Wiosną tego roku Narodowa Liga Futbolowa zorganizowała w centrum Chicago wielką imprezę, zwaną dorocznym zaciągiem, czyli draftem. Na ten okres NFL przejęła we władanie cały Grant Park i pobliskie wybrzeże jeziora Michigan. To samo miejsce, gdzie w 2008 r. Barack Obama wygłosił inauguracyjne przemówienie po zwycięstwie w wyborach prezydenckich. Około 200 tysięcy fanów futbolu, w tym całe rodziny z dziećmi, na trzy dni zapuściło korzenie w parku Granta, tymczasowo przemianowanym na Draft Town. Wielkie litery N F L zawisły na ścianie pobliskiego, 83-piętrowego budynku Aon Center.
Zarówno spotkanie z prezydentem Obamą w 2008 roku, jak i zaciąg NFL w 2015 były bardzo udanymi imprezami dla miasta i nowym, ciekawym doświadczeniem dla mieszkańców. Obydwie przyciągnęły rzesze ludzi i wszystkie krajowe stacje telewizyjne. Chicago niewątpliwie skorzystało na nich w wymiarze reklamowym i promocyjnym.Były jednak pewne różnice. Obama zapłacił za wynajęcie i ochronę swego wiecu. NFL nie wydało ani grosza.
W 2008 r. komitet wyborczy Obamy zwrócił miastu około 2 milionów dolarów za wynajęcie miejsca, ochronę policyjną oraz uprzątnięcie terenu. Wprawdzie nie musiał tego robić, bo miasto przygotowane było na taki wydatek – w końcu prezydentem został swój człowiek, do tego wydarzenie w Grant Park zwróciło uwagę całego świata. Obama uznał wówczas jednak, że nie może obciążać tym wydatkiem lokalnych podatników.
Bogaci właściciele ligi NFL wybrali inną drogę. Już negocjując organizację draftu w Chicago postawili szereg warunków. NFL zgodziło się na organizację imprezy tylko pod warunkiem bezpłatnego udostępnienia parku Granta. Miasto zrezygnowało więc ze standardowej opłaty w wysokości 937 tysięcy za wynajęcie tego miejsca na duże imprezy plenerowe. Za darmo udostępniono również Auditorium Theater, a podatnicy zapłacili wszystkie rachunki za oświetlenie, wodę i przygotowanie stanowisk radiowo-telewizyjnych w tym miejscu. NFL nie wpłaciło również standardowego depozytu pokrywającego ewentualne zniszczenia dokonane w którymkolwiek z wynajmowanych miejsc. Gdyby zaistniała konieczność naprawy szkód, pokryć ją mieli podatnicy.
Umowa ligi z miastem przewidywała również, że to Chicago pokryje wszelkie wydatki związane z nadgodzinami ochraniających imprezę policjantów i strażaków, czy ewentualnie wzywanych w to miejsce karetek pogotowia, podczas gdy NFL zachowa wszelkie dochody ze sprzedaży biletów, reklam oraz transmisji telewizyjnych. Miasto dało lidze prawo zamknięcia ulic nad jeziorem i w centrum, a także pozwoliło na zdjęcie wszelkich znaków, banerów i napisów, które władzom ligi mogły się nie podobać. Tym samym na okres 3 dni draftu zawieszono w Chicago obowiązywanie 1 Poprawki do Konstytucji pozwalającej na swobodne wyrażanie poglądów. Lidze chodziło o usunięcie ewentualnych grup protestujących przeciw kojarzonym z nią zwolnieniom z podatków, urazom głowy, czy przemocą domową. Władze NFL wymogły oprócz tego darmową eskortę policyjną dla wybranych dygnitarzy tej organizacji przemierzających miasto, co związane było z wielokrotnym wstrzymywaniem ruchu na najbardziej ruchliwych ulicach Chicago.
Wszystko, co można było zaobserwować w Chicago to tylko niewielki wycinek znacznie większego problemu. Jak w lustrze odbiły się tu wiosną od dawna znane i często przemilczane zależności i układy – bogaci otrzymujący zbyt wielką publiczną pomoc finansową i wielkie gwiazdy sportu stawiane często ponad prawem.
Wielkie pieniądze
Publiczne subsydia dla ligi wykorzystywane są przede wszystkim przy budowie stadionów i ich utrzymaniu. Niektóre finansowane są przez podatników w całości, inne częściowo.
Prof. Judith Grant Long – wykładająca zarządzanie sportem na University of Michigan – ocenia że publiczne pieniądze pokrywają ok. 70% kosztów budowy i utrzymania obiektów, na których grają drużyny NFL. Jednocześnie właściciele tych drużyn zatrzymują ponad 90% dochodów wygenerowanych w tych miejscach, podczas gdy firmy takie jak AT&T, CBS, Comcast/NBC, Disney/ESPN, Fox, Verizon, czy Yahoo zarabiają na publikacji i transmisji obrazów z imprez odbywających się na utrzymywanych przez podatników arenach sportowych.
To nie wszystko, bo NFL ma jeszcze inne przywileje. Większość należących do ligi stadionów nie płaci podatków – przykładem może być AT&T Stadium w Teksasie, gdzie grają Cowboys, lub płaci je według znacznie niższej stawki, niż inne okoliczne biznesy – tu przykładem niech będzie MetLife Stadium w New Jersey, miejsce spotkań Giants i Jets. Poza tym budowa stadionów wymaga często nieodpłatnego przekazania publicznego terenu na rzecz NFL – tak jak było w przypadku Levi’s Stadium w Santa Clara w Kaliforni, gdzie grają 49ers.
Do tzw. ukrytych kosztów zaliczyć można opłacanie przez miasta elektryczności, wody i ścieków na stadionach i w ich bezpośredniej okolicy, czy wydawanie nieopodatkowanych obligacji pozwalających na przekierowanie pieniędzy inwestorów ze szkół, dróg, innej infrastruktury na budowę lub renowację stadionów, co miało miejsce choćby w Ohio, gdzie grają Cincinnati Bengals.
Gdziekolwiek pojawiają się wysoko postawieni w lidze działacze, natychmiast domagają się niemal królewskiego traktowania. W propozycji zorganizowania Super Bowl 2018 na nowym, wybudowanym za publiczne pieniądze stadionie Minnesota Vikings w Minneapolis, pojawiło się żądanie, by właściciele drużyn zakwaterowani zostali w prezydenckich pokojach najdroższych hoteli w mieście, wszyscy wysocy urzędnicy ligi otrzymali policyjna ochronę – nawet w drodze na prywatne przyjęcia – podobno w obawie przed atakami terrorystycznymi – i oczywiście wszystko za darmo. W tym czasie NFL zatrzyma cały dochód ze sprzedaży biletów. Liga futbolowa jest ważna, bo reprezentuje najpopularniejszy sport w USA. Jednak jak zauważa wiele osób – bogaci właściciele drużyn, czy majętni jej działacze, mogą chyba zapłacić za dodatkową, wybiegającą poza standardowe procedury ochronę?
Wojsko też płaci
Rozgrywki drużyn futbolowych często ozdobione są asystą wojskową, a przed meczem prezentowane są barwy, banery i chorągwie poszczególnych oddziałów militarnych. To promuje ligę, a nie wojsko, bo pokazuje że profesjonalny futbol w jakiś sposób związany jest z bezpieczeństwem narodowym i honoruje żołnierzy. Co roku w Veterans Day organizowany jest Salute to Service, gdy trenerzy drużyn wkładają mundury na wzór oficerów wojska, co ma ukazać docenianie i szacunek dla formacji militarnych kraju.
Okazuje się, że nic nie ma za darmo. Kilka miesięcy temu senator John McCain ujawnił, iż Pentagon płaci lidze NFL za te publiczne przejawy patriotyzmu 2 miliony dolarów rocznie. Na przykład w 2014 roku New England Patriots otrzymali 675 tysięcy za uhonorowanie Gwardii Narodowej w przerwie meczu. Reszta trafiła do większości pozostałych drużyn prezentujących wojskową asystę i militarne chorągwie. Również w 2014 r. liga NFL przekazała 412 tysięcy na rzecz fundacji "Wounded Warrior", za co otrzymała zewsząd pochwały i podziękowania. Warto więc wiedzieć, że suma ta stanowi zaledwie 1/20 z jednego procenta publicznych subsydiów otrzymywanych przez ligę. Rocznie.
Jakby tego było mało, to NFL cieszy się niespotykaną ochroną rządu federalnego. Kongres uznał bowiem już dawno, że liga nie podlega ustawom antymonopolowym. Pozwala jej to na niczym nieograniczone dyktowanie cen telewizyjnych transmisji ze spotkań. Bez tego koszt przekazu, a tym samym rachunek użytkowników telewizji kablowej byłby dużo niższy.
Magiczny mnożnik
Podczas budowy lub renowacji stadionów należących do NFL słyszy się często, że każdy zainwestowany milion przyniesie co najmniej 3 razy więcej dla lokalnej ekonomii. Ten magiczny mnożnik nie ma żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. Dlatego przez ekonomistów nazywany jest "magicznym". Wiele dotychczasowych badań udowodniło natomiast ponad wszelką wątpliwość, iż każdy dolar zainwestowany w budowę dróg, mostów, komunikacji miejskiej i inną infrastrukturę cywilną ma znacznie większy wpływ na ekonomię danego miasta, niż budowanie stadionów dla ligi futbolowej.
Stadiony baseballowe mają znacznie lepszy mnożnik, bo są dużo tańsze w budowie i częściej używane. Futbolowe kosztują krocie i mało się na nich dzieje. Ostatni Super Bowl rozgrywany był na stadionie w Glendale w Arizonie. Podczas jego budowy również obiecywano cudowne pomnożenie inwestycji. Dziś miasta nie stać na zatrudnienie odpowiedniej liczby policjantów i ratowników pogotowia, gdyż 40% budżetu przeznaczane jest na spłatę zaciągniętych na stadion pożyczek. Obiecywany cud ekonomiczny tam nie nastąpił.
Przekonanie, iż podatnicy powinni wspomagać ligę miało sens w początkach XX wieku. W latach 20. nie było telewizyjnych transmisji meczów, w związku z czym chciano zapewnić jak największą oglądalność na żywo. Chodziło też o zbliżenie społeczeństwa i dostarczenie mu rozrywki. Drużyny nie były wtedy bogate, więc pomoc państwa była konieczna. Kiedy w 1939 r. finałowy mecz w Los Angeles na Memorial Coliseum oglądało 103,303 widzów, porównywalne to było do obecnych 1.1 mln. mieszkańców Kalifornii zasiadających przed telewizorami. Tańsze były też bilety, stać na nie było prawie każdego. Ta sytuacja miała miejsce długo, w przypadku niektórych drużyn nawet do początku lat 80.
Takie podejście do futbolu pokutuje do dziś, choć wszystko wygląda inaczej. Każdego właściciela drużyny grającej w NFL stać na nowy stadion i jego utrzymanie bez pomocy podatników. Nic jednak nie mówią i korzystają z utrwalonych wzorców. Nie można ich za to winić. Skoro ktoś im na to pozwala, czemu mają nie korzystać.
Subsydiowanie ligi NFL z publicznych pieniędzy jest dla wielu osób coraz trudniejsze do przełknięcia. Głównie dlatego, że to zwykli ludzie pomagają w budowie kolejnych stadionów, a później ze względu na ceny biletów nie mogą z nich często korzystać. We wrześniu 2014 r. podczas transmisji meczu z nowiutkiego Levi`s Stadium w Kalifornii komentatorzy zachwycali się konstrukcją, wykończeniem i dodatkami. "Nie żałowali pieniędzy" – słychać było w komentarzach. Owszem, wydano tam bajońskie sumy. Głównie z podatków ludzi, którzy mecz ten oglądali w telewizorach, bo koszt sezonowego karnetu wahał się pomiędzy 3 a 14 tysięcy dolarów. W 2014 r. średnia cena biletu na mecz NFL wynosiła 85 dolarów, dwa razy więcej niż po uwzględnieniu inflacji i wartości waluty trzeba było zapłacić za obejrzenie meczu 30 lat temu. Do tego parking 25 dolarów, piwo za 12, napoje po 9. Firma konsultingowa z Chicago dokonała obliczeń, ile musiałaby wydać przeciętna, 4-osobowa rodzina, na obejrzenie na żywo meczu swej drużyny zakładając, że chciałaby skorzystać z oferowanych na miejscu napojów. Wyszło 635 dolarów dla fanów Dallas Cowboys, 625 dla Patriots, a 600 dla mieszkańców Washington. Nie każda rodzina może sobie na to pozwolić, nawet jako podatnik będąc pośrednim sponsorem ligi.
Nigdzie nie jest powiedziane, że jakikolwiek sport profesjonalny musi być subsydiowany z publicznych pieniędzy. Nie jest też powiedziane, że właściciel drużyny musi być miliarderem. Gdyby NFL płaciła za siebie, to dochód właścicieli, zarobki trenerów, czy wynagrodzenia zawodników byłyby niższe. Właściciele wciąż byliby bogaci, tylko trochę mniej. Zawodnicy i trenerzy wciąż byliby sowicie wynagradzani, ale nie stawaliby się milionerami z dnia na dzień. Z podatników spadłby obowiązek utrzymywania ligi, a pieniądze te można by inaczej wykorzystać.
Na podst. Chicago Tribune, DailyBeast, Atlantic, Wikipedia
opr. Rafał Jurak