----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

18 czerwca 2014

Udostępnij znajomym:

Trwa pobieranie wersji audio...
'

Tysiące mieszkańców północnych przedmieść położonych w pobliżu lotniska ma prawo do gniewu. Rozbudowa O`Hare przyczyniła się do wzrostu poziomu hałasu w niektórych rejonach, mimo że obiecywano, iż tak się nie stanie. Niedawno dowiedzieliśmy się, że publiczne debaty na ten temat przeprowadzane przed rozpoczęciem prac odbywały się w miejscach oddalonych od lotniska i nie zagrożonych hałasem.

Reprezentujący północny-zachód kongresmen domaga się wstrzymania kolejnej rundy publicznych spotkań w tej sprawie w związku z wykrytymi nieprawidłowościami. Mike Quigley nie pierwszy raz stanął po stronie mieszkańców okolicy O`Hare, bo już kilka lat temu mówił, ze rozbudowa tego portu lotniczego nie może odbywać się kosztem poziomu życia i wartości nieruchomości.

„Cały proces był dziurawy – napisał Quigley w liście do FAA, w którym nawiązywał do serii spotkań dotyczących hałasu, które miały miejsce w ostatnich latach – Najlepsze co możemy zrobić, to zacząć od nowa”.

W swoim liście zwraca uwagę, że przygotowane przed 10 laty opracowanie dotyczące zmian poziomu decybeli zawiera poważne błędy, bo rejony uznawane za chronione przed hałasem toną obecnie w huku silników odrzutowych.

“Mieszkańcy dotkniętych zmianami rejonów zasługują na wysłuchanie i mają prawo do wyrażenia opinii w tej sprawie” – dodaje Mike Quiley.

Jego list jest wynikiem artykułu w niedawnym wydaniu dziennika Sun-Times, z którego wynika, iż prowadzone przed laty konsultacje z mieszkańcami nie odbywały się w rejonach najbardziej narażonych na zmiany układu pasów startowych na O`Hare, ale w okolicach oddalonych od tras lotniczych.

"Nigdy nie wierzyłem, że mieszkańcy zostali dokładnie poinformowani o tym, co ich czeka – mówi Quigley – Nikt nigdy nie powiedział, że nad głowami pojawią się nagle setki samolotów dziennie, bo wiadomo było, jakiej reakcji można się spodziewać”.

Z artykułu w gazecie wynika również, że władze federalne podawały mieszkańcom zaniżone dane, zwłaszcza dotyczące planowanej liczby startów i lądowań. Inne, dokładne liczby, pojawiły się później jedynie na stronie internetowej i to bez poinformowania o tym zainteresowanych.

Quigley uważa też, że działania FAA stawiają pod znakiem zapytania wszystkie wyniki prezentowanych badań dotyczących wpływu modernizacji O`Hare na okolicę, włączając w to ludzi i środowisko naturalne.

Niektórych zmian nie można odwrócić

Jeden z pasów startowych został już zamknięty, w związku z czym nie można zmienić ścieżek startów i lądowań wielu maszyn – mówią przedstawiciele rządu federalnego.

Można jednak uniknąć podobnych błędów podczas dalszej modernizacji – przekonują zwolennicy „uciszenia” lotniska.

Otwarcie jesienią ubiegłego roku nowego pasa na O`Hare spowodowało pojawienie się setek odrzutowców nad dachami miasteczek, które z problemem tym nie miały wcześniej do czynienia. Rozpoczęty w 2003 roku projekt miał na celu przeniesienie niektórych, przecinających sie pasów startowych i równoległe ułożenie ich obok siebie. Dawny rozkład pasów pozwalał pilotom maszyn na starty i lądowania w różnych warunkach pogodowych. Postęp techniki zlikwidował jednak potrzebę posiadania takiej sieci, gdyż samoloty są w stanie startować i lądować niezależnie od kierunku wiatru. Częścią kosztujących prawie 7 miliardów dolarów zmian na lotnisku jest uporządkowanie ruchu na O`Hare, w związku z czym samoloty startować mają w kierunku zachodnim, a lądować mają od wschodu. FAA przekonuje, że dzięki temu lotnisko operuje bezpiecznie i efektywnie.

Problem w tym, że zmiany zakłóciły spokój setkom tysięcy mieszkańców przedmieść. Członkowie koalicji o nazwie Fair Allocation in Runways uwazają, że władze miejskie i federalne celowo tak kierowały publicznymi spotkaniami, by jak najmniej ludzi poznało prawdę na temat planowanych zmian.

“Chodziło o to, by plany modernizacji napotkały jak najmniejszy sprzeciw – mówią osoby z tej organizacji – Udało im się to kosztem demokracji”.

Na razie Chicago odmówiło pierwszym prośbom Quigleya. Chodziło o wydłużenie tzw. cichych godzin, czyli okresu, gdy samoloty startują i podchodzą do lądowania nad rejonami mniej zamieszkałymi, takimi jak parki i lasy. W tej chwili godziny te to 10 wieczorem- 7 rano. Kongresmen uważał, że „cisza nocna” powinna obowiązywać już od 9 wieczorem. Druga prośba dotyczyła rozłożenia równomiernego ruchu w powietrzu na wszystkie pasy startowe. Miasto uznało, że byłoby to tylko przeniesieniem hałasu z jednego miejsca w drugie.

RJ



'

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor