----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

24 października 2013

Udostępnij znajomym:

Posłuchaj wersji audio:

00:00
00:00
Download

Ceny benzyny, mimo niedawnego spadku, wciąż pozostają bardzo wysokie. Słyszymy wciąż o powodach takiego stanu rzeczy – pożar rafinerii, huragan, spadek wydobycia, manipulacja giełdowa. Nikt jednak nie wspomina, że sporo winy ponoszą również nasi ustawodawcy. Gdyby nie oni, ceny paliwa byłyby dalej wysokie, ale nieco łatwiejsze do przełknięcia.

W roku 2005 Kongres wprowadził standardy dotyczące wykorzystania paliw odnawialnych – Renevable Fuel Standards, w skrócie RFS. W ten sposób politycy chcieli osiągnąć kilka celów, wśród których najważniejsze były trzy:

– stopniowo uniezależnić się od zagranicznych dostawców ropy naftowej

– pomóc producentom roślin, z których produkuje się paliwa odnawialne

– poprzez stopniową rezygnacje z paliw kopalnych pozytywnie wpływać na środowisko naturalne

Zacznijmy od końca. Wiemy już, że w procesie produkcji i spalania biopaliw powstaje dwa razy więcej dwutlenku węgla, niż podczas spalania paliw kopalnych – gazu i ropy naftowej. Tak przynajmniej wynika z badań przeprowadzonych w 2008 roku. Oczywiście wydobycie ropy naftowej ma inne, niezbyt pozytywne skutki dla środowiska, dlatego ten punkt programu w pewnym stopniu jest realizowany przez pomysłodawców. Ale tylko w pewnym stopniu, o czym przekonamy się za chwilę.

Jednak mowa była o cenie w twardej walucie, którą posługujemy się na co dzień. Do rzeczy więc...

Polisa RFS wymaga, by producenci benzyny mieszali swój produkt z otrzymywanymi głównie z kukurydzy biopaliwami. Kiedy spojrzymy na dystrybutor na stacji zauważymy napis, iż kupujemy mieszankę składającą się w 10% z etanolu, czyli biopaliwa. Nie może być go więcej, niż 10% gdyż uszkodzilibyśmy wtedy silniki naszych pojazdów, w większości nie przystosowanych do etanolu. Próby wprowadzenia na rynek pojazdów z odpowiednimi silnikami na razie nie powiodły się. Kilkanaście kupił sobie stan Illinois, kilkadziesiąt rozdano departamentom policji. Nigdzie nie są używane w stopniu, w jakim to planowano.

Podejmując decyzje dotycząca RFS w 2005 r. Kongres bazował na badaniach mówiących, że do 2010 roku zapotrzebowanie na benzynę w USA będzie wynosiło co najmniej 160 miliardów galonów rocznie i stopniowo rosło przez kolejne lata. Zrobiono więc długofalowy plan, według którego producenci co roku muszą kupować coraz więcej biopaliwa i mieszać go z benzyną otrzymywaną z ropy.

W 2007 r. eksperci rządowi jeszcze raz przejrzeli zapisy i potwierdzili wszystkie liczby. Tak więc postanowiono, że do 2022 r. według ustawy RFS producenci paliw będą musieli wykorzystywać już ok. 36 miliardów etanolu otrzymywanego z kukurydzy, mimo że w momencie przeprowadzania obliczeń zużywano go poniżej 10 mld. galonów.

Sporo się zmieniło od tego czasu. Odkryto nowe złoża gazu i ropy w USA, silniki spalinowe nagle stały się bardzo oszczędne za sprawą hybryd i pojazdów elektrycznych wchodzących na rynek. (Rynek samochodów to zresztą doskonały przykład jak zbawienna dla produktu może być konkurencja. Czy ktoś 10 lat temu podejrzewał, że Chevrolet może przejechać 30 mil z galona?)

Poza tym emisja gazów cieplarnianych gwałtownie spadła. Spadło również zapotrzebowanie na benzynę. W tej chwili według obliczeń sprzed 8 lat powinniśmy jej jako kraj zużywać ok 180 mld. galonów rocznie. Okazuje się, że potrzebujemy nie więcej, niż 130.

Mimo tych zmian wokół nas, ustawa Renevable Fuel Standards wciąż obowiązuje. Obowiązują również narzucone producentom ilości wykorzystania biopaliw. Ponieważ ustawodawcy są w stanie przewidzieć wszystko, wprowadzili zabezpieczenie mające karać firmy unikające obowiązkowego mieszania paliw. Jeśli nie wykorzystają przewidzianej ustawą na dany rok ilości, muszą wykupić specjalne pozwolenia, czyli innymi słowy zapłacić karę.

Producenci zgodnie z prawem płacą, bo nie mają co zrobić z kilkunastoma miliardami niepotrzebnego biopaliwa. Zgadnijmy teraz, na kogo przenoszą ten koszt. Oczywiście na kierowców, którym wlicza się go w cenę benzyny. W ubiegłym roku kara jaką wszyscy płaciliśmy za rządowe nakazy wyniosła w przeliczeniu na galon ponad 10 centów. To niezbyt wiele – może ktoś powiedzieć. Problem w tym, że koszt będzie coraz wyższy, bo rządowe rozporządzenia nakazują – zgodnie z obliczeniami sprzed lat – by biopaliw używać coraz więcej, w końcu potrzebujemy podobno coraz więcej benzyny...

Opłaty te musimy potraktować jako dodatkowy podatek, bo pieniądze te trafiają do rządu, który zwraca ich część w postaci odszkodowań producentom kukurydzy i etanolu przepraszając, że kraj nie był w stanie przerobić więcej coraz mniej potrzebnego produktu.

Jeszcze jedna zła wiadomość. Według obliczeń kilku organizacji konsumenckich i grup naukowych koszt benzyny w związku z programem Renevable Fuel Standards wzrośnie do 2015 r. o ok. 30%. Znacznie gorzej będzie z benzyną diesel. Jej cena może podnieść się nawet o 300 procent.

Oczywiście wyższy koszt paliw to wyższe ceny towarów. Więcej bowiem płacimy za ich transport, jak również za przejazd do sklepu. Może to być chleb, jabłko, zabawka, czy cegła. Nie ma znaczenia. To nie są wielkie koszty w przeliczeniu na jednego kierowcę, czy jednego konsumenta. Wiemy jednak, że cent do centa i zbierze się nagle rocznie prawie tysiąc dolarów na rodzinę.

Dobra wiadomość? Jest taka. Ktoś zauważył co się dzieje i prawdopodobnie w przyszłym roku Environmental Protection Agency obniży wymagane przez  Renevable Fuel Standards poziomy.

Nie zlikwiduje. Obniży. To już coś.

Rząd będzie pomagać nam i środowisku, ale w nieco mniejszym stopniu. Dobre i to.

Gdyby tak jeszcze nie było przez rok huraganów, zamieszek na Bliskim Wschodzie, pożarów w rafineriach i spekulantów giełdowych, to płacilibyśmy o dolara mniej. A nawet dwa, jeśli zniesiono by chociaż część podatków nakładanych na paliwa.

Miłego weekendu

Rafał Jurak
rafal@infolinia.com



----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor