Kiedy pandemia „covidowa” zmusiła ludzi do pozostania w domu, wielu Amerykanów znalazło pocieszenie w ziemniaczanych chipsach. Sprzedaż chrupiących smakołyków wzrosła o około 350 milionów dolarów w latach 2019-2020.
Wszelkie poszukiwania pochodzenia tego charakterystycznego przysmaku prowadzą do rdzennego Afroamerykanina George'a Cruma (urodzonego jako George Speck). Był on XIX-wiecznym szefem kuchni w Moon's Lake House w kurorcie Saratoga Springs stanu Nowy Jork. Popularność zyskał dzięki godnemu pozazdroszczenia wyczuciu smaku, temperamentowi i radosnej swadzie. Zdarzali się jednak klienci niezadowoleni z serwowanej potrawy. Do tejże grupy należał magnat kolejowy i żeglugowy, Cornelius Vanderbilt. Podczas obiadu w roku 1853 zwrócił do kuchni smażone ziemniaki, ponieważ były za grube i nieodpowiednio podsmażone. Wściekły na tak wybrednego klienta Crum pokroił kilka ziemniaków tak cienko, jak tylko mógł, usmażył je na chrupko i wysłał do Vanderbilta jako żart. Zamiast potraktować ten gest jako zniewagę, Vanderbilt był zachwycony. Inni klienci poczęli prosić o „Saratoga chips”. Popularność chipsów ziemniaczanych Cruma wkrótce stała się hitem daleko poza Saratogą.
George otworzył wreszcie własną restaurację (1860 rok) w pobliżu Saratogi, znaną jako Crum’s House (lub Crum’s Place), w której koszyk z ziemniaczanymi chipsami stał zachęcająco na każdym stole. Sam nadzorował restaurację do przejścia na emeryturę ponad trzydzieści lat później.
W 1880 roku New York Herald nazwał Cruma „najlepszym kucharzem w Ameryce”. Dzisiejsza zdumiewająca różnorodność chipsów ziemniaczanych, od cynamonowo-cukrowych firmy Pringles po piklowano-koperkowe marki Lay's (największa wytwórnia chipsów na świecie), jest hołdem dla człowieka, którego magazyn American Heritage tytułował „Edisonem tłuszczu”. Pomysłodawca największego smakołyku świata zmarł w 1914 roku.
Przez długi czas chipsy pozostawały przysmakiem wyłącznie restauracyjnym. Ale w 1895 roku przedsiębiorca z Ohio, William Tappenden, znalazł sposób na przechowywanie ich nieco dłużej. Wykorzystując swoją kuchnię, a później stodołę zamienioną w fabrykę na przydomowym podwórku, kroił ziemniaki, smażył na smalcu, a gotowe chipsy umieszczał w beczkach i konnymi wozami rozwoził po lokalnych targach. Naśladowców było mnóstwo, mimo to ciągle potrzebny był kolejny śmiałek-innowator, by wzniecić rewolucję kartoflaną, w wyniku której żadne przyjęcie, mecz piłki nożnej czy wyprawa rowerowa już nie byłyby takie same.
Taką próbę podjęła Laura Scudder, bizneswoman z Kalifornii. Zaczęła pakować chipsy (1926 rok) w woskowane torebki, nie tylko z datą „świeżości”, ale także kuszącą przechwałką – „najgłośniejsze chipsy na świecie”. Nastąpił przełom marketingowy, bardzo specyficzny dla tego kraju i niezwykle efektywny. Kartoflany przysmak rozprzestrzeniał się błyskawicznie. Już rok później zainteresował się nim Leonard Japp, były bokser i szef kuchni z Chicago. Jego masowa produkcja była przeznaczona – jak plotka głosi – dla jednego klienta. Był nim Al Capone, który rzekomo odkrył miłość do chipsów ziemniaczanych podczas wizyty w Saratodze i pomyślał, że będą się dobrze sprzedawać podczas jego przemówień. Japp otwierał fabryki, aby dostarczać chrupiące płatki do zainteresowanych, a ich lista coraz szybciej wydłużała się. W połowie lat 30. ubiegłego stulecia sprzedawał je klientom na całym Środkowym Zachodzie. On też zaczął smażyć ziemniaki na oleju zamiast na smalcu.
Chipsy ziemniaczane kontynuowały wspinaczkę do panteonu amerykańskich smakołyków. Pierwszą krajową marką była firma „Lay’s” (rok 1961), która zatrudniła Berta Lahra, znanego z roli Tchórzliwego Lwa w „Czarnoksiężniku z krainy Oz”. Bert stał się pierwszym rzecznikiem chipsowym wśród celebrytów i wymruczał diabelskie wyzwanie: „Nobody can eat just one”.
Obecnie Amerykanie konsumują około 2 miliardów funtów chipsów ziemniaczanych rocznie, czyli około 7 funtów na osobę. Rynek chipsów ziemniaczanych w USA – tylko chipsy ziemniaczane, nie wspominając o chipsach tortilla, ptysiowych serowych kulkach czy precelkach – szacuje się na 10.5 miliarda dolarów. I chociaż chipsy i inne produkty zawierające skrobię od dawna są krytykowane za negatywną rolę w otyłości czy nadciśnieniu wśród społeczeństwa nawet najmłodszego, wspaniałomyślny przemysł wysłuchał rad lekarskich, przyjrzał się statystykom i przygotował opcje chipsowe z mniejszą zawartością tłuszczu i sodu, chipsy ze słodkich ziemniaków i solą morską, a nawet chipsy ziemniaczane w czekoladzie. Wszystkie sprawiają wielką przyjemność jedzenia, cudnie chrupią i uzależniają.
Anna Czerwińska
wielbicielka muzyki klasycznej i dobrej literatury, amatorka gór i namiotu, podglądania życia od kuchni i innych obserwacji wszelkich na własny użytek.
Autorka blogów: o kuchni Stanów Zjednoczonych i… truflach czekoladowych www.amerykanskiekulinaria.com; www.domowetrufle.com
kontakt: amerykanskie.kulinaria@gmail.com