----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

31 marca 2025

Udostępnij znajomym:

Trwa pobieranie wersji audio...

Donald Trump zapowiada na 2 kwietnia „Dzień Wyzwolenia” – moment, w którym jego administracja wprowadzi kolejną falę ceł. Przekonuje, że nowe taryfy pozwolą odzyskać pieniądze i szacunek, które według niego Ameryka utraciła przez ostatnie dekady. Ekonomiści i analitycy ostrzegają jednak, że skutki mogą być zgoła odmienne: spowolnienie wzrostu gospodarczego, wzrost inflacji, pogłębienie nierówności i potencjalne problemy fiskalne.

Od powrotu do Białego Domu prezydent systematycznie podnosił taryfy celne, a łączny poziom ceł nałożonych przez USA osiągnął najwyższy poziom od lat 40. XX wieku. Głównym założeniem nowej polityki handlowej jest zasada „uczciwych i wzajemnych” taryf, które mają odzwierciedlać bariery handlowe innych krajów. W efekcie administracja Donalda Trumpa może nałożyć różne poziomy ceł na poszczególne państwa, kierując się m.in. wysokością ich własnych taryf, polityką podatkową czy manipulacjami walutowymi.

Wśród potencjalnych celów znajdują się kraje, które według Białego Domu nakładają wysokie cła na amerykańskie towary. Biuro Przedstawiciela Handlowego USA wskazało 21 państw, które mają znaczną nadwyżkę w handlu z USA – w tym Unię Europejską, Japonię i Wielką Brytanię. Sekretarz skarbu Scott Bessent mówi o „brudnej piętnastce” – czyli 15% krajów, które zdaniem administracji prowadzą najbardziej nieuczciwą politykę handlową.

Gospodarcze konsekwencje nowych ceł

Obserwatorzy zwracają uwagę na liczne niejasności związane z nowymi taryfami. Jeśli USA będą chciały odwzorować poziom ceł nakładanych przez inne kraje, celnicy mogliby mieć do czynienia z nawet 2,6 mln różnych stawek celnych – w zależności od kraju i produktu. Eksperci PricewaterhouseCoopers, jednej z największych na świecie firm świadczących finansowe usługi doradcze, szacują, że przy pełnym wdrożeniu tej polityki cła na towary z Niemiec mogą sięgnąć 20%, a w przypadku Indii – nawet 28%.

Podwyższone taryfy to także wzrost cen dla amerykańskich konsumentów. Deutsche Bank przewiduje, że jeśli wprowadzi się maksymalne stawki, inflacja wzrośnie o 1,2 punktu procentowego, co może podnieść roczną dynamikę cen powyżej 3%. Wzrost kosztów importu skomplikuje sytuację Rezerwy Federalnej, która wciąż zmaga się z przywróceniem inflacji do poziomu sprzed pandemii.

Nieproporcjonalnie ucierpią na tym gospodarstwa domowe o niższych dochodach. Badania Yale Budget Lab wskazują, że najbiedniejsze amerykańskie rodziny odczują spadek dochodu do dyspozycji o około 2,5%, podczas gdy najbogatsze – jedynie o 0,9%. Podstawowe dobra, takie jak żywność i odzież, będą bardziej narażone na wzrost cen, co jeszcze bardziej pogłębi nierówności dochodowe.

Taryfy jako źródło dochodu – ryzykowna strategia

Nowa administracja argumentuje, że taryfy przyniosą ogromne wpływy do budżetu federalnego. Biuro Budżetowe Kongresu oceniło, że pierwotnie zapowiadane taryfy – 60% na Chiny i 10% na resztę świata – mogłyby zmniejszyć deficyt budżetowy USA o 2,7 bln dolarów w ciągu dekady. Problemem pozostaje jednak fakt, że cła wywołują silne zakłócenia w gospodarce, faworyzując mniej efektywnych producentów kosztem konsumentów i zwiększając koszty operacyjne dla firm.

Kolejnym zagrożeniem jest polityczna zależność od ceł jako źródła dochodów. Donald Trump zamierza wykorzystać wpływy z taryf do sfinansowania planowanych cięć podatkowych, mimo że deficyt budżetowy USA już teraz rośnie w niepokojącym tempie. Jeśli wpływy z ceł staną się kluczowym elementem budżetu federalnego, ich zniesienie może być politycznie niemożliwe, nawet jeśli ich gospodarcze skutki okażą się katastrofalne.

Donald Trump nie ukrywa, że ceł nałożonych w „Dzień Wyzwolenia” nie uważa za ostateczne. W przyszłości mogą one objąć kolejne branże – od półprzewodników po farmaceutyki. Jeśli inne kraje odpowiedzą własnymi taryfami, co jest niemal pewne, Trump deklaruje gotowość do dalszej eskalacji.

Część analityków wskazuje, że realnym celem Trumpa może być doprowadzenie do nowej rundy negocjacji handlowych, podobnie jak miało to miejsce w przypadku Meksyku i Kanady. Jednak koszt takiej strategii dla gospodarki USA może być wysoki. Goldman Sachs początkowo szacował, że wpływ ceł na roczny wzrost gospodarczy USA wyniesie 0,3 punktu procentowego, lecz po kolejnych zapowiedziach Trumpa analitycy banku podnieśli te szacunki do 0,8–1,3 punktu procentowego.

Historia pokaże, czy 2 kwietnia, czyli tzw. Dzień Wyzwolenia, okaże się rzeczywiście przełomowym momentem dla amerykańskiej gospodarki, jak zapowiada obecny rząd, czy raczej symbolem polityki gospodarczej, która bardziej zaszkodzi, niż pomoże Stanom Zjednoczonym. Jest jeszcze trzecia opcja - po głośnych zapowiedziach nałożone tego dnia cła szybko moga zostać wycofane, jak bywało w przeszłości.

----- Reklama -----

KD MARKET 2025

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor