----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

30 października 2014

Udostępnij znajomym:

Posłuchaj wersji audio:

00:00
00:00
Download

Na początek nieco historii i legend. Zacznijmy od tego, że Celtowie, którzy tysiące lat temu żyli w rejonach, gdzie znajdują się obecnie Irlandia, Wielka Brytania i północna Francja, obchodzili swój nowy rok 1 listopada. Nieprzypadkowo. Data ta oznaczała koniec zbiorów  i odejście radosnego,ciepłego lata, wraz z jednoczesnym nadejściem zimnej i mrocznej pory roku często utożsamianej z ludzką śmiercią.

Ludzie żyjący w tamtych czasach głęboko wierzyli, że właśnie w ostatnią noc października wyraźna granica pomiędzy światem żyjących i zmarłych zaciera się. Duchy przodków miały zstępować na ziemię i dokonywać spustoszeń w plonach, oraz sprawiać mnóstwo kłopotów z jednej strony, a z drugiej pomagać ludom celtyckim, a zwłaszcza Druidom, czyli kapłanom tych społeczności, w przepowiadaniu przyszłości. W czasie tych wielogodzinnych nocnych festiwali zapalano wielkie święte ognie, wokół których gromadzili się przebrani w skóry zwierząt mieszkańcy wiosek i nawzajem próbowali przepowiadać sobie przyszły los. Noc ta miała wielkie znaczenie, gdyż pomagała później przetrwać długie zimowe miesiące i uspokajała duchy zmarłych, od których, wedle ówczesnych wierzeń, wiele zależało. Gdy lata później na wspomniane rejony wkroczyły wojska rzymskie, dawne zwyczaje celtyckie stopiły się z festiwalami najeźdźców, które również w podobny sposób czciły zmarłych przodków. W kolejnych stuleciach w rejonie tym pojawiły się wpływy chrześcijańskie, a w VII wieku papież Bonifacy VII wyznaczył dzień 1 listopada jako dzień wszystkich świętych, które obchodzimy do dziś. Tyle, w wielkim skrócie, mówią historycy.

Wiele osób wzbrania się nie tylko przed uznaniem Halloween, ale nawet akceptacją jego istnienia. Można to zrozumieć, bo wielokrotnie wykorzystywane ono było różne grupy do swoich celów. Nie można jednak powiedzieć, jak to czasem słyszymy, iż jest to czarne święto satanistów. Spójrzmy na ewolucję Halloween. Pozostałości tych wierzeń i praktyk są kultywowane do dziś w Szkocji i Irlandii, jednak do innych krajów tradycja świętowania 31 października przeniknęła jako czas gier, zabaw i wróżb. Mało kto wie kim byli druidzi, dlaczego palono ogniska i jak wyglądał festiwal Samhain przed dwoma tysiącami lat. Dziś, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych głównym elementem tego wieczoru są przebrane dzieciaki biegające od jednego domu do drugiego z wielkimi torbami na słodycze. Prawdopodobnie żadne z nich nie zdaje sobie sprawy, że w Europie zwyczaj ten zapoczątkowali irlandzcy farmerzy, którzy chodzili od domu do domu i zbierali żywność na święto Halloween. Dającym przepowiadali dobrobyt, a skąpcom biedę. W Anglii domowników o żywność prosili najbiedniejsi, a kiedy ludzie dali im trochę słodyczy, żebracy obiecywali im modlić się za zmarłych w rodzinie. Wiele osób zastanawia się nad pochodzeniem dość specyficznych ozdób i przebrań. Właściwie to wszystko zaczęło się rzepy. Stary Irlandzki mit opowiada o mężczyźnie imieniem Stingy Jack, który zaprosił diabła do karczmy. Przekonał go, aby przemienił się w 6 pensów, którymi miał zapłacić za wypity alkohol. Zamiast tego schował monetę do kieszeni, w której trzymał srebrny krzyż, co uniemożliwiło diabłu powrót do swojej postaci. Jack, zanim w końcu go wypuścił, kazał mu obiecać, że przez rok nie będzie chciał jego duszy. Podczas następnego Halloween diabeł znów spotkał Jacka, a ten zawarł z nim kolejną umowę na następny rok. Pech chciał, że Jack tego roku umarł, a ponieważ utrzymywał kontakty z diabłem, nie został wpuszczony do nieba. Poszedł więc do bram piekieł, ale i diabeł nie chciał go widzieć - ciągle obowiązywała ich przecież umowa. Jack jednak nie odchodził, ponieważ bał się otaczających go ciemności. Diabeł, chcąc się go pozbyć, podrzucił mu palący się węgiel z ogni piekielnych. Włożywszy go do niedojedzonej połowy ogromnej rzepy, którą miał ze sobą, Jack - dzięki światłu z tej jarzynowej latarni - rozpoczął swoją wędrówkę w poszukiwaniu wiecznego miejsca zatracenia. Szkoci przywieźli tę opowieść do Ameryki, gdzie rzepę zastąpiła dynia. Odtąd w noc Halloween można spotkać lampiony będące podobizną Stingy Jacka, a gdy spojrzymy w nocy na świecącą dynię, zrozumiemy dlaczego lata później pojawiły się inne, niekoniecznie związane z legendą strachy i duchy, zwłaszcza, że są one elementem obrzadków ku czci zmarłych w niedalekim Meksyku. Jak widać współczesne Halloween ma niewiele wspólnego z dawnymi obrządkami. Dzięki wytężonej pracy specjalistów od marketingu stało się po Bożym Narodzeniu, drugim co do wielkości handlowym wydarzeniem w Stanach Zjednoczonych.

Osobiście nie widzę nic złego obchodzeniu w ten sposób nocy z 31 października na 1 listopada. Z radością powitam pukających do drzwi przebierańców i nie będę sie zastanawiał w jakim stopniu zagrażają oni porządkowi świata, ani czy są już wyznawcami jakiegoś kultu. Natomiast z szacunkiem i czcią oddam cześć świętym i zmarłym następnego dnia. Porządkowanie grobów, kupno zniczy, wiązanek chryzantem, spotkania rodzinne na odwiedzanych cmentarzach. Prawdopodobnie każdy, tak jak ja, chciałby spędzić te święta przy mogiłach najbliższych. Jest to dobry moment na refleksje, także nad własnym życiem. Jest to okazja do wspomnień, do dzielenia się troskami, kłopotami i radością. Najwięcej jednak myśli popłynie ku tym, których już nie ma. Zastanowić się możemy, czy odwiedziny przy grobie zmarłej osoby i zapalenie symbolicznej świeczki wystarczy. Nasze wspomnienia i nasza pamięć o nich są często jedyną rzeczą, która pozostała po nieobecnych. Rozumiem, że różne kultury w różny sposób wspominają swych przodków. Radosna zabawa, może być dla wielu jedynym sposobem wspominania zmarłych, boje się tylko, że w trakcie jej trwania możemy o nich zapomnieć. Dlatego nawet jeśli uczestniczymy w Halloween, to budząc się następnego dnia pamiętajmy o naszych tradycjach. Wspomnijmy tych, których nie ma. Bo przecież człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim.

Rafał Jurak
rafal@infolinia.com



----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor