----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

02 czerwca 2011

Udostępnij znajomym:

Posłuchaj wersji audio:

00:00
00:00
Download

Po wielu latach torpedowania wszelkich prób oczyszczenia Chicago River, jednej z najbrudniejszych rzek w kraju, władze chicagowskiego Water Reclamation District nagle zmieniły zdanie. Większość 9 osobowego zarządu wyraziła poparcie dla starań Białego Domu i chęć realizacji wytycznych Federalnej Agencji Ochrony Środowiska.

Po ponad 20 latach taka nagła zmiana poglądów może się wydać podejrzana. Wystarczy jednak przypomnieć sobie list EPA sprzed kilku tygodni, w którym władzom Illinois postawiono ultimatum, a wszystko staje się jasne.

Terrence O`Brien, prezydent rady Water Reclamation District, główny krytyk wszelkich poczynań Agencji Ochrony Środowiska, nie będzie już przeszkadzał w realizacji planu naprawiania i oczyszczania Chicago River. Zapowiedział nawet ograniczoną pomoc. W dalszym ciągu jednak uważa, że jest to niepotrzebny wydatek. Do tej pory on i pozostali urzędnicy w naszym stanie traktowali tę rzekę jak ściek, do którego bez żadnego filtrowania trafiały przemysłowe i rezydencyjne odpady. Wszelkie życie w tej wodzie jest niemożliwe, a zetknięcie się z nią człowieka grozi poważnymi chorobami.

Kto wie, może za kilka lub kilkanaście lat mieszkańcy powiatu Cook zyskają jeszcze jedną rzekę nadającą się do uprawiania sportów wodnych, czy wędkowania? Wszystko dzięki ultimatum postawionemu niedawno przez EPA. Ta rządowa organizacja wykorzystała jeden z punktów przyjętego przez rząd federalny Clean Water Act. Przestała prosić Illinois o powstrzymanie degradacji Chicago River i zażądała natychmiastowych wyników grożąc, że sama zajmie się tym problemem pozbawiając władze w Springfield możliwości wpływania na rozwój wydarzeń.

Krytycy oczyszczenia rzeki wciąż uważają, że czystych rzek w okolicach Chicago mamy pod dostatkiem, więc to niepotrzebne wydawanie pieniędzy podatników. Poza tym sugerują, iż możliwość kąpieli to zagrożenie życia obywateli.

Przywracanie rzeki do choćby częściowej używalności zajmie sporo czasu i pochłonie sporo pieniędzy – szacunki są różne – od $250 mln. do ponad miliarda. Na pewno wzrosną opłaty za korzystanie ze ścieków w Chicago i niektórych miasteczkach powiatu Cook. Kilkustronicowe zalecenia EPA przewidują podniesienie czystości wód Chicago River powyżej stanowych standardów. Illinois zakłada bowiem obniżenie poziomu groźnych bakterii, ale tylko na tyle, by nie zaszkodziły one kajakarzom. Administracja Baracka Obamy chce natomiast, by woda w rzece nadawała się do kąpieli.

Chicago jest jedynym dużym miastem w USA, które nie stosuje procesu niszczącego groźne bakterie w swych oczyszczalniach. Do tej pory rzeka i jej dopływy stanowiły wyjątek w założeniach Clean Water Act. Jego twórcy zakładali bowiem, że nikt i tak nie będzie chciał z niej korzystać.

RJ



----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor