Dwustronna grupa senatorów ujawniła w ubiegły poniedziałek szkic reformy imigracyjnej. Przemawiając podczas konferencji prasowej na Kapitolu ośmioosobowa grupa demokratów i republikanów przedstawiła założenia porozumienia, które mogłoby zostać zatwierdzone przez Senat pod koniec wiosny. Plan reformy imigracyjnej koncentruje się na zapewnieniu bezpieczeństwa amerykańskich granic i wytyczeniu drogi do uzyskania obywatelstwa dla nieudokumentowanych imigrantów. Dwupartyjne porozumienie, wypracowane podczas tygodni zamkniętych spotkań z udziałem przywódców obu partii, zostało ujawnione na dzień przed wtorkowym wystąpieniem prezydenta Obamy, który w Las Vegas zaprezentował swój własny plan reformy imigracyjnej. Nieprzypadkowa zbieżność w czasie obu propozycji ilustruje dynamikę, w której ewentualna ustawa imigracyjna uplasuje się być może gdzieś pośrodku między planem senackim a pomysłem prezydenckim. Jak podkreślają poinformowani, już samo nazwisko Obamy w planie reformy może okazać się wystarczające by ją zabić.
Jakkolwiek Obama określił plan przedstawiony przez grupę senatorów jako „bardzo zbieżny” ze swym własnym, to nie ulega wątpliwości, że oba podejścia różnią się zasadniczo. Prezydent oferuje bowiem łatwiejszą drogę do obywatelstwa dla nielegalnych imigrantów. Plan Senatu wiąże go natomiast z dodatkowymi warunkami zobowiązującymi do zapewnienia bezpieczeństwa granicy. Prezydent przystępując do reformy imigracyjnej, której nie udało się do tej pory przeprowadzić wielu przywódcom kraju, dał jasno do zrozumienia, zarówno w formie informacji faktograficznej rozprowadzanej przez Biały Dom, jak i w swym przemówieniu, że w odróżnieniu od założeń senackich, umożliwi nielegalnym imigrantom starania o legalizację pobytu bez względu na stan bezpieczeństwa granic. Administracja nie zamierza łączyć procesu legalizacji pobytu imigrantów ze wzmocnieniem szczelności granic. Obama podkreślił we wtorek, że aby reforma imigracyjna była skuteczna, „Musi być jasne od początku, że istnieje droga do obywatelstwa”. Ten komentarz, jakkolwiek ogólnikowy, był wyraźnym odniesieniem do planu senackiego, który nie pozwoliłby imigrantom na legalizację pobytu dopóki nie wzmocnione będą granice. Prezydent oświadczył, że nakreślone przez niego warunki dotyczą jedynie samych imigrantów, którzy będą musieli poddać się kontroli przeszłości kryminalnej, zapłacić zaległe podatki i grzywny, nauczyć się angielskiego i stanąć na końcu kolejki w celu złożenia aplikacji. Obama nazwał swój plan „wypracowanym obywatelstwem”.
Postawa prezydenta spotkała się z krytyką Marco Rubio, jednego z czterech republikanów będących inicjatorami reformy senackiej. Jeszcze przed wystąpieniem prezydenta w Las Vegas Rubio rozprawił się ostro z pomysłem prezydenta, który sprzeciwia się wymogowi, by najpierw wzmocnić bezpieczeństwo granic, a potem dopiero zalegalizować 11 milionów nielegalnych imigrantów. Rubio jest członkiem „gangu ośmiu” senatorów od tygodni pracujących nad dwustronnym porozumieniem w kwestii reformy imigracyjnej. Należą do nich demokraci” Charles Schumer z Nowego Jorku, Robert Durbin z Illinois i Robert Menendez z New Jersey, a także republikanie John McCain z Arizony i Lindsey Graham z Południowej Karoliny. W oświadczeniu opublikowanym w czasie poniedziałkowej konferencji prasowej na Kapitolu nakreślili oni założenia dwustronnego porozumienia w kwestii imigracyjnej. Senator Charles Schumer podjął się ambitnego planu przekształcenia oświadczenia na temat zasad ogłoszonych w niedzielne popołudnie przez senatorów w język ustawodawczy do początku marca. Schumer założył, że Senat podejmie wysiłek zatwierdzenia ustawy do rozważenia przez Izbę do końca wiosny albo na początku lata.
Senator John McCain oświadczył, że Amerykanie „byli zbyt zadowoleni zbyt długo” by umożliwić nielegalnym pracownikom świadczenie podstawowych usług” jednocześnie nie pozwalając im na korzystanie ze świadczeń, które czynią nasz kraj tak wielkim”. „Nie jest korzystne dla tego kraju by chować tych ludzi w cieniu”, dodał McCain. Senator McCain był jednym z najbardziej konsekwentnych rzeczników reformy imigracyjnej w roku 2007, ale swe poglądy zmienił jako kandydat do prezydentury w wyborach w roku 2008. Zapytany o to co, jego zdaniem, poprawiło widoki w Kongresie na przeprowadzenie reformy odpowiedział otwarcie „Wybory”. „Partia republikańska traci poparcie naszych latynoskich obywateli”, McCain stwierdził na poniedziałkowej konferencji prasowej występując z Schumerem i innymi senatorami. „Zdajemy sobie sprawę z tego, że w wielu kwestiach zgadzamy się z naszymi obywatelami latynoskimi, ale jest to dla tych obywateli sprawa wyjątkowa”, dodał.
Obama oświadczył, że kwestia reformy imigracyjnej wywołuje „szerokie poparcie społeczne”, podkreślając, że „po raz pierwszy od wielu lat republikanie i demokraci wydają się być gotowi do wspólnego rozwiązania problemu”, a samą ustawę nazywając „osiągalną”. Prezydent stwierdził, że jakikolwiek plan powinien obejmować określenie drogi do uzyskania obywatelstwa, ale także rozprawę z pracodawcami, którzy świadomie zatrudniają pracowników bez dokumentów, a także lepszy system weryfikacji statusu tych pracowników. Wezwał także do usprawnienia prawnego systemu imigracyjnego, oferowania wiz dla zagranicznych przedsiębiorców i zatrzymania poszukiwanych absolwentów kierunków nauk ścisłych i matematycznych.
Obama naraził się tym samym na zarzuty, że jego plan jest równoznaczny z „amnestią”. Ale chyba najbardziej problematyczna obiekcja, jak do tej pory, pochodzi od Marco Rubio, prominentnego latynoskiego polityka, który jest przez niektórych traktowany jako republikański kandydat do przyszłej walki o prezydenturę i który odgrywa czołową rolę w pracach nad reformą imigracyjną. Występując w sieci Fox News w ubiegły wtorek Rubio nalegał, by nielegalni imigranci nie otrzymali prawa do zielonej karty, nie mówiąc o obywatelstwie, „dopóki nie zostaną wprowadzone środki kontroli”. „Myślę, że byłoby to tragiczną pomyłką”, wyznał Rubio w stacji Fox News. „Mamy dwustronną grupę senatorów, którzy się z tym zgodzili. Fakt, że prezydent próbuje przesunąć nasze cele w odniesieniu do tego specyficznego wymogu, nie wróży dobrze jego roli czy wynikom”. Rubio zapowiedział, że jeśli warunek wzmocnienia granic nie znajdzie się w ustawie, nie poprze jej.
Obama natomiast podkreślił we wtorkowym przemówieniu, że jeśli Kongres nie posunie prac nad ustawą „odpowiednio szybko”, to prezydent przedstawi swą kontr-propozycję nakreśloną przez Biały Dom. Republikanie przestrzegają jednak przed zbytnim zaangażowaniem Obamy w kwestię reformy imigracyjnej. „Istnieje wiele pomysłów o tym jak naprawić nasz niesprawny system imigracyjny”, stwierdził w oficjalnym oświadczeniu John Boehner, przewodniczący Izby Reprezentantów. „Jakiekolwiek rozwiązanie powinno mieć charakter dwupartyjne i mamy nadzieję, że prezydent będzie na tyle ostrożny by nie przesunąć debaty w lewo i w konsekwencji przeszkodzić czekającej nas pracy w Izbie i Senacie”.
Kością niezgody pomiędzy propozycją senacką a prezydencką jest proces prowadzący do uzyskania obywatelstwa. Senacka propozycja umożliwi wielu nieudeokumentowanym imigrantom uzyskanie legalnego statusu natychmiast po zatwierdzeniu ustawy. Ale ich możliwość zdobycia pobytu stałego zależałaby od tego, czy amerykańsko meksykańska granica zostałaby uznana za bezpieczną. Senator Marco Rubio, członek „gangu ośmiu”, szczególnie głośno oświadczał, że zapewnienie bezpieczeństwa granic stanowi warunek konieczny uzyskania prawa do stałego pobytu, a następnie obywatelstwa.
Obama natomiast podkreśla, by ustawa od samego początku gwarantowała, że nielegalni imigranci, którzy kwalifikowaliby się do wypracowania swego obywatelstwa mogli je w przyszłości otrzymać. „Nie chcemy stworzyć pewnego rodzaju mglistej perspektywy, że w jakiś sposób kompleksowa reforma imigracyjna obejmująca drogę do obywatelstwa wydarzy się, kiedyś w przyszłości”, oświadczył Obama. „Chcemy zapewnić, że ustawa zapewni rzeczywistą drogę do obywatelstwa”. Prezydent poinformował, że wzmocnienie bezpieczeństwa granic i kontrola zatrudnienia są częścią zarówno jego planu, jak i senackiego. Zarazem jednak powołał się na wysiłki swej administracji w celu podniesienia szczelności granic w ostatnich czterech latach przypominając, że nielegalne przekraczanie granicy spadło o 80 procent od roku 2000. „Zrobiliśmy niemal wszystko o co republikanie prosili kilkanaście lat temu jako warunki przeprowadzenia kompleksowej reformy imigracyjnej”, stwierdził Obama. „Nie jest tak, że nie przykładaliśmy uwagi do bezpieczeństwa granic i nadal będziemy je akcentować”.
Prezydent podkreślił, że proces legalizacji będzie z pewnością czasochłonny, ale sprawiedliwy. Będzie również przez imigrantów wypracowany, skoro imigranci będą musieli poddać się kontroli przeszłości kryminalnej, zapłacić podatki i grzywny, nauczyć się angielskiego i poczekać na swą kolejkę. Nie będziemy mieli do czynienia z sytuacją, w której w nocy na noc ludzie staną się obywatelami”, stwierdził.
Jednocześnie prezydent poinformował, że nie przystanie na żądania grup imigracyjnych domagających się moratorium na deportacje nieudokumentowanych imigrantów, którzy nie mają na swym koncie wykroczeń kryminalnych, argumentując, że stanowiłoby to nadużycie wykonawcze. „Nie jestem królem”, stwierdził Obama. Ale dodał, że wypracowywana reforma imigracyjna umożliwi mu rozwiązanie problemu rekordowo wysokiego poziomu deportacji, które stały się przedmiotem poważnego zaniepokojenia dla wielu przedstawicieli społeczeństwa latynoskiego. „Nadal będziemy słyszeć poruszające serca historie o deportacjach dopóki nie przeprowadzimy kompleksowej reformy imigracyjnej”, oświadczył. „To jeden z powodów, myślę, dla których jest ważne dla nas by posunąć się naprzód i podjąć działania”.
Nie ulega wątpliwości, że niepowodzenie jakie republikańscy kandydaci doświadczyli z wyborcami latynoskimi w wyborach listopadowych ożywiło dyskusję strategów partii i wielu obieralnych urzędników administracji. Rzecznicy nowej propozycji mają nadzieję, że silne dwustronne poparcie w Senacie zmusi Izbę do działania.
Szkic reformy imigracyjnej ujawniony w poniedziałek zawiera wiele podobieństw do zakończonej niepowodzeniem inicjatywy z roku 2007, która również wytyczała drogę do zdobycia obywatelstwa dla nielegalnych. Architekci obecnego planu dokonali jednakże kilka poprawek próbując usatysfakcjonować liberałów i konserwatywnych krytyków.
Jest jednak niemal pewne, że nie da się zadowolić wszystkich. „Ostatnim razem jak o tym rozmawialiśmy w roku 2007, brzmiało to bardzo kusząco. Kiedy ujrzeliśmy szczegóły, było jasne, że [plan] nie byłby skuteczny”, oświadczył senator Jeff Sessions z Alabamy. Sessions stwierdził, że głównym powodem jego niepokoju było przekonanie, że administarcja Obamy nie była wystarczająco zaangażowana w zabezpieczenie granic by zahamować nielegalną imigrację. Podobnie nieprzejednanie brzmiał senator David Vitter, który przekonywał „Mamy historię za przewodnika, a historia sugeruje, że ten rodzaj kompleksowej reformy...jest skazany na niepowodzenie.”
Toksyczna konotacja marki Obamy w kręgach republikańskich jest nie bez znaczenia dla decyzji Białego Domu, zarówno w sprawach małych jak i wielkich, zauważa Tribune Washington Bureau. Wtajemniczeni opowiadają ze zdziwieniem o tym, że kiedy prezydent w ubiegłym roku zaprosił ustawodawców na premierę filmu „Lincoln” do Białego Domu, nie pokazał się ani jeden republikanin. Już sam fakt, że propozycja legislacyjna nosi w tytule nazwisko Obamy może być wystarczający by reformę imigracyjną zabić.
Na podst. NBC News, ABC News, Fox News, Chicago Tribune oprac. Ela Zaworski
'