----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

21 maja 2013

Udostępnij znajomym:

Trwa pobieranie wersji audio...
'

Illinois wciąż nie może sobie poradzić z deficytowymi programami emerytalnymi pracowników publicznych. W legislaturze ścierają się dwie wersje reformy przedstawione przez każdą z izb stanowego parlamentu. W tym czasie zadłużenie rośnie. Plany emerytalne kosztują nas z roku na rok coraz więcej.

By w pełni zrealizować zobowiązania emerytalne Illinois brakuje już prawie 90 miliardów dolarów. Część tej sumy to programy chicagowskie. Według raportu opublikowanego w tym tygodniu przez organizację Civic Federation, zadłużenie 10 głównych funduszy obejmujących świadczenia pracowników sektora miejskiego, szkół publicznych, powiatu Cook, CTA oraz Metropolitan Water Reclamation District wzrosło w 2011 r. aż o 16.7%, do 32 miliardów dolarów. Jest to suma, jakiej brakuje do realizacji świadczeń emerytalnych miasta. To również cztery razy więcej, niż 10 lat temu.

W przeliczeniu na mieszkańców Chicago – włączając w to wszystkich mężczyzn, kobiety i dzieci, na każdego przypada ponad 10 tysięcy dolarów. Pamiętajmy jednocześnie, iż są to dane za 2011 r, ostatni, z jakiego dostępne są dane. Obecne liczby na pewno są wyższe.

„Bez kompleksowej reformy te zawrotne zobowiązania finansowe oznaczają gwałtowny wzrost podatków i poważne ograniczenie usług dla mieszkańców Chicago – napisał w oświadczeniu prezydent federacji, Lauren Msall – Stan Illinois i jego ustawodawcy winni są podatnikom i pracownikom publicznym porozumienie w sprawie redukcji kosztów świadczeń emerytalnych. Muszą również zapewnić płynność finansową funduszy w przyszłości.”

Podobne wypowiedzi z różnych stron słyszymy od dawna. Mimo wszystko nic się nie zmienia. Politycy stanowi wciąż nie mogą dojść do porozumienia, pozwalając na pogarszanie się i tak dramatycznej sytuacji.

Mamy w tej chwili dwa projekty reform. Jeden przedstawiony przez prezydenta Senatu Illinois, Johna Cullertona, drugi autorstwa przewodniczącego Izby, Michaela Madigana.

Cullerton uważa, że popierany przez gubernatora projekt Madigana może być niezgodny ze stanową Konstytucją. Madigan przekonuje, iż propozycja Cullertona za którą opowiedziały się centrale związkowe, nie wystarczy do naprawy obecnej sytuacji.

W czasie, gdy politycy walczą, zadłużenie rośnie. Na przykład we wspomnianym roku 2011 fundusz emerytalny chicagowskich strażaków posiadał zaledwie 28.3% pieniędzy niezbędnych na realizację zobowiązań, a fundusz policjantów 35.6%. Znacznie poniżej wymaganych 90%, ale jednak nieco więcej, znajdowało się w programach zarządzanych przez Forest Preserve – 61.6%.

Związki zawodowe obwiniają lokalne władze, które podobno nie odkładają każdego roku wystarczających sum na ten cel. Badanie Civic Federation zgadza się z ta opinią wskazując, iż pomiędzy wymaganymi prawem sumami przeznaczanymi na emerytury, a rzeczywistymi wpłatami na te konta istnieją wielkie rozbieżności.

Niezależnie od przyczyn, jest coraz gorzej. Na przykład na pokrycie świadczeń emerytalnych chicagowskiego departamentu Straży Pożarnej potrzeba 675% rocznych wypłat pensji strażaków, czyli 6 i pół razy więcej, niż przeznacza się na ich wynagrodzenie. W policji jest to ponad 603%.

Stan Illinois i będące jego częścią Chicago mają dwa wyjścia: ograniczyć świadczenia lub podwyższyć podatki.

Na razie niewiele wskazuje jednak, by nasi politycy byli w stanie porozumieć się i wprowadzić pierwszą opcję.

RJ



'

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor