----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

09 lipca 2014

Udostępnij znajomym:

Trwa pobieranie wersji audio...
'

O podziale Illinois mówi się od dawna. Ponieważ Chicago nie reprezentuje reszty, a reszta nie dba o samopoczucie Chicago, niech nastąpi rozłam, który opłaci się obydwu stronom. Przynajmniej humory będą przez chwilę wszystkim dopisywały. Przy okazji tej dyskusji coraz więcej osób zaczyna sobie zdawać sprawę, że problem nie dotyczy wyłącznie podziału Illinois, ale całego kraju.

Oczywiście do reformy administracyjnej zbyt szybko tu nie dojdzie. Przynajmniej nie w tym tysiącleciu. Wiele osób zastanawia się, co by było gdyby... i muszę przyznać, że są to rozważania ciekawe.

Pozostańmy przez chwilę przy Illinois, które znamy najlepiej. Tak naprawdę mamy u nas trzy stany. Dalekie południe, gdzie dominują poglądy republikańskie, zwolennicy dostępu do broni i inny akcent. Następnie zwykłe południe, które jest już bardziej podzielone jeśli chodzi o politykę, życie i język. Co ciekawe, do zwykłego południa zalicza się rejony położone na zachód od Chicago, które uznawane jest za trzecią, niezależną, najlepszą i najbardziej skorumpowaną część Illinois. Co łączy dalekie i zwykłe południe, to przede wszystkim niechęć do Chicago i jego mieszkańców. Wystarczy przejechać się 2 godziny za miasto i spróbować posilić w przydrożnej restauracji.

- Skąd jesteś?

- Z Chicago!

- Wrrrrr...

Największe miasto i powiat w którym się ono znajduje dominują politycznie i ekonomicznie. Do tego ich reprezentanci ze względu na liczbę wyborców rządzą w stolicy mając w pogardzie opinie i potrzeby tych z południa, nawet jeśli mieszkają oni w pobliżu granicy z Wisconsin. Brak jakiegokolwiek porozumienia sprawia, że popadamy w coraz większe tarapaty i stan jako taki przestaje spełniać swoją funkcję. Podobnie jest u innych, choć my akurat jesteśmy w tym chyba najbardziej zaawansowani.

W postępującej globalizacji poszczególne stany przestają spełniać swą rolę i stają się ciężarem dla gospodarki i podatnika. Stanów jest zbyt wiele, a kraj jest za bardzo podzielony. Co ja, mieszkaniec przedmieść Chicago, wiem na temat problemów trapiących rezydentów Carbondale. Gdzie właściwie jest Carbondale? Sposób w jaki funkcjonuje nasz lokalny rząd nie pozwala mu na stawianie czoła współczesnym wyzwaniom. Na pewno nie jestem jedyny, który czasami ma wrażenie, że żyję w jakimś skansenie, podczas gdy reszta świata przeobraża się w zawrotnym tempie. Chicago chce być światową metropolią. Taka wymaga wysokich podatków, wszechstronnych usług i związków zawodowych. Dla małych miasteczek jest to recepta na upadek. Jednak to Chicago narzuca prawa i zasady gry innym, bo posiada zdecydowaną większość. Większość wszystkiego – głosów, pieniędzy, lobbystów. W sąsiedniej Indianie jest podobnie, ale odwrotnie. Mieszkańcy miast i dużych aglomeracji stanowią tam około 20 procent. To im narzuca się rozwiązania wstrzymujące rozwój obszarów zurbanizowanych, ale za to mające pozytywny wpływ na pozostałe rejony. Dlatego w sąsiadującej z nami Indianie kwitnie produkcja fabryczna, podatki są niższe, szkoły tańsze. Nigdy jednak żadne duże miasto z tego stanu nie trafi do światowej czołówki. Zawsze pozostanie niedofinansowanym zaściankiem.

Kolejnym problemem są granice stanów, na których w przypadku różnic cen lub podatków od sprzedaży powstają komiczne sytuacje, jednak dla finansów poszczególnych stanów są one bardzo kosztowne. Nie tylko Illinois, ale również Wisconsin, Iowa, Kolorado, czy Michigan, zamiast tworzyć warunki dla rozwoju biznesu wiecznie podkradają sobie inwestorów. Każdego roku miliardy dolarów zmieniają właściciela, gdy poszczególne stany wypłacają nagrody lub dają ulgi tym, którzy się do nich przeniosą. Takie same zasady gry dla wszystkich wprowadziłyby porządek i spore oszczędności dla podatników. Poszczególne stany nie mają najmniejszych szans na globalne współzawodnictwo, więc działają wyłącznie lokalnie, podgryzając się nawzajem.

Nie zawsze jestem zwolennikiem polityki uprawianej przez Chicago, podobnie z decyzjami mającymi wpływ na mieszkańców, ale trzeba przyznać, że dla tak wielkiej metropolii ustanawianie zasad działania przez legislatorów w Springfield jest anachronizmem. To oni zwykle decydują kogo można opodatkować i mają wpływ na kształ najważniejszych rozwiązań prawnych obowiązujących w mieście. Wielu legislatorów pochodzi z mniejszych miejscowości, funkcjonujących w cieniu Chicago. Często ich decyzje są mało obiektywne.

Do tego najważniejsza chyba sprawa, finanse. Skoro cały czas trzymamy się przykładu Chicago, to przy nim pozostańmy. Jest to miasto nakładające wysokie podatki na swych mieszkańców, ale musimy pamiętać, że z budżetu odprowadzane są spore fundusze na rzecz administracji w Springfield. Później miasto musi prosić stan o dofinansowanie różnych projektów. Oczywiście każda metropolia jest jak prężna firma – przynosi największy dochód, płaci najwyższy podatek. Jednak dla stanów miasta są jak skarbonki, do których wrzuca się co jakiś czas ale wyciąga dość często.

Ostatni element, na który dość często zwraca się uwagę, to siła stanów podczas wyborów. Podział na niebieskie i czerwone zaczyna przynosić więcej szkody, niż pożytku. System doskonały jeszcze 100 lat temu, zaczyna szkodzić. Oczywiście zmiana nie wymaga likwidacji stanów, ale byłaby pierwszym krokiem do tego prowadzącym. Zasada, że podczas wyborów prezydenckich zwycięzca bierze wszystko jest oryginalna, ale nie przynosząca już spodziewanego pożytku. Wyniki wyglądałyby inaczej, gdyby liczył się każdy głos.

Jeśli spojrzymy na mapę USA, to zwrócimy uwagę, że większość granic stanów jest prostymi liniami. Ktoś kiedyś po prostu poprowadził je nie zwracając uwagi na ludzi, teren, poglądy i mniejszości. Dlatego teraz mieszkańcy wielu tych administracyjnych regionów niewiele mają ze sobą wspólnego, nie prowadzą spójnej polityki, wyznają inne wartości. Poszczególne stany niewiele mogą zrobić dla swoich mieszkańców, ale jak zauważył jeden ze znanych socjologów, mogą im poważnie szkodzić. Zmiany, o jakich się mówi nie powstają z dnia na dzień. Zwykle potrzebny jest poważny konflikt. A tego chyba nikt nie chce.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
rafal@infolinia.com



'

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor