauf jest z pochodzenia Egipcjaninem urodzonym w Kuwejcie. Jego żona, Khan, wywodzi się z indyjskiego, gorącego źródła islamu, Kaszmiru. Rauf w latach 1990 otworzył meczet na dolnym Manhattanie. Siedem lat później powołał American Society for Muslim Advancement, nowojorską organizację charytatywną, którą od roku 2005 prowadzi jego żona, Khan. Rauf jest stałym członkiem zarządu Islamic Cultural Center ufundowanego przez swego ojca.
To właśnie zatrudniony przez centrum imam Sheik Muhammad Gemeaha stwierdził, że „jedynie Żydzi dopuściliby się ataków 9/11”, że „jeśli Amerykanie wiedzieliby o żydowskiej winie, „to zrobiliby to, co Hitler”, i że „Żydzi rozprzestrzeniają korupcję, herezję, homoseksualizm, alkoholizm i narkotyki”. Jego następca, Omar Saleem Abu-Namous, oświadczył jedynie, że nie istnieje „rozstrzygający dowód” na to, że muzułmanie byli odpowiedzialni za 9/11.
W wywiadzie udzielonym „60 Minutes”, nadanym 30 września 2001, Rauf stwierdził, że ataki 9/11 były po części islamską polityczną „reakcją przeciwko rządowi Stanów Zjednoczonych, który opowiada się za demokracją i prawami człowieka, a jednoczy się z opresyjnymi reżimami w wielu krajach”. „Nie powiedziałbym, że Stany Zjednoczone zasłużyły na to co się stało”, Rauf wyjaśniał, ale że „polityka Stanów Zjednoczonych była współwinna zbrodni, która miała miejsce”. Rauf wypowiedział później, że „ponieważ Amerykanie byli współwinni śmierci wielu niewinnych osób na świecie, można powiedzieć, że w rzeczywistości, Osama bin Ladem jest produktem Stanów Zjednoczonych”. Innym razem Rauf kontynuował: „Zapominamy, na Zachodzie, że Stany Zjednoczone mają więcej krwi na swych rękach niż jest na rękach al-Qaidy odpowiedzialnej za niewinnych nie-muzułmanów. Sancje Stanów Zjednoczonych przeciwko Irakowi doprowadziły do śmierci pół miliona dzieci Iraku”. Warto znać poglądy pary islamskich dyplomatów na służbie amerykańskiego Departamentu Stanu, by zrozumieć na czym, w opinii raufa, ma polegać budowanie porozumienia pomiędzy muzułmanami a niewiernymi.
Dla imama Feisala Abdula Raufa i jego żony, Daisy Khan, Strefa Zero stała się kokosowym interesem. Odkąd ich plany budowy centrum islamskiego w miejscu ataku muzułmanów pojawiły się w mediach, osiągnęli oni status celebrytów na skalę, której nie zagwarantują miliony wydane na reklamę albo rzekomą pomoc potrzebującym. Ich nazwiska są wszędzie w mediach. Ich plan stał się niemal stałym elementem programowym programów z telefonicznym udziałem słuchaczy. Dzięki rosnącemu skandalowi, wraz z krytycyzmem, para otrzymała de facto poparcie od takich prominentnych osobistości jak burmistrz Nowego Jorku, Michael Bloomberg i prezydent Barack Obama. Aprobujące uwagi Obamy dotyczące projektu, wygłoszone podczas obiadu w dniu 13. sierpnia w Białym Domu są obecnie dostępne na witrynach ambasad Stanów Zjednoczonych na całym świecie, a jego późniejsze rozwodzenie się nie. Partner nieruchomości pary, El-Gamal, powiedział prasie: „Może być to najsłynniejsze centrum społeczne na świecie”. Cokolwiek z tego wyniknie , Rauf, Khan i El-Gamal prawdopodobnie będą mogli czerpać z tego niemały dochód.
Jakkolwiek Cordoba Initiative sugeruje na swej stronie internetowej, że meczet i centrum muzułmańskie ma głównie na celu służbę społeczeństwu i „nie jest zlokalizowane w miejscu ataku, Strefa Zero”, to sam Rauf w grudniu ubiegłego roku opowiedział inną historię w rozmowie z New York Times. Rauf wyjaśniał wtedy, że główną atrakcją lokalizacji było jego bezpośrednie sąsiedztwo wobec Strefy Zero. W opinii Raufa jest to idealne miejsce by zademonstrować „opozycyjne oświadczenie wobec tego, co stało się w dniu 9/11”. Większość Ameryki odważyła się nie zgodzić wtedy z tym konkretnym pomysłem „założyciela i wizjonera”, jak sam się określa, Inicjatywy Cordoby. A teraz zarejestrowane przez telewizję oświadczenie Daisy Khan, w przededniu fundowanej przez amerykańskiego podatnika wyprawy do Abu Dhabi i Dubaju, stanowi potępienie Ameryki jako miejsca nienawiści wobec muzułmanów, wykraczającego poza islamofobię.
Konstytucyjna gwarancja islamu
Plan budowy meczetu w tak tragicznie symbolicznym miejscu stał się także, niestety, zastępczym tematem politycznym, podejmowanym tym skwapliwiej przez polityków różnej maści, że nie wymaga on od nich podjęcia albo rozliczenia się z żadnej odpowiedzialności. Podobnie jak poprzedni temat zastępczy, dotyczący wycieku ropy, tak i obecny odwraca uwagę od rzeczywistych problemów, choćby nielegalnej imigracji, opieki zdrowotnej, edukacji i przede wszystkim galopującego bezrobocia. Niewątpliwie budowa meczetu stanie się naczelnym tematem kampanii wyborczych. „Politycznie, jest to tymczasowy punkt krytyczny”, potwierdza strateg demokratyczny, Peter Fenn, odnosząc się do debaty na temat centrum muzułmańskiego. „Ale problem z takimi kwestiami – czy jest to wyciek ropy, czy debata na temat meczetu, jest taki, że odwraca uwagę od głównego przekazu”. Oto bowiem demokratyczni liderzy w Izbie i senacie zostali wezwani w ubiegłym tygodniu z powrotem do Waszyngtonu ze swych urlopów by zaaprobować pakiet bezpieczeństwa o wartości $600 milionów, który ma na celu zniechęcić nielegalną imigrację z Meksyku. Tematem obrad jest także ustawa o edukacji stanowej, o wartości $26 miliardów, która obejmuje środki na stanowiska nauczycieli i inne prace sektora publicznego. Dyskutowano także kwestię Social Security, w 75-letnią rocznicę ustanowienia tego przedsięwzięcia, wyrażając obawę, że republikanie mają zamiar „zakończyć Social Security i Medicare” w znanej obecnie formie. Tymczasem temat budowy meczetu w tak kontrowersyjnym miejscu okazał się pożyteczny, bo wywołuje on instynktowne, emocjonalnie nacechowane reakcje.
Nie ulega jednak wątpliwości, że plan budowy meczetu jest kwestią wprowadzającą podziały w społeczeństwie. Większość opozycji pochodzi ze strony republikanów, zwłaszcza po tym jak prezydent Obama stwierdził, że muzułmanie mają do niego prawo. Ale podziały istnieją także wewnątrz partii GOP-u. Retoryka republikanów jest odejściem od stanowiska prezydenta Busha, który potępił islamski ekstremizm, ale chwalił islam jako wspaniałą religię. Bush, jak pamiętamy, oświadczył, że Osama bin Laden nie reprezentuje wszystkich muzułmanów i że byłoby to zwycięstwem al-Qaidy, gdyby Amerykanie zwrócili się przeciwko całemu światu islamskiemu. Okazuje się, ze dziewięć lat później Amerykanie postępują w sposób, przed którym byli ostrzegani.
Zamieszanie dotyczące pomysłu budowy centrum muzułmańskiego w miejscu islamistycznego ataku terrorystycznego nie jest miernikiem amerykańskiej tolerancji. Stało się natomiast testem na to do jakiego stopnia Rauf, Khan i ich partnerzy, sponsorzy, widziani i niewidoczni, są w stanie dla przysporzenia sobie splendoru zarobić na agonii tysięcy ludzi w miejscu Strefie Zero. Według tej intrygi Amerykanie zamordowani w dniu 11 września w imię islamu stali się tłem dla twierdzenia Daisy Khan, że jest ona ofiarą nienawidzącej muzułmanów Ameryki.
W wywiadzie dla czasopisma z Bahrajn, „Al Wasat”, Rauf słusznie przypisał muzułmanom prawo do korzystania z wolności religijnej i korzystania pełną parą z należnych innym grupom przywilejów poprawności politycznej. Stwierdził on, że „amerykańscy muzułmanie mają prawo do praktykowania swej religii w zgodzie z Konstytucją Stanów Zjednoczonych”. „Postrzegam artykuł o niezależności jako bardziej zbieżny z pryncypiami islamu niż ograniczenia narzucone w wielu obecnych krajach muzułmańskich”.
Kontynuując podróż do państwa Bahrajn nad Zatoką Perską oświadczył zebranym przed rezydencją amerykańskiego ambasadora, że dyskusja na temat meczetu dodaje mu otuchy, ponieważ „już sam fakt, że otrzymujemy tak dużo powszechnej uwagi jest oznaką sukcesu”. „Mam nadzieję, że ludzie więcej zrozumieją”, dokończył enigmatycznie.
Na podst. źródeł internetowych oprac. E.Z.