----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

26 stycznia 2012

Udostępnij znajomym:

Trwa pobieranie wersji audio...

Trudno nie wspomnieć o niedawnym raporcie o stanie państwa wygłoszonym przez prezydenta Obamę. Zgodnie z oczekiwaniami było to przemówienie skierowane do wyborców. Każdy prezydent w roku wyborczym wygłasza podobne, więc nie ma o co mieć pretensji. Ponieważ prawybory dotyczą w tym roku wyłącznie partii republikańskiej (przez co czasami mamy wrażenie, że ich zwycięzca ma już gwarantowany fotel w Białym Domu) to demokratyczny kandydat, którym jest starający się o reelekcję prezydent, do tej pory nie miał wielu okazji do poruszania tematów tak bliskich każdemu głosującemu obywatelowi.

Przemówienie to było 66 minutowym, niczym nie przerywanym rozpoczęciem kampanii wyborczej. Nikt chyba nie spodziewał się, że będzie inaczej. Prezydent mówił o wszystkim, każdemu o czymś przypomniał, wszystkim coś obiecał. Czasami zaprzeczał własnym, wypowiedzianym wcześniej słowom, jak wówczas, gdy zapowiadał zwiększenie wydobycia amerykańskiej ropy naftowej i gazu, a pięć minut później mówił o konieczności zaostrzenia prawa związanego z pozyskiwaniem surowców naturalnych.

Nie mam zamiaru streszczać tego przemówienia lub go omawiać. Każdy zainteresowany albo je oglądał i sam wyciągnął wnioski, albo zapoznał się ze streszczeniami, komentarzami i krytyką. Zwracam uwagę tylko na jedną rzecz, której tam zabrakło. Ani słowem Barack Obama nie wspomniał o tzw. zielonym przemyśle, czy tworzeniu miejsc pracy w zielonym sektorze, co do tej pory było niemal motywem przewodnim obecnej administracji. Prezydent chyba doszedł do wniosku, że jednak fabryki są ważniejsze, a zwłaszcza ich powrót z dalekich krajów. Sporo więc miejsca w przemówieniu poświęcił firmie Master Lock z pobliskiego Wisconsin, która stała się symbolem odrodzenia gospodarki i dowodem na to, że tutaj też można produkować, że tu też się opłaca. Prezydent chwalił jej zarząd za przeniesienie części produkcji z Chin do USA i stawiał jako przykład innym.

Sprawdziłem, choć zajęło mi to kilka minut, czy w ciągu ostatnich 18 miesięcy Master Lock faktycznie przeniósł część swej produkcji z powrotem do kraju. Przeniósł! Przez prawie dwa lata firma ta na nowo przyjęła aż 100 pracowników! Większość zatrudnionych, czyli pozostałe kilka tysięcy, to wciąż obywatele Chin i Meksyku. Jeśli to ma być przykład wielkiego odrodzenia podawany w dorocznym raporcie o stanie państwa, to ja proponuję dowcip:

"Przed oficjalną wizytą przywódcy Chin w USA doradcy prezydenta zastanawiali się nad prezentem dla gościa. Przeszukano wszystkie sklepy w Waszyngtonie i nie znaleziono nic, co byłoby odpowiednie i jednocześnie posiadało napis Made in USA. Po tygodniu rozszerzono poszukiwania na inne stany. Po dwóch tygodniach znaleziono odpowiedni produkt. Podczas oficjalnej kolacji w Białym Domu prezydent wręczył dostojnikowi z Chin szóstkę piwa Budweiser i kostkę żółtego sera. Obydwa produkty pochodziły z Wisconsin."

Powiedzmy sobie szczerze, na odbiór podobnych przemówień największy wpływ mają nasze przekonania polityczne. Demokraci upajali się niemal każdym słowem, republikanie z niechęcią nagradzali brawami niektóre fragmenty, gdy już naprawdę nie mieli innego wyjścia, choćby wzmianki o zlikwidowaniu Osamy Bin Ladena, czy słowa o odrodzenie przemysłu motoryzacyjnego. Każdego roku, natychmiast po orędziu prezydenta, University of Minnesota przeprowadza sondaż, który ma pokazać w jaki sposób wypowiedziane słowa odebrane zostały przez wyborców o innej orientacji politycznej, niż urzędujący prezydent. Każdego roku powtarza się podobna sytuacja. Jeśli rządzi demokrata, to większości republikanów nic, co powie zwykle się nie podoba. Jest dokładnie tak samo, gdy rządzi republikanin, a o opinię pytani są demokraci. W 2010 r. doszło wręcz do śmiesznej sytuacji, gdy aż 90% spośród tych, którzy nie oglądali ówczesnego przemówienia, powiedziało, że się z nim nie zgadza i na pewno by im się nie spodobało.

Żyjemy w czasach, gdy przekonania polityczne zaczynają coraz częściej wpływać na nasze zachowanie. Stajemy się agresywni i sięgamy po niedozwolone środki. Czasami granica pomiędzy przeciwnikiem, a wrogiem niebezpiecznie zaciera się. Niektórzy zapominają, że to nie prawdziwa wojna, tylko starcie idei, pomysłów i proponowanych metod. Mam nadzieję, że to co wydarzyło się w stanie Arkansas, w trzecim dystrykcie kongresowym, było wyjątkiem i potraktowane zostanie jako pospolite przestępstwo, a nie nowy środek walki z przeciwnikami politycznym. Nieznani sprawcy wkradli się na posesję politycznego doradcy demokratycznego kandydata na stanowisko w Izbie Reprezentantów, zmiażdżyli głowę należącego do jego rodziny kota syjamskiego, którego porzucili przed drzwiami wejściowymi do domu. Na ciele martwego zwierzęcia dużymi literami wymalowali napis "Liberał".

Nie chcę zbytnio wybiegać w przyszłość, ale obawiam się, że tegoroczna kampania prezydencka może okazać się najbardziej brutalną w historii i nie chodzi mi wyłącznie o wypowiadane słowa. Na razie trwają prawybory, jednak gdy na scenie pozostanie już tylko dwóch kandydatów, może zrobić się nieprzyjemnie. Oby do tego nie doszło.

Na koniec wrócę raz jeszcze do University of Minnesota. Prowadzony tam polityczny blog zatytułowany Smart Politics opublikował analizę wszystkich noworocznych przemówień prezydenckich od roku 1934. Tekst każdego orędzia został porównany w indeksie czytelności Flescha, który ma na celu określenie stopnia trudności w rozumieniu tekstu w języku angielskim. Jego wartość jest wyliczana na podstawie liczby słów, sylab oraz zdań w tekście. Okazało się, że wszystkie trzy raporty o stanie państwa wygłoszone przez Baracka Obamę uzyskały najniższe wyniki w historii. Złożyły się na to krótkie zdania i spora liczba wyrazów z niewielka ilością sylab, czyli teksty uznawane za proste, najczęściej wygłaszane przez uczniów szkół podstawowych. Absolutnie nie świadczy to o niskim poziomie  inteligencji gospodarza Białego Domu, ale o zmianach, jakie zaszły w ostatnich latach. Orędzie o stanie państwa przestało być bowiem sprawozdaniem wygłaszanym przed członkami Kongresu, a stało się mową wyborczą transmitowaną na cały kraj, która ma dotrzeć do jak największej liczby głosujących.  Prosty język oznacza większe zrozumienie tekstu, a to z kolei sprawia, że polityk wydaje się nam bliższy.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak

rafal@infolinia.com



----- Reklama -----

KD MARKET 2025

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor