W latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia „wygodna żywność” cieszyła się dobrą passą, wcale nie mniejszą niż podczas pandemii Covid-19. Mrożonki zyskały popularność wśród dzieci i dorosłych poprzez swój smak, niski koszt i wygodę przyrządzania. Wśród nich znajdują się paluszki rybne, produkowane przez jedną fabrykę w takiej ilości, że można podobno okrążyć nimi Ziemię aż czterokrotnie.
Najbardziej osobliwą cechą paluszków rybnych może być samo ich istnienie. Zadebiutowały 2 października 1953 roku, kiedy General Foods wydał je pod szyldem Birds Eye. Panierowane ciekawostki były częścią zestawu nowo wprowadzonych prostokątnych produktów spożywczych, które obejmowały paluszki z kurczaka, z szynki, z cielęciny, z bakłażana i suszone paluszki z fasoli lima. Ocalał tylko paluszek rybny. Co więcej, rozkwitał nawet wśród ludzi obawiających się owoców morza.
Ukochany przez jednych, przez innych jedynie tolerowany, paluszek rybny jest wszechobecny. Stał się ikoną kultury kulinarnej tego kraju. Rytuałem jedzeniowym wśród dzieci, podobnie jak kurczakowe przysmaki z pomidorowym ketchupem bez pomidorów. Nawet Bansky (anonimowy geniusz graffiti) przedstawił jedzenie na wystawie w 2008 roku. Kiedy królowa Elżbieta II obchodziła swoje 90. urodziny w 2016 roku, Birds Eye podarował jej kanapkę o wartości $257, zawierającą blanszowane szparagi, majonez szafranowy, jadalne kwiaty, kawior i, co najważniejsze, paluszki rybne inkrustowane złotymi liśćmi. Świat oszalał!
Aby wyjaśnić ten sukces, prawdopodobnie nie ma lepszego przewodnika niż Paul Josephson, samozwańczy „Mr Fish Sticks”. Wykłada on historię Rosji i Związku Radzieckiego w Colby College w Maine, ale jego zainteresowania badawcze są bardzo szerokie. W 2008 roku napisał to, co do dziś jest najważniejszą pracą naukową na temat paluszków rybnych. Badania wymagały od niego uzyskania informacji od firm zajmujących się owocami morza, co okazało się nieoczekiwanie trudne. „Pod pewnymi względami łatwiej było dostać się do sowieckich archiwów związanych z bombami atomowymi” – wspomina.
Josephson nie lubi paluszków rybnych i nadal nie rozumie ich popularności, ale odkładając osobiste preferencje stwierdził, iż panierowany rybny przysmak rozwiązał problem zbyt dużej ilości ryb, stworzony przez technologię. Wprawdzie świat nigdy nie prosił o tego typu potrawę, ale mocniejsze silniki Diesla, większe łodzie i nowe materiały zwiększyły połowy po II wojnie światowej. Rybacy odławiali więcej ryb niż kiedykolwiek wcześniej i zastanawiali się, jak zapobiec ich zepsuciu. Udręka została wynagrodzona ekstazą – zaczęto ryby obierać ze skóry, patroszyć, czyścić z ości i zamrażać na pokładzie!
Pomysł przechodził różne etapy porażek i udoskonalania. Proponowano nawet zamrożone bloki rybne, przepuszczone przez aparat rentgenowski (upewniano się o całkowitym usunięciu ości) do późniejszej obróbki domowej, które nie przypadły do gustu kucharzom. Sukcesem okazało się dopiero pocięcie owych bloków na regularne patyczki, obtoczenie ich w cieście z jajek, mąki, soli i przypraw, dodatkowe panierowanie i wrzucenie na krótko do gorącego oleju, by utrwalić powłokę (ryba ciągle jest zamrożona).
Atrakcyjność paluszków rybnych jest nieco paradoksalna. Zawierają ryby, ale tylko te o najłagodniejszym smaku, więc wymagają najróżniejszych dodatków, by przypominały panierowane polędwiczki z kurczaka. Z czego wynika to „zmaltretowane przebranie”? Z niechęci do owoców morza w Ameryce Północnej i znakomitych haseł reklamowych w innych krajach, również europejskich. Amerykanie – zdaniem Bartona Seaver, zawartym w książce „American Seafood” – uważali, że jedzenie ryb jest poniżej ich godności, jest ofiarą i pokutą, jedzeniem, gdy nie było pieniędzy na mięso. Poza tym ryba szybko się psuje, brzydko pachnie i zawiera niebezpieczne ości. A przy paluszkach rybnych można nawet udawać, że to nie ryba. Czyż to nie jest wspaniałe…
Josephson nazywa paluszki rybne „hot dogami oceanu”. Podawane jako zapiekanki lub obok tłuczonych ziemniaków szybko stały się szkolnymi i rodzinnymi obiadami. Podczas pandemii popyt wzrósł – w niektórych krajach podobno nawet o 50 procent, mimo że nie wszyscy konsumenci są pewni, co jadają w panierce. Według badań tylko jeden na pięciu uważa, że są to rzeczywiście paluszki rybne, ale wszyscy chrupią je z radością wielką.
Pieczone domowe paluszki rybne
Składniki:
4-5 filetów ulubionej ryby (na przykład dorsz, mintaj, morszczuk)
2 jajka
2 łyżki mąki
2 łyżki musztardy
2 łyżeczki soku z cytryny
Sól i pieprz
1 szklanka panko lub pokruszonych płatków kukurydzianych
Przygotowanie:
- Płaty ryby umyć, osuszyć ręcznikiem papierowym, pokroić na odpowiednie paski (według uznania).
- Kawałki ryby obtoczyć w mące, następnie w jajku roztrzepanym z solą, pieprzem, musztardą i sokiem z cytryny, na końcu w panko / pokruszonych płatkach kukurydzianych.
- Panierowane fileciki ułożyć na papierze do pieczenia.
- Piec w piekarniku rozgrzanym do 350°F/180°C przez 15 -20 minut.
- Serwować z łagodnym / ostrym sosem majonezowym.
Anna Czerwińska
wielbicielka muzyki klasycznej i dobrej literatury, amatorka gór i namiotu, podglądania życia od kuchni i innych obserwacji wszelkich na własny użytek.
Autorka blogów: o kuchni Stanów Zjednoczonych i… truflach czekoladowych www.amerykanskiekulinaria.com; www.domowetrufle.com
kontakt: amerykanskie.kulinaria@gmail.com