Illinois jest jak przepełniona muszla klozetowa, w której zepsuła się spłuczka. Naciskamy na dźwignię i nic. Niektórzy twierdzą, że potrzebujemy tylko jednego fachowca mającego jako takie pojęcie o domowej kanalizacji i możliwość wymiany zepsutego mechanizmu. Co jakiś czas z nadzieją oczekujemy na wyniki kolejnych wyborów, wierzymy, że następny skandal będzie tym przełomowym, a nasi reprezentanci w końcu się opamiętają. Nic z tego.
Zapominamy bowiem, że już dawno minęły czasy polityków z powołania. Teraz chodzi wyłącznie o karierę i łatwe pieniądze. Z drugiej strony nie są te wynagrodzenia aż tak wielkie, nawet na najwyższych stanowiskach. Po co więc tak pchają się do władzy. Swoją pozycję mogą stracić bardzo łatwo, wystarczy niepomyślny dla nich przebieg kolejnych wyborów. Ich pracę regulują niezliczone akty prawne i kodeksy etyczne, które w poważny sposób ograniczają samowolę. Do tego stres, wielka odpowiedzialność i częsta rozłąka z rodziną. No po co?
Sam nie wierzę w to, co piszę. Przydałby się tu jakiś graficzny uśmiech, ale to forma dopuszczalna tylko w internecie. Muszę więc w inny sposób przekonać, że były to ironiczne słowa pod adresem miłościwie nam panujących.
Kilkaset osób wybieranych przez nas do stanowego parlamentu pobiera wynagrodzenie roczne obecnie w wysokości minimum $67,000. Pamiętać jednak musimy, iż jest to ustawowo praca w niepełnym wymiarze godzin. Nasi legislatorzy nie zamykają na ten okres swoich biznesów, kancelarii prawnych, czy prywatnych biur. Tylko nieliczni, którzy przed wyborem wykonywali pracę dla kogoś w pełnym wymiarze godzin rezygnują z niej na rzecz bardziej lukratywnego zajęcia w Springfield.
Prawie 85% naszych legislatorów pobiera dodatkowo ponad $10,000 udzielając się w różnego rodzaju komitetach. Co ciekawe, składające się zwykle z kilku osób grupy nie powstają w wyniku zapotrzebowania na opinię w sprawie określonej ustawy, ale działają cały czas, oczekując na podrzucenie pod obrady jakiegoś pisma. Dlatego większość z nich prawie się nie spotyka, czasami 2-3 razy w roku, by porozmawiać o pogodzie i wyznaczyć datę następnego spotkania. Dla porównania, w Kentucky członkowie podobnych komitetów otrzymują $18 dniówki i większość prac wykonują w ramach podstawowej pensji legislatora.
Wszyscy nasi politycy otrzymują zwrot wszelkich kosztów związanych z wykonywaną pracą. Obecnie to $140 dziennie zwrotu kosztów noclegu i posiłków jeśli przybywają do Springfield na sesję. Oglądając wiadomości i słuchając ich wypowiedzi mamy wrażenie, że mieszkają nieprzerwanie w stolicy naszego stanu i nieustannie obradują. Nic bardziej mylnego. Wspomniane $140 dolarów nie obejmuje podróży, więc dodatkowo otrzymują 44 centy za każdą pokonaną milę i bezkarność w razie przekroczenia prędkości. Reprezentujący Chicago polityk za samą podróż do stolicy stanu otrzyma więc $228. Podatnicy w całości pokrywają wszelkie ubezpieczenia zdrowotne i pamiętajmy, że byle jaka klinika ich zdrowiem się nie zajmuje. Warto jeszcze tylko przypomnieć, że wypracowana w ten sposób emerytura może być łączona z innymi i jest bardzo wysoka. Dla większości osób płacących tylko na social security wręcz trudna do wyobrażenia. A to dopiero początek...
Politycy na wybieralnych stanowiskach mogą dzielić pieniądze podatników i przyznawać je wedle własnego uznania. Może się więc zdarzyć, choć nie twierdzę, że ma to miejsce, przyznanie pełnego stypendium córce jakiegoś biznesmena, z którym legislator chciałby w przyszłości wspólnie prowadzić interesy. Może to być też urzędnik lub kierowca autobusu szkolnego, jeśli akurat ta znajomość do czegoś się przyda.
Nie zapominajmy o rodzinach i znajomych. W naszym stanie funkcjonuje kilkaset różnego rodzaju grup doradczych. Ich członkowie wybierani są przez polityków wyższego szczebla i wydają opinie lub podejmują decyzje i uchwały dotyczące codziennego funkcjonowania naszego stanu – od spraw związków zawodowych, przez ceny gazu i prądu, po kontrolę zanieczyszczeń powietrza. Zarobki tych ludzi wahają się od kilkuset dolarów za spotkanie do nawet kilkuset tysięcy dolarów rocznie. Każdy z zatrudnionych na pensji członków jakiejkolwiek rady tego typu po zakończeniu służby otrzymuje emeryturę bazującą na zarobkach. Najlepiej płatne zajęcia zależą oczywiscie od kontaktów. Zakres obowiązków wszędzie jest niewielki, w większości wystarczy kilka zebrań rocznie.
Na przykład Illinois Educational Labor Relations Board spotyka się co miesiąc. To stanowe ciało nadzorujące wybory w ramach związków zawodowych nauczycieli, rozwiązujące spory pomiędzy pracodawcami i pracownikami, a także pilnujące przestrzegania praw dotyczących równouprawnienia. Składa się z czterech członków zarabiających rocznie, czyli za dwanaście spotkań $93,926 oraz prezesa z wynagrodzeniem rocznym w wysokości $104,358. Spotkanie takie trwa przeciętnie godzinę. Łatwo obliczyć, że za każde pobiera się ok. $7,800. . Niektórzy z czterech członków rady nawet nie przyjeżdżają do Springfield tylko biorą udział w posiedzeniu przez telefon. Praca marzenie. Niestety, nie każdy może o takie zajęcie się starać. Właściwie starać się może każdy, jednak niewielu je otrzyma. W obecnym składzie mamy małżonkę stanowego senatora, byłego lobbystę ze Springfield, byłego doradcę w legislaturze stanowej i doradcę jednego z byłych gubernatorów. W niektórych przypadkach nawet nie trzeba udawać, że się pracuje. Członek Illinois Prisoner Review Board, który nie przychodził na zebrania przez 17 miesięcy i wciąż pobierał wynagrodzenie.
Takiego systemu nie można łatwo naprawić. Zaczynam wątpić, czy jeden fachowiec byłby w stanie zrobić cokolwiek. Ale i tak z nadzieja będę obserwował kolejne wybory.
Miłego weekendu.
Rafał Jurak
rafal@infolinia.com