----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

15 października 2015

Udostępnij znajomym:

Posłuchaj wersji audio:

00:00
00:00
Download

Jeśli ktoś wybiera się w najbliższym czasie do Los Angeles, niech koniecznie zwróci uwagę na przystanki autobusowe. W mieście tym zaczęły pojawiać się konstrukcje nowego typu, dostosowane do zmienionych potrzeb podróżnych. Na razie jest ich kilka, do końca roku będzie kilkanaście, docelowo wymienione zostaną wszystkie. Głównym elementem nowych przystanków jest "inteligentna ławka". Można na niej usiąść, jeśli jest miejsce to nawet się położyć.

Jak na każdej innej ławce na całym świecie.

Jest ona jednak betonowa, bo ten materiał najlepiej zabezpiecza plątaninę kabli i procesorów w nią wbudowanych. Z każdej strony wystają z niej gniazdka do ładowania elektronicznych gadżetów, choćby telefonów komórkowych. Właściwie to już nie gadżet, ale niezbędnik współczesnego człowieka. Bez telefonu żyć się nie da. Przystanek z doładowaniem jest już niezbędny. Wykorzystywana w gniazdkach energia jest bardzo ekologiczna, bo pochodzi z baterii słonecznych umieszczonych w pobliżu. Nie wiem, jak ławka spisuje się nocą, podejrzewam, że wbudowano w nią również jakieś akumulatory. Podobnie jak ekran, na którym na wielkiej mapie oglądać możemy poruszające się, różnokolorowe kropki. To autobusy z wbudowanym GPS. Jeden rzut oka i wiemy już, czy oczekiwany przez nas autobus jest gdzieś w pobliżu, czy też dawno odjechał.

Niektóre ławki, te umieszczane w lepszych dzielnicach, emitują również sygnał WiFi. Podobno za darmo lub za bardzo niewielką, symboliczną opłatą. Jeśli podobna jest ona do tej w miejscach publicznych w Chicago, to niewielka raczej nie jest, ale to już zmartwienie użytkowników komunikacji publicznej w LA i podróżnych korzystających z O`Hare i nie potrafiących nawet na chwilę pożegnać się z internetem.

Nowe przystanki są piękne, nowoczesne, bardzo pożyteczne. Rozpisuje się o nich nie tylko lokalna prasa. Problem w tym, że ich konstruktorzy zapomnieli o jednym, drobnym elemencie. Zadaszeniu. Po kilku minutach spędzonych na nowym przystanku w pięknym, gorącym, kalifornijskim słońcu, mamy oparzenia skóry. Po kilkudziesięciu minutach, a jest to w LA normą, powinniśmy od razu wybrać autobus zatrzymujący się w pobliżu szpitala onkologicznego. Jego numer znajdziemy bez trudu, w końcu mamy dostęp do prądu i internetu.

Czytając o nowościach w LA przypomniały mi się głupie wynalazki z przeszłości, które nie dość, że znalazły nabywców, to jeszcze przyniosły fortunę pomysłodawcom. Nooo, może nie wszystkie. Zastosowania nie znalazł na przykład fotel z katapultą stworzony na podobieństwo wykorzystywanych w samolotach myśliwskich. Ten jednak miał być montowany w śmigłowcach. Okazało się, że do tak zbudowanej maszyny nikt nie chce wejść. Zwłaszcza pilot. Niewielka awaria elektroniki lub czujnika rzucała bowiem człowieka na rozpędzone wirniki maszyny. O wiele lepsza byłaby jakaś zapadnia, ale prace nad nią nigdy nie zostały dokończone.

Sporo pieniędzy natomiast zarobił człowiek, który wymyślił "nieprzydatne do niczego pudełko". To niewielki sześcian z wbudowanym przełącznikiem. Klikamy, po czym w pudełku pojawia się szczelina, wychodzi niej mechaniczna macka, która wyłącza przycisk. Wszystko powraca do pozycji wyjściowej. Tyle. Nie warczy, nie mruga, nie otwiera się tajna szuflada. Pudełko można tylko włączyć i czekać aż się wyłączy. Jeszcze niedawno można je było znaleźć w każdym sklepie z zabawkami i gadżetami. Jego cena detaliczna wynosiła kilkanaście dolarów, koszt produkcji kilka centów. Takiego przebicia nie ma na swych produktach nawet firma Apple.

Głupie pomysły nie są jednak wyłącznie domeną domorosłych konstruktorów, ale także polityków i rządów każdego szczebla. Problem w tym, że ci pierwsi w razie niepowodzenia swego wynalazku muszą dalej myśleć, ci drudzy nie, a i tak mają zagwarantowaną realizację swych pomysłów. Pisałem kiedyś o sponsorowanych przez rząd badaniach wymiotów sowy i przydatności czarnego kamuflażu w nocy. Potraktuję więc dzisiejszy tekst jako ciąg dalszy tamtych opowieści, choć miejsca na wiele już nie wystarczy. Ale muszę wspomnieć o budowie boiska dla więźniów przetrzymywanych w Guantanamo Bay. Można ich torturować, izolować od świata, ale za 750 tysięcy dolarów należy im wybudować boisko. Do piłki nożnej, bo futbolem amerykańskim niewielu z nich się interesuje.

Federalny Departament Zdrowia i Opieki Społecznej przeznaczył aż 500 milionów dolarów na zbadanie, dlaczego dzieci w wieku przedszkolnym nie mogą usiedzieć bez ruchu na krześle. Podobno część tych funduszy ma być wykorzystana na znalezienie metody ich uspokojenia, gdy już wyodrębniona będzie przyczyna takiego zachowania.

Dzięki wysokim podatkom możemy wspomagać kulturę. Nawet jeśli chodzi o skanowanie wszystkich biletów, plakatów i koszulek mających jakikolwiek związek z grupą Grateful Dead. Uniwersytet w Santa Cruz otrzymał na to ponad 650 tysięcy dolarów.

Skoro jesteśmy przy uczelniach, to trzeba wspomnieć o profesorze ze Stanford, który otrzymał od rządu federalnego prawie 250 tysięcy na badanie sposobów, w jaki Amerykanie wykorzystują internet do poszukiwania miłości. Z wniosków badań można się było dowiedzieć m.in., że wykorzystują specjalnie stworzone w tym celu strony internetowe.

Krajowa Fundacja Nauki wydała ponad 200 tysięcy dolarów nie swoich pieniędzy na badanie, czy politycy tracą lub zyskują popularność, gdy zaczynają wyrażać się niejednoznacznie i sprzeczne poglądy w tej samej sprawie.

Na koniec o sporym, bo wynoszącym ponad 25 miliardów dolarów wydatku z rządowej kasy, czyli kieszeni podatnika. Tyle wynosi średnio każdego roku utrzymanie federalnych budynków, które z różnych powodów nie są do niczego wykorzystywane. Ich sprzedaż nie wchodzi w grę, bo rząd nie lubi się niczego bez powodu pozbywać.

Według mnie opisane wcześniej wynalazki, nawet niewspomniane jeszcze peruki dla kotów, mają więcej sensu, niż każdy z wymienionych później punktów dotyczących marnotrawienia publicznych pieniędzy. Ale może się mylę...

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
rafal@infolinia.com

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor