Gdy mówi się o odzyskaniu przez Polskę niepodległości, zawsze wraca przedstawienie dwóch wielkich postaci związanych z tym procesem – Józefa Piłsudskiego i Romana Dmowskiego. Zawsze spór sprowadza się do rywalizacji dwóch programów, postaw i charakterów. Bo inaczej chyba się nie da...
Prawicowiec kontra lewicowiec. Dyplomata i dowódca. Myśliciel polityczny kontra człowiek czynu. Antysemita przeciwko człowiekowi wielokulturowego pogranicza. To tylko niektóre łatki i osie sporu, które próbuje się nadawać konfliktowi „Pana Romana” i „Marszałka”.
Wywodzili się nie tylko z różnych środowisk politycznych, ale też po prostu innych grup społecznych. Obydwaj mogli pieczętować się szlacheckim pochodzeniem (co było normalne u przedstawicieli ówczesnej inteligencji), ale dorastali w różnych warunkach. Piłsudski był typowym szlacheckim synem z Wileńszczyzny – wychowanym w domu powstańca styczniowego przez typową Matkę-Polkę-szlachciankę, uczącą swoje liczne dzieci miłości do Polski przedrozbiorowej, z jej tradycjami demokratycznymi i wspaniałymi triumfami zbrojnymi. O wychowaniu Dmowskiego nie wiemy już tak dużo, pochodził on jednak również z rodziny szlacheckiej, aczkolwiek bardziej zubożałej i mieszkającej na Warszawskiej Pradze – jego ojciec pracował początkowo fizycznie jako brukarz, później posiadał małe przedsiębiorstwo w tej samej branży. Można zastanawiać się, czy warunki, w jakich obydwaj wyrastali, nie wpłynęły znacząco na ich późniejszą osobowość.
Obydwaj w młodym wieku zaangażowali się w działalność przeciwko Rosji, która w wyniku zaborów kontrolowała wschodnie i centralne ziemie Polski. Dmowski „zaliczył” tylko kilka miesięcy pobytu w więzieniu na warszawskiej Cytadeli oraz krótki zakaz pobytu na terenach polskich. Piłsudskiego potraktowano gorzej (lub, patrząc z innej strony, lepiej) – poprzez dalekie powiązania ze sprawą udanego zamachu na cara Aleksandra II, którego zamordował polski terrorysta-rewolucjonista, w ramach procesu „odpryskowego” został skazany na zesłanie na dalekiej Syberii. Spędził tam kilka lat, wrócił jednak w glorii sławy zesłańca, prześladowanego za patriotyzm. Stało się to dla niego fundamentem dalej konspiracyjnej działalności.
Piłsudski stał się socjalistą, liderem jednej z najważniejszych partii polskich tego okresu – Polskiej Partii Socjalistycznej. Stawiała ona sobie za cel walkę o odzyskanie niepodległości poprzez konspirację, połączoną ze stawianiem postulatów społecznych w duchu lewicowym (nie można mylić socjalistów z komunistami – ci stawiali bardziej radykalne i rewolucyjne żądania polityczno-społeczne, byli też wrodzy sprawie polskiej, walcząc raczej o wymarzone „państwo światowego proletariatu). Dmowski był natomiast twórcą narodowej demokracji, czyli nowoczesnego obozu nacjonalistycznego, który myślał o polityce w kategoriach walki narodów, budował więc swoje poparcie na odwoływaniu się do wspólnoty języka, tradycji i kultury. Lider obozu, w klasycznej książce „Myśli nowoczesnego Polaka”, przedstawił swój program w skrócie, odwołując się do modnej wówczas teorii darwinizmu społecznego (silniejszy przetrwa, słabi wymrą): musimy wzmacniać polski naród, budować jego energię i siłę, by nie dać się z jednej strony agresywnym Niemcom, z drugiej zaś nie pozwolić stworzyć narodu Rusinom (Ukraińcom) czy Litwinom, polonizując ich. Pamiętać trzeba, że przełom XIX i XX wieku to czas nacjonalizmów (silnych ruchów politycznych), które tworzą narody (wspólnoty nowoczesne, które wiąże przekonanie o wspólnym pochodzeniu). Można śmiało powiedzieć, że Dmowski położył ważny fundament pod „stworzenie” polskiego narodu – przeniesienie „polskości” do robotników czy chłopów. Jego stronnictwo polityczne było przez długi okres jednym z najsilniejszych w Polsce.
Gdy na początku XX wieku Cesarstwo rosyjskie zaczęło się chwiać w posadach, obydwaj politycy mieli inne recepty na dalsze działanie. Dmowski, który nauczył się realizmu politycznego, nie chciał konfliktu z Rosją, będąc przekonanym, że większym zagrożeniem dla Polaków są Niemcy. Dlatego też wzywał do pogodzenia się z Rosjanami, skorzystania z szansy udziału w rządach i wykorzystania możliwości dalszego wzmacniania potencjału narodowego. Piłsudski odwrotnie – wzywał do walki, trochę w stylu XIX-wiecznych powstań. Początkowo, jako przywódca partii robotniczej, stawiał na masowe strajki i protesty, później przeszedł w kierunku walki konspiracyjnej, pracy podziemnej (wydawania prasy i nielegalnych książek) czy krótkich zbrojnych akcji (napady na pociągi wiozące państwowe pieniądze). Już wtedy pokłócili się nie tylko o programy, ale też metody działania.
Inaczej działali też w czasie pierwszej wojny światowej. Piłsudski postawił na Austro-Węgry i Niemcy, Dmowski zaś na Rosję i Francję. Pierwszy najpierw próbował zorganizować kolejne powstanie, później stworzył armię, Legiony, która swoją obecnością na froncie pokazywały, że Polacy walczą o niepodległość. Dmowski był dużo skuteczniejszy w działaniach dyplomatycznych – udało mu się stworzyć w Paryżu polskie przedstawicielstwo, które w ostatnim okresie Wielkiej Wojny było uznawane przez Francję i Wielką Brytanię za faktyczny rząd Polski, co pomogło znacząco znaleźć się Polakom w gronie zwycięzców i odnieść sukces.
Jerzy Giedroyć napisał kiedyś o dwóch trumnach, które wciąż wiszą nad polską polityką: Romana Dmowskiego i Józefa Piłsudskiego. Nie da się tego uniknąć, bo obydwaj, choć każdy na swój sposób, byli Ojcami Niepodległości. Warto o tym pamiętać.
Tomasz Leszkowicz