Chicagowscy radni zawiesili plany wprowadzenia licencji dla osób wykonujących usługi transportowe w sieciach Uber i Lyft.
Obie firmy wcześniej zagroziły, że jeżeli takie przepisy wejdą w życie, to porzucą chicagowski rynek. Ich zdaniem wprowadzenie wymogu posiadania licencji dla kierowców uniemożliwi działanie ich serwisu na terenie naszego miasta.
Radny Anthony Beale (z 9. dzielnicy), przewodniczący komisji transportu w Radzie Miejskiej, zwolennik wprowadzenia licencji, na razie poszedł na kompromis. Co najmniej przez sześć miesięcy nie będzie wymogu składania odcisków palców przez osoby, które chcą świadczyć usługi dla Ubera czy Lyfta. Do sprawy radni powrócą za pół roku.
Kierowcy Ubera i Lyfta muszą zaliczyć internetowy kurs, który trzeba będzie odnawiać co roku.
Samochody Ubera czy Lyfta mogą mieć maksymalnie sześć lat. Można świadczyć usługi starszymi pod warunkiem, że co pół roku przejdą kontrolę ich stanu technicznego. Poza tym w samochodach musi być wyeksponowany miejski numer 311 z informacją, że można pod niego zadzwonić, by złożyć skargę na kierowcę Ubera albo Lyfta.
Przyjęta przed radnych ustawa zwalnia jednak kierowców tych firm transportowych oraz taksówkarzy z obowiązku przeprowadzenia badania na obecność narkotyków w organizmie.
Burmistrz Rahm Emanuel, którego brat jest inwestorem Ubera, lobbował przeciwko wprowadzeniu licencji dla kierowców tych firm.
Zwolennicy wprowadzenia takich przepisów przekonują, że cel to poprawa bezpieczeństwa publicznego oraz wyrównanie szans branży taksówkarskiej walczącej o przetrwanie po wejściu na rynek Ubera i Lyfta.
JT