----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

02 grudnia 2010

Udostępnij znajomym:

Trwa pobieranie wersji audio...

Gdy zaczynałem pisać dzisiejszy felieton nie wiedziałem, że tego samego dnia w jednym z dzienników chicagowskich pojawi się podobny temat. Zwykle porzucam w takiej sytuacji rozpoczęty tekst i zajmuję czymś innym. Tym razem uczyniłem wyjątek, bo sprawa jest ważna, a to, że wszyscy zaczynamy mówić na ten sam temat tylko mnie w tym przekonaniu utwierdza...

Od wprowadzenia przez George Ryana moratorium na wykonywanie kary śmierci w naszym stanie minęło już kilkanaście lat. Każdy kolejny gubernator składał pod nim swój podpis, dzięki czemu egzekucje nie są do dziś wykonywane, mimo, że osób skazanych na najwyższy wymiar kary przybywa.

Po ponad dziesięciu latach warto zastanowić się co dalej? Albo znosimy moratorium, albo znosimy karę śmierci, gdyż obecnej sytuacji nie można przeciągać. Owszem, jest ona wygodna dla wielu polityków, bo wilk jest syty i owca cała. Prawo dopuszcza egzekucje, a jednocześnie nie pozwala ich wykonywać. Jak długo?

Wyobraźmy sobie sytuację, że nagle w Springfield zmienia się układ sił politycznych. Do głosu dochodzą zwolennicy najwyższego wymiaru kary. Moratorium zostaje zniesione i w ciągu kilkunastu miesięcy wszystkie zaległe egzekucje zostają wykonane. Wszystko dzieje się zgodnie z literą prawa, nie można nikomu niczego zarzucić. Później jednak, tak jak było to w latach 80. i 90. okazuje się, że połowa procesów przeprowadzona była niewłaściwie, że prokuratorzy za wszelka cenę, nie bacząc na dowody starali się osiągnąć sukces, że zeznania były wymuszone, itd.

Dla kogoś, kto kryminalne procesy sądowe zna wyłącznie z filmów, telewizji, książek lub gazet sprawa może się wydać prosta. Skoro go skazali, to znaczy, że słusznie. A jeśli nie, to go ułaskawią. W rzeczywistości sprawa nie jest ani prosta, ani łatwa. Nie tylko w przypadkach dotyczących kary śmierci, ale w każdym innym postępowaniu zakończonym wysokim wyrokiem. Na przeszkodzie stają prozaiczne problemy: brak pieniędzy na dalszą obronę, niemożność przesłuchania świadków ze względu na chorobę lub śmierć, nieprzychylność sądów apelacyjnych.

Kiedy mówię o stronniczości sądów powołuję się na opinię zasłużonego i znanego sędziego Sądu Najwyższego, Johna Paula Stevensa, który w czerwcu tego roku po 35 latach służby na tym stanowisku przeszedł na emeryturę. Stevens od początku był zwolennikiem najwyższego wymiaru kary. Przez lata się za nim opowiadał i przekonywał o jego skuteczności. Teraz, mając 90 lat i wielkie doświadczenie jest przeciwnikiem kary śmierci. Nie jest do końca jasne, czy zmienił poglądy na temat jej skuteczności w przeciwdziałaniu zbrodni, jednak przekonany jest, że wypełnione polityką, rasizmem, uprzedzeniami i karierowiczami sądy nie są w stanie właściwie tej kary aplikować.

Inny członek Sądu Najwyższego, Harry Blackmun, mając 85 lat i będąc u progu końca swej kadencji doszedł do podobnych wniosków. W 1994 r. ogłosił, że nie będzie więcej popierał kary śmierci. Zwrócił uwagę na rażące błędy w postępowaniach i brak możliwości przeprowadzenia uczciwego, bezstronnego procesu.

Policja i prokuratury od lat posługują się prawem dowolnie, naginając go do swych potrzeb. Niewłaściwe traktowanie oskarżonych, sztuczne kształtowanie ław przysięgłych, odsuwanie ważnych dowodów – wszystko to służy osiągnięciu jak najwyższego wymiaru kary, który da rozgłos prowadzącym sprawę i otworzy furtkę dla dalszej kariery. Zwróćmy uwagę na bliski nam powiat – Lake. Od kilkunastu lat tamtejsza prokuratura popełnia błąd za błędem. Aresztuje „pewnych” morderców, poczym musi przepraszać i wypłacać odszkodowania. Posługuje się utartym wzorcem – jeśli mamy do czynienia z morderstwem dziecka, to pierwszym podejrzanym jest ojciec, jeśli gwałt, to na pewno były chłopak, itd. Większość spraw we wspomnianym powiecie udało się jakoś wyjaśnić. Ale na pewno nie wszystkie.

George Ryan wstrzymał egzekucje w naszym stanie, gdy kolejna, trzynasta osoba oczekująca na karę śmierci okazała się niewinna.

Były więzień i skazaniec, Randy Steidl, wyszedł na wolność w 2004 r. po odsiedzeniu 12 lat za morderstwo, którego nie popełnił. Pomógł mu przypadek, odnalezione po latach badania DNA, organizacje pozarządowe i wiele prywatnych osób działających na rzecz zniesienia kary śmierci. Gdyby nie moratorium Steidl dziś by już nie żył. Nigdy też nie poznalibyśmy prawdziwego mordercy.

Wprowadzenie przez Ryana moratorium  było próbą naprawienia naprawdę złej sytuacji. Stan Illinois należy do dziś do rekordzistów pod względem liczby niesłusznie skazanych. W tej kategorii ustępujemy tylko kilku rejonom południa. W tak cywilizowanym kraju, pod koniec pierwszej dekady XXI wieku nie jesteśmy w stanie podjąć prostej decyzji. Zamiast tego prowadzimy jałowe dyskusje, które mają w teorii zadowolić wszystkich, pozwolić się każdemu na ten temat wypowiedzieć. Według mnie to nie jest temat, który można by poddać pod głosowanie w referendum, to nie podatki i wydatki. Pozostawmy decyzję osobom do tego przez nas upoważnionym, znającym się na prawie, mającym doświadczenie i życiową wiedzę. Bo tak naprawdę zanim zaczniemy dyskutować na temat skuteczności kary śmierci w zwalczaniu przestępczości powinniśmy najpierw wyeliminować wszelkie niedostatki dziurawego systemu. Nigdy nie opowiem się za najwyższym wymiarem kary wiedząc, że kilka procent skazywanych jest niesłusznie.

Kilka dni temu specjalna komisja stanowej Izby Reprezentantów przyjęła projekt całkowitego zniesienia kary śmierci w Illinois. Na razie to nic nie znaczy, gdyż przed legislatorami bardzo długa droga. Dyskusja rozpoczęła się jednak i już słyszymy argumenty obydwu stron. Wierzę, że wygra zdrowy rozsądek.

Warto przypomnieć, że kara śmierci nazywana jest karą ostateczną. Pozbawiamy życia przestępcę, a przynajmniej osobę uznaną za sprawcę okrutnego czynu. Czy jednak potrafilibyśmy ją wykonać wiedząc, że istnieje kilkuprocentowe prawdopodobieństwo pomyłki? Nie sądzę...

 

Miłego weekendu.

Rafał Jurak

rafal@infolinia.com

 

----- Reklama -----

KD MARKET 2025

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor