Lotnisko O`Hare nie ma najlepszej opinii wśród międzynarodowych pasażerów. Kilkugodzinna kolejka do odprawy zarówno podczas przylotu jak i odlotu w godzinach szczytu zaczyna tu być normą. Coraz częściej powtarza się opinia, iż pod tym względem nie mamy sobie równych na całym świecie.
Jeden z czołowych dziennikarzy sportowych Wielkiej Brytanii odwiedził nas latem, gdy na przedmieściach Chicago rozgrywany był Ryder Cup, golfowy turniej drużyn Europy i Stanów Zjednoczonych. Po powrocie napisał artykuł do dziennika Daily Mail ukazującego się w nakładzie kilku milionów egzemplarzy, w którym zachwalał Chicago:
– “Przyjaźni mieszkańcy, piękna architektura. Namawiam do odwiedzin” – pisał Martin Samuel w swoim tekście.
Jedynie jego opinia na temat naszego portu lotniczego nie była najlepsza.
– “Czy wróciłbym tam? Nie jestem pewien. Na pewno nie korzystałbym z tamtejszego lotniska, bo nie lubię być traktowany jak śmieć.”
Nie jest on jedyną osobą, która ma podobną opinię na temat O`Hare. Wprawdzie większość pasażerów odprawiana jest w ciągu maksymalnie godziny, to jednak w godzinach szczytu dwu, a nawet trzygodzinne oczekiwanie w kolejce zaczyna być normą. Jest to zaskakujące, gdy weźmie się pod uwagę fakt, iż liczba podróżnych przewijających się przez nasze lotnisko spadła od 2007 r. o ponad 8%.
W przyszłym roku na O`Hare pojawi się kilku nowych, głównie zagranicznych przewoźników, w związku z czym możemy spodziewać się pogorszenia sytuacji.
Długie odprawy nie są niczym nowym na amerykańskich lotniskach, zwłaszcza w Chicago. Jednak tylko u nas pogorszenie jest aż tak widoczne. Jesteśmy jednym z największych węzłów komunikacyjnych, gdzie każdego dnia przesiadają się dziesiątki tysięcy podróżnych z całego świata. Coraz częściej wybierają oni jednak inne połączenia, które pozwalają im na ominięcie O`Hare. Chicagowskie opóźnienia i kolejki znane są już prawie wszystkim.
Plany rozwoju turystyki w naszym mieście też mogą ulec zmianie, gdyż wiele osób po jednorazowych odwiedzinach tylko ze względu na warunki panujące podczas przylotów i odlotów postanawia tu nie wracać i odradza to swoim znajomym.
Organizacja U.S. Travel Association, w zarządzie której zasiada między innymi Rosemario Andolino, obecna szefowa Chicago Aviation, już od kilku lat prosi Kongres o podniesienie liczby pracowników lotnisk mimo wprowadzanych powszechnie oszczędności.
W ostatnich latach najwięcej krytyki zbiera sposób i czas odprawiania przybywających do Chicago podróżnych. Po wielogodzinnym locie z innego kontynentu konieczność oczekiwania często przez 2 godziny na krótką rozmowę z urzędnikiem imigracyjnym jest dla wielu osób frustrująca.
Najgorsza sytuacja miała miejsce dwa miesiące temu. Chicago zwróciło się wówczas z prośbą o pomoc w rozwiązaniu problemu do firmy konsultingowej Landrum & Brown z Cincinnati. Nieco wcześniej, jeszcze w ubiegłym roku, stworzono specjalne punkty dla osób przesiadających się w Chicago i nie dysponujących wielogodzinnym zapasem czasu.
Rekordowe kolejki w godzinach szczytu to wynik ograniczenia zatrudnienia na niektórych stanowiskach. O ile agentów TSA nie brakuje, o tyle inspektorów i celników pracuje na lotniskach niewielu. W Chicago mamy 66 punktów kontroli paszportowej, z których otwarte są maksymalnie 42 w godzinach pomiędzy 3 a 4 po południu. W 2008 r. otwartych było w tym czasie średnio 45 punktów.
“Bez zatrudnienia dodatkowych osób rok 2013 będzie chaotyczny” – mówi Milton Uribe, przewodniczący O"Hare Airline Managers Association, a także manager stanowiska linii Iberia.
W tym roku tylko dwa razy operowały wszystkie stanowiska kontroli paszportowej na O`Hare. Raz podczas szczytu NATO w maju, drugi raz podczas Międzynarodowej Konferencji Onkologicznej w czerwcu – dodaje Uribe.
Latem przyszłego roku na międzynarodowym terminalu lądować będzie każdego dnia 19,000 osób, o 4,000 więcej niż w letnich miesiącach 2012.
RJ
'